Reklama

Reklama

Krajobraz po odejściu Wyszkoni

Łzy "Bez słów", Universal

Przed dziesięciu laty Łzy były kultowym zespołem na koloniach i obozach. Zaśpiewać na dyskotece, że "kochali się namiętnie w męskiej ubikacji" - to był dopiero bunt!

Dziś dawna publiczność Łez powoli rozchodzi się do swoich eleganckich mieszkań na kredyt (lub kończy studia), a Adam Konkol i spółka zdezorientowani wciąż grają wydawałoby się, że chwytliwe piosenki.

10 lat minęło - ci, którzy śpiewali "Agnieszkę..." na koloniach już dawno z Agnieszki wyrośli, a nowych już się raczej nie uda przyciągnąć prostymi patentami.

Reklama

Co to za patenty? "Życiowe", licealne teksty o miłości podane w pop-rockowym sosie. Z jednej strony Łzy uśmiechają się do radiostacji - patrzcie, jakie mamy chwytliwe piosenki, patrzcie, jakie wygładzone i trzyminutowe, a z drugiej wciąż udają rockowy zespół - co cztery piosenki pojawiają się ostrzejsze (choć bez szaleństw) riffy, a bębny mocniej obrywają od perkusisty.

Łzy wolą się więc uśmiechać to tu, to tam, w nadziei znalezienia podatnego gruntu, zamiast rozwijać się jako zespół - ich prawo. Jednak siódma już płyta formacji ma zbyt wiele momentów słabych, zupełnie miałkich i bezbarwnych - nuda wyziera np. z utworów "Piosenka z aniołami", "Bo każdej nocy", Moje szczęście z tobą", czy wreszcie singla "Zatańcz ze mną, proszę". To piosenki, w których nic się nie dzieje, są kompletnie wyzute z emocji i zarazem do bólu sztampowe.

Mimo iż album nazwano "Bez słów", słów jest tu aż nadto. Najbardziej zabawne są te we wkładce płyty - każda piosenka została opatrzona życiową mądrością. Oto kilka z nich: "Wartość życia jest wprost proporcjonalna do odpowiedzialności za nie", "wiele jest dróg prowadzących do celu i nie mniej przeszkód, by zrobić pierwszy krok", "tyle jest pytań bez odpowiedzi", "szczęśliwym ten, kto znajdzie sens".

"Bez słów" to pierwsze wydawnictwo nagrane bez Ani Wyszkoni i tę stratę słychać. Sara Chmiel jest profesjonalistką, ale nie ma wystarczająco dużo charyzmy, by fani szybko zapomnieli o poprzedniczce.

Obawiam się, że nikt już na koloniach Łez nie puści [nostalgia, zaduma, wspomnienia, zachodzące słońce, powoli opadająca kurtyna].

3/10

PS. Dobrym pomysłem było dołączenie drugiej płyty - największe przeboje Łez śpiewają wokalistki, które brały udział w castingu na następczynię Ani Wyszkoni. O zawartości "Bez słów" wiele mówi fakt, że dużo lepiej słucha się właśnie tej drugiej płyty.

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy