Reklama

Miley Cyrus "Plastic Hearts": Atak na młodego boomera [RECENZJA]

Wśród wielu wokalistek nastała moda na taneczne brzmienia. Miley Cyrus poszła w trochę innym kierunku i chyba sama nie do końca rozumie, co zrobiła.

Okładka płyty Miley Cyrus "Plastic Hearts"

Ładne zdjęcie na okładce od razu zdradza wszystkie inspiracje. Miało być efektownie, ale wyszło efekciarsko. I tanio. 

Reklama

Cukierkowość i róż idą na bok, kolesie od trapu już nie są ziomalami, a z redneckami Miley nie pije już mocniejszych burbonów. Na stopach nie ma też modnych butów sportowych, więc może na chwilę przyszaleć z koturnami uzupełnionymi przez błyszczące cekiny. "Plastic Hearts" to namiętny romans z gwiazdami i gwiazdkami ejtisów z wiarą, że ktoś da się na to nabrać.

Wielu to zrobiło, jednak czar pryska dość szybko. Zamiast skupić się na tym, co potrafi się najlepiej, Hannah Montana weszła na teren, który sprawia, że fejka czuć z daleka i przez chwilę można się zastanowić, czy "Plastic Hearts" przypadkiem nie jest gotowcem przygotowanym dla zwycięzców talent show. Wystarczyło znowu dogadać się z luksusowymi trapowymi producentami i drugie "Bangerz", jedna z lepszych popowych płyt dekady, spokojnie mogłoby świecić pełnym blaskiem w tym dziwnym i pokręconym roku. 

Jednak nie, Miley Cyrus z ekipą postanowili stworzyć hybrydę Debbie Harry, Jefferson Starship i Toto, więc skutek jest taki, że nawet opener "WTF Do I Know", w którym rządzi mechanicznie wybijany automat perkusyjny oraz bas z klaskaniem na wysokości mostku, już samym tytułem daje sporo do myślenia.

Kiczem wręcz ocieka "Night Crawling", który przy okazji wskrzesza Billy'ego Idola. "Golden G String" niezbyt udanie próbuje połączyć dwa światy - ten wyjęty sprzed kilku dekad oraz współczesny. Dziwne są również kompozycje, w których aż za mocno słychać innych: "High" to zaginiony, dylanowy poemat, który mógłby znaleźć się na poprzedniej płycie, próbujące zawojować alternatywne dyskoteki "Gimme What I Want" to wypadkowa Blondie i Frankie Goes To Hollywood, a "Never Be Me" to Berlin pozbawiony rasowego hooka i dobrej melodii.

"Plastic Hearts" w większości atakuje boomerskim brzmieniem z przebitymi numerami na dowodzie osobistym, ale na szczęście aż tak przeładowany tandetą to nie jest. Album ma swoje pozytywy i nie mam na myśli tylko tego, że dość szybko da się o nim zapomnieć. 

Broni się od stadionowych zabiegów i przytłaczającej liczby niezbyt wymagających i do bólu plastikowych, prostych riffów. Piękny jest też wokal Miley, która kiedy trzeba potrafi zaśpiewać ostrzej, w odpowiedniej chwili zwolnić, a niekiedy nawet zanucić tak, że można się zachwycić - w szczególności radzę sprawdzić "Angels Like You". Nieźle brzmi też singlowe "Midnight Sky", mocno odstające od reszty i sprawiające, że można odsapnąć od przeładowania nie swoim stylem. Podobnie jest z "Prisoner", w którym z wizytą wpada wnosząca trochę ożywienia Dua Lipa.

Okres buntu ulubienicy disneyowskich bajek już dawno powinien minąć, jednak ta uparcie stara się robić swoje. W "Plastic Hearts" jest więcej kalkulacji niż zabawy muzyką, mnóstwo sztuczności zamiast radości ze śpiewania piosenek. Dlatego całość jest na raz, a najlepiej to już w ogóle. Skoro z tego wszystkiego najładniejsza i najbardziej intrygująca jest sama okładka, to nie świadczy to o nowym dziele Miley Cyrus najlepiej.

Miley Cyrus "Plastic Hearts", Sony Music

4/10

----------------------------------------

Trwa wielka loteria na 20-lecie Interii!

Weź udział i wygraj! Każdego dnia czeka ponad 20 000 złotych - kliknij i sprawdź » 

W tym roku świętujemy swoje 20-lecie i mamy dla Ciebie niespodziankę. Masz szansę wygrać wielką gotówkę już dziś!  Zapraszamy do udziału w Multiloterii. Każdego dnia do wygrania minimum 20 000 złotych, a w wybrane dni grudnia nawet 40 000 złotych! Dołącz do tysięcy Internautów biorących udział w grze! Kliknij link GRAM o duże pieniądze już teraz!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Miley Cyrus | Plastic Hearts

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama