Reklama

Recenzja Roksana Węgiel "Roksana Węgiel": Pierwsze kroki nadziei polskiego popu

Roksana Węgiel w ostatnich tygodniach wyjątkowo mocno zmaga się z hejtem. Przez te zdarzenia gdzieś na drugi plan zeszła premiera jej debiutanckiej płyty, a szkoda, bo to wokół albumu powinna toczyć się dyskusja. Byłoby zdecydowanie ciekawiej i dużo pozytywniej.

Roksana Węgiel na okładce swojej debiutanckiej płyty

Chciałbym napisać, że 14-letnia Roksana Węgiel - zwyciężczyni pierwszej edycji "The Voice Kids" i laureatka 16. Edycji Konkursu Piosenki Eurowizji dla Dzieci - niespodziewanie wyrosła na wielką nadzieję piekiełka zwanego polskim teen-popem. Ale to nie do końca tak, bo sprowadzenie jej do tego środowiska byłoby sporą ujmą na honorze. Znalazła się bowiem promowana przez rodzime media nastoletnia wokalistka, która zamiast pomrukiwania na pół gwizdka i płaskiego wokalu, zadowalającego producentów oczekujących zaspokojenia najniższych potrzeb najmłodszych, oferuje więcej.

Reklama

Jeżeli bowiem na coś szczególnie zwraca się uwagę u Roksany Węgiel, jest to warsztat. Młoda wokalistka głos ma bowiem potężny, potrafi ryknąć z przepony, wdrożyć do śpiewu drapieżną chrypkę, zaśpiewać wyjątkowo delikatnie i latać po skali.

Nikt jednak nie powiedziałby po samym wokalu, że mamy do czynienia z dziewczyną, dla której Dawid Kwiatkowski czy Selena Gomez mogliby być muzyką dzieciństwa, a debiut Lady Gagi jakimś odległym tworem dla prawdziwych oldschoolowców. To nie jest dobry wokal na swój wiek: to dojrzały, wyrobiony wokal, o który można posądzić artystkę wojującą od kilku dobrych lat na scenie (a jakie vibrato ma wspaniałe!). Metryczka jest w tym wszystkim zaledwie smaczkiem.

Jasne, to nie jest tak, że Roksana jest wokalistką nieskalaną: momenty po angielsku wypadają średnio z powodu nieco zbyt twardego akcentu. Jakby zabrakło większego wsparcia od lingwisty. A trochę szkoda, bo w kontrowersyjnym (wszak mocno dwuznacznym), choć nowoczesnym i niesamowicie profesjonalnie wyprodukowanym "Lay Low" młoda wokalista robi ze swoim głosem prawdziwe cuda.

Sprawdź tekst i polskie tłumaczenie utworu "Lay Low" w serwisie Teksciory.pl!

W hitowym "Anyone I Want to Be" gryzło to już mocniej, bo ma się wrażenie, że przy fragmentach anglojęzycznych wokalistka nie wchodzi na ten poziom swobody, którą osiąga w rodzimym języku. Tylko to doprawdy niewielki problem przy albumie, na którym obca mowa pojawia się w zaledwie dwóch utworach.

Sprawdź tekst utworu "Anyone I Want To Be" w serwisie Teksciory.pl!

Co do samych tekstów, to mamy do czynienia z absolutnym, niczym niewyróżniającym się popowym standardem. Mamy coś o wierze w siebie i pokonywaniu słabości ("Żyj") czasami z dozą pozytywnej motywacji ("Obiecuję" - posłuchaj!, "Potrafisz" - sprawdź!), walce o pozostanie zawsze zgodzie ze sobą ("Nie zmienisz mnie", posłuchaj!), miłości ("Bunt", sprawdź!) czy refleksji nad własną pozycją w życiu ("Że to nie to", posłuchaj!).

Niestety, jak to w przypadku popowych standardów zdarza się lanie wody, wersy zupełnie nic niewnoszące, a nawet sobie przeczące czy bardzo oczywiste rymy, które kończą się w głowie zanim wokalistka zdąży je wyśpiewać. Wszystko to kumuluje się w "Dobrze jest, jak jest" - najsłabszym utworze na płycie, przypominającym pod kątem kompozycyjnym hybrydę stylu Sarsy oraz późnego Bajmu.

Sprawdź tekst utworu "Dobrze jest, jak jest" w serwisie Teksciory.pl!

To podobny sposób pisania aranżacji na refren, budowania napięcia i łączenia w sobie nowoczesnego, bardziej elektronicznego podejścia do produkcji nastawionego na głośność z akustycznymi instrumentami. Przy okazji to numer totalnie mdły, w którym nawet Roksana przestaje imponować swoim wokalem i zupełnie traci gdzieś część swojej niewątpliwej charyzmy.

Dodatkowo można zgrzytać na naiwność "Obiecuję", które brzmi zresztą jakby było nagrywane dużo wcześniej niż pozostała część albumu. Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że w "Nowym dniu" eksponowanie warsztatu Roxie poszło za daleko i za dużo tu efekciarstwa, szczególnie że sama kompozycja nie za bardzo porywa, wpisując w hurra-optymizm, przy którym poległ "najbardziej znany chór w Polsce" (bez nazw, proszę, bez nazw).

Rozumiem, że dla samej wokalistki obecność jej chłopaka Daniela Yastremskiego [który reprezentował Białoruś podczas 16. Edycji Konkursu Piosenki Eurowizji dla Dzieci - przyp. red.] na płycie może być ważna. Jednak "Nie zmienisz mnie" w wersji zaśpiewanej wspólnie przez tych wokalistów nie wnosi do albumu zupełnie nic. Podobnie zresztą jak "Żyj" w wersji akustycznej, które nabiera tutaj nieznośnego patetyzmu, podczas gdy w wersji oryginalnej udało się to fajnie zrównoważyć. 

Sprawdź tekst utworu "Żyj" w serwisie Teksciory.pl!

Ale tak zacząłem od negatywów, a pozytywów też jest tu jest sporo. Chociażby wspomniane "Żyj" w wersji oryginalnej - elektroniczna kompozycja znajdująca złoty środek między fazą na pop z trip-hopowymi inklinacjami w stylu dawnych płyt Kasi Kowalskiej, a synthwave'ową fascynacją latami 80. słyszalną w podróżującymi w tle syntezatorowym arpeggio.

Fakt, może irytować zglitchowanym hi-hatem puszczonym na lewym kanale. Pociągnięto go zresztą tak bardzo, że w swoim zepsuciu przez mniej doświadczonych słuchaczy może być uznany za efekt zacinającego się krążka albo źle zgranego pliku do serwisu streamingowego. To jednak doprawdy niewielka wada, szczególnie gdy pod koniec utworu Roksana ukazuje moc swojego wokalu.

"Bunt" ukazuje chęć wpisania przez producentów wokalistki w nurt nowoczesnego electropopu z całym jego bagażem: charakterystycznym pompowaniem dźwięków (wynikającym z użycia kompresji side-chain - to tak w ramach edukacji, jeżeli nie wiecie) i schodzącym do samej podłogi subbasem, którym to towarzyszą bębny z automatu perkusyjnego. Tu dobrze działa nawet auto-tune, który zamiast tuszować braki, został subtelnie wykorzystany, aby wzmocnić ten najbardziej emocjonalny moment. Nie zdziwię się, jeżeli mało kto zwróci na to uwagę, ale pamiętajcie: ostateczny efekt zawsze jest sumą szczegółów. Dobrze, że osoby kierujące albumem Roksany o tym czasem pamiętają.

Dużo tu zresztą patrzenia na to, co dzieje się muzycznie na świecie: syntezatory wyraźnie zaznaczają swoją obecność w "Grze" (sprawdź!), pulsują w drugiej zwrotce "Obiecuję", aż w końcu eksplodują w klubowych rytmach w EDM-owym "Że to nie to". Do tego dochodzą te mgliste przeszkadzajki wokalne w "Potrafisz" czy osierocona po dubstepie, mocna perkusja "Demonach" (sprawdź!). To wszystko brzmi trochę jakby producenci zasłuchiwali się w twórczości chociażby Dua Lipy czy duetu Louis the Child, rezygnując jednak z tych najbardziej skrajnych future bassowych klimatów na rzecz czegoś przystępniejszego dla polskiego słuchacza.

Wiecie co? Debiut Roksany Węgiel to pozycja nierówna. Popełnia kilka większych i mniejszych grzechów, ale jednocześnie ukazuje bardzo młodą wokalistkę, która w pełni udźwignęła ciężar, jaki niesie za sobą nagranie takiego albumu. Tak, złośliwcy - nawet z dozą specjalistów nie jest to takie proste, bo przecież to Roksana jest w centrum: jej głos, jej umiejętności.

Jeżeli więc miałbym wybrać, kto na albumie ugra najwięcej, to na pewno sama wokalistka, bo ona spisała się wyśmienicie. Zresztą, jeśli uważnie czytaliście ten tekst, zauważycie, że większość uwag kierowana w stronę elementów, za które odpowiedzialny jest sztab kryjący się za kompozycją, produkcją czy tekstami piosenek. A, błagam, drogi sztabie, nie krzywdźcie jej następnym razem taką okropną okładką. Powinniście za to dostać co najmniej karę grzywny.

To może inne pytanie: czy to czyni z Roksany produkt rynku muzycznego? Cóż, bądźmy szczerzy: tak. Ale wierzę, że w pewnym momencie życia zwyciężczyni "The Voice Kids" dojrzeje, aby wziąć sprawy w pełni w swoje ręce i nagra coś, co wstrząśnie polską sceną popową. Trzymam kciuki, bo ma ku temu ogromny potencjał. Żeby go rozwinąć w pełni, na pewno potrzebuje kilku dobrych lat, ale skoro jest ponad dwa razy młodsza ode mnie, to ma czas. Ja już nie mam i mogę co najwyżej płakać w kącie, trzymając kciuki za innych, chlip chlip.

Roksana Węgiel "Roksana Węgiel", Universal Music Polska

6/10


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Roksana Węgiel | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje