Reklama

Quebonafide "Romantic Psycho": Płyta godna rozmachu [RECENZJA]

Quebonafide przez ostatnie tygodnie zredefiniował myśl o tym, jak można na naszym rynku promować swój nadchodzący album. Jeżeli przyćmiło to wam zawartość płyty, musicie wiedzieć, że to ogromne niedopatrzenie. "Romantic Psycho" to bowiem najlepszy Quebo, jakiego dane było nam usłyszeć od wielu, wielu lat.

Okładka płyta japońskiej wersji "Romantic Psycho" Quebonafide

Do Quebonafide można przyczepić się w wielu kwestiach, ale na pewno nie można mu odmówić konsekwencji, świadomości i umiejętności budowania wokół siebie rozgłosu. Swój finał otrzymała bowiem chyba najbardziej przemyślana akcja promocyjna płyty w historii polskiego rapu. I tak, mówimy o facecie, który swego czasu pozwiedzał wszystkie kontynenty, nagrał album o swoich podróżach, a do tego każdy z utworów uświetnił klipem.

Reklama

Niebieska polówka, okulary, gładka twarz, brak tatuaży, kamienna twarz pozbawiona uśmiechu, do tego spora doza nieśmiałości oraz nieco roztrzęsiony, ledwo przebijający głos. Takiego właśnie Quebo otrzymywaliśmy w mediach społecznościowych, programach śniadaniowych, aż w końcu w amatorsko wyglądającym klipie "Jesień", a nawet na okładce zbioru krzyżówek panoramicznych.

Kiedy więc w końcu do słuchaczy dotarł album "Romantic Psycho", zdziwienie mogło przebić słońce. Otrzymaliśmy bowiem krążek, który brzmiał jak... podziemna produkcja sprzed 15 lat. Na szczęście QueQuality zostawiło dużo wskazówek, sugerujących, że to nie koniec.

Sprawdź tekst piosenki "Jesień" w serwisie Teksciory.pl!

I faktycznie, 1 kwietnia do słuchaczy dotarł ten właściwy materiał - data podkręciła tylko spekulacje, gdyż mało prawdopodobne wydawało się, że na płycie znajdują się takie osoby jak Sentino czy obdarzony ogromnym kultem wśród starszych fanów rapu Smarki Smark (sprawdź!), którzy wydawali się już nieaktywni na scenie. A jednak to wszystko prawda. Szkoda trochę, że w tym wszystkim najmniej mówi się o muzyce. "Właściwa" wersja "Romantic Psycho" to bowiem najlepszy album Quebonafide od wielu lat.

Wiem, możecie mnie oskarżyć o sympatię do tego albumu z uwagi "truskulowe" sentymenty. Bo faktycznie, spora część tego albumu to bardzo klasyczne rapowe bębny, sample (pierwszy numer nawet na samplu z "Zodiac Shit" Flying Lotusa), dużo słów, a nawet podwójne rymy. Z drugiej strony, Quebo przecież wcale nie odbija od nowoczesnych rytmów, bo mamy i śpiewanie na auto-tune'ie, i nawet numer na afrotrapowym bicie.

Powiedziałbym, że Quebonafide próbuje tutaj pozycjonować się jak Kendrick Lamar (sprawdź!) czy jego idol, Mac Miller (sprawdź!): łączyć światy osób ukierunkowanych na bardziej klasyczny rap oraz tych, którzy dużo chętniej spoglądają na nowsze trendy. I jeżeli taki jest jego cel, to na swoim najnowszym albumie robi krok w dobrym kierunku.

"Romantic Psycho" to na pewno też zmiana pod kątem tego, jak sam Quebo kieruje swój wokal: nie razi już teatralnością, płaczliwością i nie stara się jeszcze dokręcać emocji zawartych w tekście głosem. Rezygnuje z tych wszystkich efekciarskich zabiegów, które mogły przeszkadzać w jego odbiorze od czasów "Egzotyki" włącznie. Tutaj jest dużo bardziej stonowany, dzięki czemu - na szczęście - o wiele przyjemniejszy dla ucha. Szczególnie działa to wtedy, gdy daje emocjom wgryzać się dopiero u słuchacza - na przykład w "Jesieni", kiedy wpycha między niemal deklamowane wersy linijkę "Mój ojciec tylko ojca grał jak Brando".

Albo bywa arogancki w bardzo klasyczny, rapowy sposób, kiedy w "SZUBIENICAPESTYCYDYBROŃ" lecą strzały w stronę Sebastiana Fabijańskiego (sprawdź!) oraz naszego interiowego kolegi, Marcina Flinta. Serio, uczcie się inni raperzy, że nie zawsze trzeba płakać albo drzeć mordę, bo czasami przez to ma się wrażenie, iż traktujecie słuchaczy jak idiotów.

Sprawdź tekst utworu "Szubienicapestycydybroń" w serwisie Teksciory.pl!

Dobrze słyszeć również, kiedy to Quebo rządzi konceptami, a nie koncepty nim. Na przykład w "GAZPROMIE" (posłuchaj!), gdy z Sokołem mówią o swojej pozycji na scenie oraz możliwościach. Najbardziej pod kątem pomysłu imponuje "TĘSKNIĘZASTARYMKANYE". Quebo opowiada tam jak próbuje przekonać swoją partnerkę, Natalię Szroeder znaną chociażby z hitowego "Lustra" (posłuchaj!), do swoich idoli. Wokalistka przekomarza się rapowanymi (!) linijkami złośliwie skierowanymi również w stronę sceny hiphopowej. I to działa, a jednocześnie stanowi bardzo fajny hołd dla artystów, którzy inspirowali Quebo. A gdy w "NIEPŁACZĘPONOTREDAME" autor płyty rzuca "Stary, szczerze, uroniłem łzę może po Mac Millerze", to mu wierzę.

Ale powracając do związku: właściciel QueQuality poświęca mu bardzo dużo miejsca, co jest całkiem zrozumiałe. Quebo rzuca o swojej miłości kilka naprawdę udanych linijek, na przykład "Byłem gotów, żeby zmyła ze mnie smutek/Choć pochodziła z branży, w której każdy rzeźbi tępym dłutem" albo "Miłość to paliwo i osiąga ceny niezłe/Stoję w neonowej kamizelce". Problem może stanowić natomiast ich przesyt, bo po kolejnych tekstach o tym, że Natalia jest ze świata popowego, da się zareagować tylko słowami "Dobrze, Kuba, wiem to - proszę coś innego". A to i tak dalej sprawdza się dużo lepiej i dojrzalej niż niesławny utwór "Candy" (zobacz!).

Wad znajdziemy jeszcze trochę. W niesamowicie klimatycznym od strony muzycznej "AJETLAGTOMÓJNOWYDRAG" z gościnnym udziałem Kiełasa (jeżeli nie wiecie, co to LSO, z którym Kiełas jest związany, to straciliście dużo w życiu) oraz w "TOKYO2020" z Taco Hemingwayem, uskuteczniane jest rzucanie nazwami własnymi, które szybko robi się dla słuchacza męczące. Dobrze przynajmniej, że oba utwory mają refreny, którym trudno opuścić głowę.

"ŚWIATTOMÓJPLACZABAW" na pewno uraduje fanów Sentino ("Pistolet" śpiewany do dziś) niespodziewanym powrotem autora "Zabójstwa lirycznego" do nagrywania po polsku, ale trudno uznać traktować te latynowskie afro trapy jako coś więcej niż powrót do rozbuchanych klimatów "Egzotyki" podsycony dawką love songu w stronę Natalii Szroeder.

Bedoes w "NIEPŁACZĘPONOTREDAME" nie działa w ogóle oprócz momentu, w którym autor "Kwiatu polskiej młodzieży" rzuca tytuł piosenki, w której występuje. Szkoda też, że od muzycznie ten kawałek to - niestety - dość generyczny trap. To za mało, gdy porównamy go do reszty materiału.

Dlaczego? Ano dlatego, że warstwę muzyczną "Romantic Psycho" można uznać za jeden z najmocniejszych elementów albumu. "ASPARTAM" bardzo miło kojarzy się z dojrzałym, soulującym okresem w twórczości Maca Millera. Potrafi to przyćmić - faktycznie zgody z tytułem - zbyt przesłodzony tekst, którego nie ratuje nawet oczywista dawka ironii.

DJ Krime w "SZUBIENICAPESTYCYDYBROŃ" jeszcze bardziej idzie w ten organiczny klimat, dodając trochę funkujących gitar oraz syntezatorów. Szkoda jedynie, że pojawiający się na koniec saksofon Arkadiusza Kopery poszedł za bardzo w stronę ścieżki dźwiękowej do "Kilera", a za mało w stronę czarnej muzyki. Takich Mac Millerowych momentów jest jeszcze więcej: koniecznie sprawdźcie "RUMPELSTILSKIN" na bicie jak zwykle perfekcyjnego Emade, który odpowiada też za "TĘSKNIĘZASTARYMKANYE". 

Do tego dochodzi jeszcze "PRZYTOBIE" na soczystym, pełnym duszy bicie patr00. Producent - kojarzony z projektami Ortega Cartel oraz Lavorama - wie doskonale, co to groove i jak subtelnie podkreślić sample basem, aby przypomnieć słuchaczom o złotych czasach takich ciepłych, słonecznych produkcji.

Dużym wydarzeniem jest na pewno "COJESTMAŁPY". Za bit odpowiada bowiem Kixnare, a w refrenie pojawia się Smarki Smark. Dla nieświadomych: ten duet to autorzy obdarzonej ogromnym kultem w rapowym środowisku pozycji "Najebawszy EP". Zaskoczenie wynikało z tego, że Smarki kilka dobrych lat temu zawiesił mikrofon na kołku, aby poświęcić się karierze prawniczej, a Kixnare porzucił swoje bardziej hiphopowe wcielenie na rzecz house'owego projektu Universo.

I - jak się okazało - utwór to faktycznie odświeżona wersja schowanego w szufladzie od dziesięciu lat numeru, który kilka dni po premierze "Romantic Psycho" wyciekł do internetu ku uciesze starszych fanów rapu. Ten cały kontekst jest być może ważniejszy niż utwór Quebonafide, ale trzeba dodać, że autor "Romantic Psycho" dobrze transponuje truskulowy styl na współczesne czasy.

Świetnie słucha się "GAZPROMU", za który odpowiada nieco wycofany w ostatnim czasie Czarny HIFI. Do krótko ciętych, przetwarzanych sampli z dozą syntezatorów dostajemy tu solidne, mocno skompresowane bębny przypominające trochę perkusje Ajrona znanego z wydanego w 2005 roku albumu z Małolatem "W pogoni za lepszej jakości życiem".

Mrozu w "ŁAJZIE" dostarcza produkcję, która równie dobrze mogłaby zasilić jego ostatni krążek: z jednej strony solidny bluesowy vibe, z drugiej natomiast lekkie przestery kierujące tę muzykę w stronę garażu. Duit w "BUBBLETEA" z Darią Zawiałow z jednej strony składa hołd ajronowo-noonowej szkole bębnów (ponownie), z drugiej natomiast te słodkie syntezatory chętnie kojarzą się z latami osiemdziesiątymi.

Do tego dochodzi jeszcze zamknięcie: "TOWSZYSTKOBYŁODLACIEBIE", w którym większość tła dla śpiewu Ralpha Kamińskiego oraz spoken wordu Quebonafide stanowią plumknięcia z instrumentu klawiszowego (prawdopodobnie to Fender Rhodes, ale nie chcę się zakładać!). Tworzy się z tego idealnie wyciszająca krążek, bardzo minimalistyczna produkcja.

Co ciekawe, posiadacze "japońskiej wersji" otrzymują również trzy utwory bonusowe, wśród których znajdziemy "CZŁOWIEKAZKSIĘŻYCA" z niemal tymi samymi zwrotkami, co w "TOWSZYSTKOBYŁODLACIEBIE", ale pozbawionego udziału Ralpha Kamińskiego - tu za bit odpowiada Hatti Vatti i naprawdę szkoda, że utwór ten nie jest w pełni autonomiczny, a na dodatek nie został włączony do podstawowej wersji. To bardzo bogaty, niesamowicie klimatyczny numer, który jednocześnie ucieka od oszczędności znanej ze znacznej części produkcji Hatti Vattiego. Nie można zapomnieć też o "ZŁOTYCHGLOBACH" rozpoczynającym się arpeggio wyrwanym niczym z lat 80., które szybko ujmuje retrofuturystyczną stylistyką.

Aż nie wiem, co powiedzieć, bo jestem zaskoczony i zupełnie się tego nie spodziewałem. Obawiałem się, że do potencjału Quebonafide będziemy już mogli tylko tęsknić, wszak wydawało się, iż umiejętność odpowiedniego ukierunkowania umiejętności przeminął mu w czasach "Ezoteryki". Dobrze, że się myliłem. A może po prostu dobrze, że Quebo się otrząsnął z naleciałości, które psuły jego odbiór w ostatnich latach. "Romantic Psycho" to niepozbawiona wad produkcja, fakt. Ale nadal jest niesamowicie przyjemną, jedną z mocniejszych pozycji rapowych na rodzimym rynku w tym roku. Takiego Quebonafide chce się słuchać.

Quebonafide "Romantic Psycho", QueQuality

8/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: quebonafide | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje