Reklama

KIWI "Pętla": Chodź zatańczyć [RECENZJA]

Jeżeli tak miałaby wyglądać przyszłość polskiego popu, to spalibyśmy dużo spokojniej. O ile przy "Pętlach" uda się leżeć w spokoju, bo to płyta idealna na samotne odsłuchy w świetle księżyca i całonocne pląsy.

Jeżeli tak miałaby wyglądać przyszłość polskiego popu, to spalibyśmy dużo spokojniej. O ile przy "Pętlach" uda się leżeć w spokoju, bo to płyta idealna na samotne odsłuchy w świetle księżyca i całonocne pląsy.
KIWI na okładce płyty "Pętla" /

Od EP-ki "Nocą", którą KIWI rozpoczęła swoją muzyczną ofensywę, minęło półtora roku. Gdyby jednak wziąć pod uwagę zawartość tamtego wydawnictwa i "Pętli" - jej pachnącego jeszcze świeżością długogrającego debiutu - ma się wrażenie, jakby minęło co najmniej kilka lat. Nie ujmując poprzedniemu dziełu Wiktorii Nazarian - bo tak nazywa się naprawdę artystka - nowsza pozycja w niemal każdym aspekcie podnosi poprzeczkę. "Pętla" to bowiem pozycja dużo dojrzalsza, lepiej wykonana, zaaranżowana i jeszcze bardziej klimatyczna.

Chcecie dobrych przykładów? Weźcie chociażby "Wyblakłe", którego początek z akordami wystukiwanymi z wolna na fortepianie zwiastuje balladowy charakter piosenki. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że utwór z czasem coraz śmielej inkorporuje elementy elektroniczne, aż w końcu zmienia się w klimatyczny, klubowy banger wyjęty wprost z zadymionych, berlińskich klubów.

Reklama

Czujność równie dobrze usypia "Duch", który przeskakuje między lekkim radiowym popem (szczególnie w warstwie wokalnej) z przewijającym się w tle instrumentarium lokującym piosenkę w okolicach nu disco, a niezwykle klimatycznym microhouse'em. Doskonale działa kontrastowość "Tańcz", którego tekst na pierwszy rzut oka wpisuje się w schemat "zapomnij o zmartwieniach i idź zatańczyć". A jednak jego subtelności i cała otoczka muzyczna sprawiają, że podświadomie czujemy tam o wiele większy ciężar.

Ta obudowa stanowi zresztą klucz. Pełno tu melancholijnej elektroniki, łączącej w sobie ambientowe tła z syntezatorami i przetworzonymi partiami instrumentów na mocnych pogłosach. A wszystkiemu towarzyszą zachęcające do pląsów bębny wyraźnie czerpiące z IDM-u. Momentalnie słychać tu punkty wspólne z duetem SARAPATA - autorów świetnego, zeszłorocznego "EP1" - który odpowiada zresztą za produkcję "Pętli". Tym samym nie dziwię się, jeżeli podczas słuchania utworów KIWI złapiecie nagle skojarzenia z grupami Moderat czy Röyksopp.

To utwory, które są bardzo przystępne, a jednocześnie nie stronią od eksperymentowania. Dzięki dużemu przywiązaniu do szczegółów, sprawiają natomiast, że każdy kolejny kontakt z piosenkami potrafi odkryć przed słuchaczem znacznie więcej.

Oczywiście wspomniana przystępność jest również zasługą delikatnej, nieco dziewczęcej barwy głosu. KIWI może początkowo wydawać się wokalistką mało efektowną, ale przysłuchajcie się, na co pozwala sobie we wspomnianym wcześniej "Duchu", "Śnie" czy w anglojęzycznych "Disappear" oraz "Limits", kiedy to na jaw wychodzi plastyczność jej głosu. Doceniam to, że z takimi umiejętnościami nie stawia za wszelką cenę na szarże. Niejeden artysta już się na tym potknął, a ostatecznie przecież traci muzyka.

Chociaż "Pętla" szybko daje się pokochać, trudno mi nazwać tę płytę idealną. Bo jak tu przekonać się do drillowowych eksperymentów w "Plagiacie"? Na papierze intrygują - podobnie zresztą jak tekst do tej piosenki - ale w rzeczywistości nie działają z kilku powodów. Słychać, że KIWI nie jest raperką i jej niedostatki w tym rodzaju ekspresji wokalnej sprawiają, że próby rapowania trudno traktować w pełni poważnie. Drill wymagałby zresztą dużo lepszego spojenia się z bitem, zabawy z łamaniem go rytmicznie. Tu tego nie ma, a na dodatek, ku mojemu głębokiemu zaskoczeniu, bas nie należy tu do tych badających jakość subwooferów, co zdawałoby się podstawą w przypadku tego gatunku. A kropką nad "i" niech będzie to, że agresywność "Plagiatu" zwyczajnie słabo koresponduje z pozostałymi trackami.

Wydaje się też, że tekstowo dałoby się wycisnąć więcej. KIWI potrafi rzucić bardzo zgrabne metafory, przy czym na znacznej część płyty stawia na proste, komunikatywne wersy. Rozumiem ten zabieg - w końcu chodzi przede wszystkim o muzykę, nie o wysublimowane w środkach dzieło literackie. Kiedy jednak w utworze "Pan ten" słyszę absolutnie zachwycające "Utopijna bliskość, a pod kołdrą lęk/Zamieniasz się w przenoszoną rzecz", po czym doświadczam rażącego prostotą refrenu "Monochromu", nie umiem się oprzeć wrażeniu, że dochodzi tu do znacznego samoograniczania. Zupełnie niepotrzebnie.

Ale tak marudzę (z obowiązku - żebyście oczekiwali od siebie jeszcze więcej, drodzy artyści), a przecież ostatecznie "Pętla" to niesamowicie udana płyta, do której będę często wracał. Co więcej, jestem przekonany, że może zaszaleć przy podsumowaniach roku - przynajmniej w kategorii "debiut roku". Moja rada dla was? Śledźcie karierę KIWI, bo może jeszcze nieźle namieszać.  

KIWI "Pętla", FONOBO

8/10

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: recenzja
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama