Reklama

Recenzja Abradab "048": Umiejętności nie zastąpią emocji

Abradab wygrał konkurs na najbardziej przekombinowaną płytę roku. "048" ma jakość i ambicje, zabrakło jej charakteru, czytelności i komunikacji ze słuchaczem.

Abradab na okładce "048"

Jeżeli myśleć o poczcie najbardziej wpływowych raperów w polskiej historii gatunku, to szybko będzie trzeba przypomnieć sobie o Abradabie. Z Kalibrem 44 najpierw wymyślił psychorap, potem zdefiniował dobre, dygresyjne "rymowanie o rymach", a kiedy przyszła trzecia płyta, nie potrzebował już niczyjej pomocy, bo z "Konfrontacjami" poradził sobie sam, dostarczając jeden z najbardziej pomysłowych i chwytliwych rapowych singli. Jeszcze chwytliwiej było już "na swoim", z przebojami takimi jak "Miasto jest nasze" i "Rapowe ziarno". Tyle tylko, że im dalej w las, tym bardziej chciało się parafrazować słynne "D-A-B, antonim nuda" jako "synonim nuda". Wiele o dyskografii katowiczanina powiedzieć - że równa, że bez większych wpadek, że przemyślana. Niestety od dawna nikt nie myślał o niej, że jest ekscytująca. I "048" w żadnym razie tego nie zmieni.

Reklama

Raper za mikrofonem dwoi się i troi, żeby szybko zapomnieć o jego metryce i z wyrzutem spojrzeć na młodszych z ułamkiem tego warsztatu. "Ja cały melanż w sobie mam jak Diuna" - rapuje w otwierającym "Pio" i stać go nie tylko na błyskotliwe nawiązanie do klasyki SF, ale na miękkie, potoczyste flow, które po latach nie skostniało ani trochę. W "Tańcz" gnie słowa jak wiklinę, niczego nie robiąc sobie ze stałości związków frazeologicznych, a "Horyzontach" gubi łagodność na rzecz pazura. Podmelodyzowana orientalnie linia wokalu w "Ciapie", niepopulistyczny, publicystyczny przekaz "Luzu", czy "Złe oko" nawijane w rytm "Lokomotywy" Tuwima i swobodnie przechodzące w śpiewne, draśnięte reggae flow to wszystko rzeczy, których... za cholerę nie zapamiętamy. Gazylion smaczków na wiele przesłuchań, do których trzeba będzie się trochę zmuszać.

Wcześniej bit był jak fala, a Dab jak surfer triumfalnie sunący na jej szczycie. Teraz muzyka przypomina podświetlaną, strzykającą co rusz z wielu dysz fontannę miejską, a raper - spacerowicza uskakującego żeby się nie zmoczyć. W bitach jest wiele wodotrysków - bąblujących dubstepowo basów, bębnów w nietypowych rytmach, progresywnych, elektronicznych aranżacji, jazzowych klawiszy, agresywnego skreczu. Produkcja okazuje się przegłaskana, refreny prześpiewane (po wielokroć gaszą numery), a tendencja rapera do mówienia na około, niegdyś całkiem frapująca, obecnie przede wszystkim irytuje i aż chce się go zapytać "No ale stary, to w końcu o co ci chodzi z tym 500+ w 'Luzie', bo się już pogubiłem w tych ironiach". Zaraz po zagadaniu o to czemu w "Powietrzu" wszystkie elementy są tak obok siebie, nie są się w stanie dodać, dojść w refrenie. I czemu pan domu chce sobie udowodnić jaki jest fantastyczny, nie dostrzegając, że goście pochrapują przy salaterkach sałatki i wśród barwnych balonów. 

Album budzi się wraz z "Wirem", singlem dla odmiany dobrym i skutecznym,  a przede wszystkim z "Blaskiem", który ma ciekawą, konkretną opowieść z szybko, literacko kreślonymi obrazkami, sporo funku i tak pożądaną lekkość. Trochę Ten Typ Mes, trochę Outkast, gęba sama się śmieje. Cieszy się też przy "Yee boy" z cutem zgranie zastępującym przekleństwo, tylko nie wiem czy myśl "Kurde, ten powrót Kalibra to była naprawdę spoko płyta" jest tą, na której Dabowi zależało. "048" miało potencjał by być dynamitem na miarę kolorowej, rozrywkowej i jednocześnie zaangażowanej płyty Black Eyed Peas albo ostatniego A Tribe Called Quest. Receptura w gruncie rzeczy się zgadza, tylko materiał wybuchowy zamókł od wylanego potu, a lont okazał się zbyt poskręcany. Coś tu ewidentnie nie wypaliło.

Abradab "048", Mystic Production

5/10

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Abradab

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje