Reklama

Skalpel "Highlight": Ucieczka z własnej strefy komfortu [RECENZJA]

Wrocławski duet tym razem nie robi takiego trzęsienia ziemi jak przy okazji poprzedniego albumu, ale ponownie udowadnia, że przekraczanie granic w muzyce nie musi boleć.

Okładka płyty "Highlight" grupy Skalpel

Po dwóch klasycznych albumach - "Skalpel" i "Konfusion" - wydanych w legendarnej wytwórni Ninja Tune, trzeci "Transit" był powiewem świeżości dla składu. Igor Pudło i Marcin Cichy czerpali mniej z dobrodziejstw katalogu Polish Jazz (i nie tylko, bo przecież sięgali również m.in. po wydawnictwa spod szyldu Poljazz - od Leszka Żądło po Duo Bednarek-Zgraja), ale przede wszystkim postarali się dać jeszcze więcej od siebie. W znacznej mierze odstawili sampling na rzecz instrumentów, a efekt przerósł oczekiwania, bo wrocławianom udało się przedstawić rodzime tradycje nie tylko w nujazzowej formie, ale i niekiedy z posmakiem muzyki latynoskiej.

Reklama

Jeszcze inny jest "Highlight", najnowszy i zarazem najbardziej eklektyczny krążek w niezbyt bogatej, ale oferującej wiele wrażeń dyskografii duetu. Nie ma tutaj aż tak wielkich ilości precyzyjnie pociętych sampli, które w magiczny sposób układały się w piękne melodie. Jest za to więcej przestrzeni, instrumentów i improwizacji. Skalpel wszystko idealnie wypośrodkował. Sprawił także, że album jest również bardzo na czasie i jego główna siła nie opiera się tylko na nostalgicznym zerkaniu w przeszłość.

Nie oznacza to jednak, że "Highlight" usilnie podąża za trendami i obowiązującą modą. To jest własna wizja zespołu, który umiejętnie balansuje pomiędzy starszymi nagraniami, chociażby "Cold Air" z charakterystycznym brzmieniem fender rhodes lub "Distant" z kontrabasem i fletem, "Blow" i "Arrival" brzmiącym niczym b-side'y z poprzedniej płyty, a czymś nowym, jak "Escape", które mogłoby pojawić się w jednym z alternatywnych klubów, ewentualnie na jakiejś składance uznanego DJ-a.

Skalpel daje dużo przestrzeni, jak w ślicznym, kinowym wręcz "Countless", brnie w fusion w "Pull Closer", łamie również bębny w "Quicksilver", kiedy to spogląda w stronę klasyków drum'n'bassu. Pudło i Cichy nie uciekają też od sampli. Te są równie charakterystyczne jak wcześniej, ale panowie sięgają po więcej stylistyk i źródeł. Próbki syntezatorów w "Event" idealnie współgrają z saksofonem, będącym kluczową częścią utworu, a skryte w tle wokale w "Zorzy" sprawiają, że zakończenie płyty staje się jeszcze bardziej hipnotyzujące.

Istnieje muzyka do windy, ale także i do kawy. Taki właśnie jest "Highlight", który okazuje się idealnym towarzyszem w domowej kwarantannie. Gatunkowy miszmasz, pełen stylu i klasy, korzystający z relaksującego downtempo, eklektyzmu fusion, rozpłyniętego trip hopu oraz brytyjskich klubowych klasyków sprzed dwóch dekad. Odprężający, ale i wymagający. I jeszcze jedno - siłą jest mieć tak równą dyskografię, bez żadnej skazy. Za to największe brawa.

Skalpel "Highlight", NoPaper Records

8/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Skalpel | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama