Reklama

Reklama

Szczyl x Magiera "8171": Awangardowi hultaje [RECENZJA]

Magiera nie traci nic ze swojej jakości, Szczyl nie traci nic ze swojej oryginalności. Wspólny projekt dla żadnego z nich nie będzie przełomem, za parę lat nie będzie się pewno o nim pamiętać. Póki co można się nim jednak cieszyć po pracy, bo eklektyczny rap rzadko kiedy jest tak naturalny i działa tak przeciwbólowo.

Magiera nie traci nic ze swojej jakości, Szczyl nie traci nic ze swojej oryginalności. Wspólny projekt dla żadnego z nich nie będzie przełomem, za parę lat nie będzie się pewno o nim pamiętać. Póki co można się nim jednak cieszyć po pracy, bo eklektyczny rap rzadko kiedy jest tak naturalny i działa tak przeciwbólowo.
Okładka "8171" Szczyla i Magiery /

O tym, że połączenie dolnośląskiego weterana hiphopowej produkcji i nowej rapowej twarzy prosto z Trójmiasta działa, przekonywaliśmy się wcześniej już dwukrotnie. Najpierw pokazał to "Naszyjnik" z zeszłorocznej płyty Magiery, gdzie na dokładkę znalazł się jeszcze Sarius. Potem uderzył "Hiphopkryta", singel z "Polskiej Florydy", debiutu Szczyla z 2021 roku. Skoro rezultaty są tak dobre, to w sumie grzech wspólnie nie działać.

Jest ku temu jeszcze jeden powód. Otóż ani producent, ani raper nie ograniczają się do jednej estetyki, jednej konwencji. Owszem, mogą zrobić wspólnie coś w stu procentach hiphopowego, ale znacznie większa szansa była na to, że popłyną w muzykę, będą się nią bawić korzystając z obustronnego otwarcia głów. I właśnie to na "8171" się dzieje. Jak chcesz mieć ułożoną, jednorodną i przewidywalną płytę, nie zapraszasz przecież gościnnie Mięthy, Kacperczyków i Holaka. Nie bawisz się w mikro brzmienia i tycie sampelki dla koneserów aranżacji, te wszystkie mostki, przejścia, wyciszenia, wprowadzenia i zamknięcia sprawiające, że kawałki puchną do ponad czterech minut.

Reklama

Dzieje się tu sporo, dla niektórych pewnie za dużo. W miękko otwierającym, ujmującym "2007" jazzujący breakbeat przechodzi w deep house. "Chainz" to bardzo muzyczne, wręcz kompozytorskie podejście do trapu. "Jaraj" cyka jak złe, bije po uszach stopami, rządzi w nim jednak stary, dobry groove i trąby.  Absolutnie fenomenalne, z  ogromnym wyczuciem pozszywane "To dla wszystkich, którzy czuli się źle dziś", wjeżdża z przemysłowymi bębnami godnymi The Prodigy, ale umie pokazać swoje akustyczne oblicze, zaś pod koniec szaleje i już nie wiemy, czy to rapowa płyta, czy właśnie znaleźliśmy się na pełnym stadionie.

Ci pragnący widzieć w Szczylu inkarnację rapera z lat 90. z przyjemnością włączą "Paruje mi bar", lecz odbiją się od niepokojącego a zarazem napastliwego, hojnie podlanego autotune'em "Hamuj się". Muzycznie to Kendrick Lamar, i to ten późny. Młodszy słuchacz, którego nijak nie drażni na przykład to, że w "Rynsztoku" pada mnóstwo rymów w stylu "werwy/nerwy" czy "bucha/pucha",  ma dla odmiany szansę zrazić się mentorskim, zasadniczym podejściem do rapu, bo gospodarz ze słowa "przekaz" raczej się nie śmieje. Może też to wszystko brzmieć młodym, przyzwyczajonym do dźwiękowej anarchii, za harmonijnie i zbyt tłusto.

Co na to sami artyści? Magiera nie wiem, natomiast Szczyl rapuje wprost: środkowy palec starym i nowym szkołom. Przedstawia się jako "awangardo-hultaj" i to chyba właściwie sformułowanie. Na pewno lepsze niż raper pomostowy, bo choć łączy się tu sporo, na przykład nostalgiczne wspominanie wojen dzieciaków z różnych klatek i dezynwolturę ery flexu oraz dripu (już za parę lat w młodzieżowych słowach roku), to mamy do czynienia z bytem na scenie osobnym. No nie ma drugiego Szczyla.

Zupełnie nie zdziwię się tym, którzy postanowią "8171" krytykować. Rap wystawia się natychmiast na zarzuty o bycie mulącym, choć dla mnie to "slow flow" z unikalną barwą głosu jest bardzo odprężającą sytuacją, a nadpodaż raperów krzyczących i pędzących jak na wyścigi to jedna z bolączek polskiej sceny. Ich nie włączysz kładąc się wieczorem po pracy, Szczyla z Magierą owszem. I zupełnie w nosie masz wtedy to, że trudno coś zacytować, bo logika wypowiedzi bywa równie pokrętna jak jej składnia, zresztą nie zawsze idzie typa zrozumieć.

I o to właśnie chodzi. Wielowarstwowa produkcja Magiery, która jest tyle eklektyczna, co w gruncie rzeczy bezpieczna. Goście, którzy nie popisują się jakkolwiek, tylko wtapiają w materiał. Szybko zapamiętywalne refreny. I Szczyl nieudający nikogo, niezawstydzony ani swoją wrażliwością, ani prostotą diagnoz. "To dla wszystkich, którzy czuli się źle dziś / wszystkich tych, którzy próbujemy przeżyć". "Bawimy się w życie, spijamy z pianką cały ten syf". Tylko tyle i aż tyle. 

Szczyl x Magiera "8171", Sony Music Poland

7/10

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy