Reklama

Reklama

Krystian Ochman "Ochman": Oh, man! [RECENZJA]

Debiut Krystiana Ochmana to płyta, na której potencjał gospodarza nie wybrzmiewa w pełni. Przy czym to z pewnością pozycja, która zapisze się w pamięci wielu jako płyta oferująca najbardziej nietypowe doświadczenie w polskim popie od bardzo, bardzo dawna.

Debiut Krystiana Ochmana to płyta, na której potencjał gospodarza nie wybrzmiewa w pełni. Przy czym to z pewnością pozycja, która zapisze się w pamięci wielu jako płyta oferująca najbardziej nietypowe doświadczenie w polskim popie od bardzo, bardzo dawna.
Krystian Ochman na okładce płyty "Ochman" /

Krystian Ochman to kolejny debiutant na polskim rynku popowym, który zaznaczył swoją obecność na scenie za pomocą "The Voice of Poland" - muzyk był zwycięzcą 11. edycji programu. To postać o tyle ciekawa, że wywodzi się z rodziny o muzycznej tradycji. I to nie byle jakiej, ponieważ ojciec Krystiana był współzałożycielem Róż Europy, a dziadek (sprawdź!) jest znanym i docenianym na całym świecie śpiewakiem operowym.

Reklama

Mądrość ludu powiada, że wiele cech i predyspozycji powtarza się w co drugim pokoleniu. Przypadek Krystiana Ochmana jest na to idealnym potwierdzeniem. To wokalista, który wyróżniał się na tle swoich konkurentów z "The Voice of Poland" ukierunkowaniem na śpiew klasyczny. Na debiucie słychać to momentalnie.

Już na otwierających płytę "Światłocieniach" nieustannie miesza ze sobą śpiew operowy z rozrywkowym, płynnie przechodząc między nimi i imponując tym, na jakie rejestry potrafi wejść. Owszem, trzeba się przyzwyczaić do tego wykorzystywano vibrato czy nagłych przeskoków, ale jeżeli już się do tego przyzwyczaicie, robi się naprawdę ciekawie.

Stojącym w cieniu, drugim bohaterem płyty jest @atutowy - etatowy producent polskiego oddziału Def Jamu, który przez ostatnie 2 lata szturmem zdobył serca polskich słuchaczy rapu. Na debiucie Ochmana odpowiada on za muzykę w większości kawałków. Fundament piosenek stoi blisko tego, za co pokochali producenta jego odbiorcy - mamy tu połamane bębny oraz szalejące po amplitudzie linie basu, które zdają się wprost wyciągnięte z mrocznych ulic brytyjskich przedmieść lub brooklyńskich gett. Całość ma jednak dużo bardziej melancholijny wydźwięk niż większość produkcji Atuta. Szczególnie gdy pojawiają się wyciągane na pierwszy plan partie fortepianów czy smyczki.

Obaj muzycy radzą sobie bardzo dobrze w swoim fachu. Problemem natomiast jest to, co dzieje się między nimi. Bo - cóż - chemia między twórcami na tym albumie do prawdziwa sinusoida. Drillowe "Ja to znam" jest dowodem na to, jak połączenie Ochman i @atutowy potrafi działać. Szczególnie kiedy odkrywamy takie smaczki, jak operowy śpiew Krystiana w tle refrenu, dobrze wpisujący się w samą konwencję drillowych bitów. Choć - nie ukrywajmy - zwrotka schematycznego, choć charyzmatycznego Aviego wprowadza tu nieco oddechu, trzymając słuchacza bliżej ziemi niż robi to gospodarz.

Pierwsze sekundy "Wspomnienia" mogą odrzucać. Szybko jednak okazuje się, że muzycy bawią się aranżem z ciekawością małego dziecka, które sprawdza, ile może jeszcze rzeczy zrobić z tą świeżo otrzymaną zabawką. Interesująco wypada również sprawdzające jakość subwooferów, niesamowicie atmosferyczne "Ten sam ja" (sprawdź!), a mostek przed ostatnim refrenem to ta iskra geniuszu, która powinna wypływać częściej. Bo tak, wtedy tę płytę się uwielbiam - jednak nie zawsze tak jest kolorowo.

Bo już "Wielkie tytuły" (sprawdź!) zbytnio pompują balonik - główną przyczyną jest tu połączenie płaczliwego fortepianu oraz maniery samego Krystiana, które w połączeniu wzmacniają wrażenia obcowania z patosem. "Pewnego dnia" idzie z kolei w drugą stronę - wydaje się tak zachowawczym trackiem, że aż totalnie wypranym z emocji, pozbawionym wyrazistego pomysłu na siebie. Na dodatek wykastrowanym zupełnie z charakterystycznego stylu @atutowego. A, i anglojęzyczna wersja "Światłocieni" to rzecz zupełnie niepotrzebna, niewnosząca nic do albumu, przez co trudno zrozumieć w ogóle ten zabieg.

Dobrze, ale co z tymi trzema pozostałymi utworami, które nie zostały wyprodukowane przez @atutowego? "Złodzieje wyobraźni" to utwór najmniej przystający do zawartości krążka. Przepełniony jest banalnymi wersami, których rymy wywołują wrażenie pisanych na zasadzie pierwszego skojarzenia. Gorzej jednak, że to typowa radiówka, którą można sprzedać dowolnemu wokaliście popowemu i za każdym razem będzie sprawiać wrażenie równie przezroczystej, stanowiącej idealne tło co najwyżej do robienia obiadu i w żaden sposób niepozwalająca słuchaczowi na odpowiednie zaangażowanie emocjonalne. Niestety, w bardzo podobną stronę poszło "Nie chcę już czekać".

Filmowość "Prometeusza" spisuje się dużo lepiej od tych piosenek - zresztą to taki popisowy utwór Krystiana, który równie dobrze mógłby znaleźć się chociażby w repertuarze Ralpha Kaminskiego. Choć gdybym miał tu na coś stawiać, to na klubowe "Gdzie iść?" - byłbym bardzo ciekaw mash-upu z "Don't Start Now" Dua Lipy, i kto słyszał oba utwory, pewnie będzie wiedział, o czym mowa.

Mimo kilku gorzkich słów z mojej strony, uważam, że debiut Krystiana Ochmana jawi się jako pozycja bardzo intrygująca. Co więcej, kontynuacja współpracy z @atutowym jest jak najbardziej kierunkiem, w którym gospodarz powinien podążać. Połączenie tak - wydawałoby się - skrajnych światów ostatecznie wzmacnia oryginalność projektu i wlewa świeżość. Problem tkwi natomiast w tym, że ma się wrażenie, iż muzycy dopiero się "docierają", próbują odczytywać. Stąd też obok strzałów w dziesiątkę znajdują się kompletne pudła. A porzucenie mrugnięć w stronę radiowego popu powinno być pierwszym krokiem, na jaki twórcy powinni się zdecydować. Ostatecznie to debiut, który jest co najwyżej w porządku, choć jestem pewien, że zdecydowanie warto doglądać, co twórcy "Ochmana" pokażą w przyszłości.

Ochman "Ochman", Universal Music Polska

6/10

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL