Reklama

Reklama

Recenzja Wojtek Mazolewski "Chaos pełen idei": Jaki piękny chaos

"Zestawiam ze sobą organizmy piękne" - chciałoby się z Justyną Święs zaśpiewać w numerze otwierającym nowy album Wojtka Mazolewskiego. Jego pozornie chaotyczna kompilacja broni się przede wszystkim dobrymi pomysłami.

"Zestawiam ze sobą organizmy piękne" - chciałoby się z Justyną Święs zaśpiewać w numerze otwierającym nowy album Wojtka Mazolewskiego. Jego pozornie chaotyczna kompilacja broni się przede wszystkim dobrymi pomysłami.
Wojtek Mazolewski zaprosił do współpracy licznych gości /

Jeszcze przed premierą, kiedy znana już była nazwa płyty, tytułowy chaos nie wzbudzał większych podejrzeń (no może poza tymi, że skoro to już trzeci krążek Wojtka w przeciągu ledwie kilkunastu miesięcy, to w jego głowie musi się dziać naprawdę sporo), ale kiedy okazało się, że na albumie Mazolewskiego (jednym i tym samym) pojawią się m.in. Vienio, Ania Rusowicz i... Janusz Panasewicz, przyznaję, że zadrżałem.

O ile spotkanie materiału z rewelacyjnej "Polki" sprzed dwóch lat z producentami muzyki elektronicznej interesująco brzmiało już na wejściu wydawnictwa "Polka Remixed" (bo tam była umowna konwencja remiksu, bo tam nawet rapujący Ostry miał "Polkę" zrobić po swojemu), tak z "Chaosem..." sprawa była mniej oczywista. W pierwszych zapowiedziach krążek jawił się jako popjazzowy składak (z mocnym naciskiem na pop), o którego sile miały stanowić przede wszystkim nazwiska zaproszonych tu do wspólnych występów śpiewających (wcześniej wymienieni plus jeszcze m.in. Wojciech Waglewski, John Porter czy Natalia Przybysz) i grających (m.in. Jan Borysewicz) gości. Czystego (i nowego) jazzu miało zaś starczyć raptem na kilka krótkich improwizacji.

Reklama

Pierwsze na płycie "Organizmy piękne" rozwiewają na szczęście początkowe wątpliwości. Może to i artystyczna fanaberia autora, że do materiału z ostatniej płyty swojego Quartetu dokłada teraz znane i lubiane głosy, albo że na koniec albumu serwuje cover "Day-O (The Banana Boat Song)", który na tle - mimo wszystko - poukładanej całości brzmi jak muzyczny żart na Wojtka 40. urodziny, ale... to połączenie naprawdę działa.

Najmilej zaskakuje zestawienie konceptu Mazolewskiego z Panasewiczem, którego - przyznaję - obawiałem się najmocniej. Ale muzyk znalazł na niego sposób, oddając mu zadziorny (i jak się okazuje idealnie pod niego skrojony) "Punk-T Gdańsk". W życiu nie pomyślałbym o wokaliście Lady Pank słuchając wcześniej tego fragmentu "Polki", tak samo zresztą, jak nie wyobrażałem sobie Wojciecha Waglewskiego w coverze "Get Free" Major Lazer...

A jednak. Jest w tym wszystkim sens, jest muzyczny porządek. Mazolewski trafił z obsadą, ba - trafił nawet z samym sobą, słusznie przejmując w jednym numerze rolę szepczącego wokalisty, co dodatkowo podkreśliło jego autorską wizję całego wydawnictwa. Lepszej kompilacji tylu pozornie nie pasujących do siebie pomysłów i różniących się od siebie gości, w tym roku u nas nie było.

Wojtek Mazolewski "Chaos pełen idei", Agora

7/10

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL