Reklama

Kasia Kowalska: Nadal mam w sobie głód tworzenia

Kasia Kowalska na festiwalu Rockowizna we Wrocławiu, 31 lipca 2022 r. /Piotr Dziurman/REPORTER /East News

Reklama

Kasia Kowalska ciężko przeżyła okres pandemii. Najpierw poważnie zachorowała jej mieszkająca na stałe w Londynie córka, potem wokalistka sama - mimo szczepienia - złapała wirusa, a walka z nim nie była łatwa. Stanęła jednak na nogi i wróciła do koncertowania. W sobotę (20 sierpnia) będzie jedną z gwiazd koncertu Earth Festival w Uniejowie, gdzie zaprezentuje sporą niespodziankę.

Najnowsze zdjęcia dodawane w mediach społecznościowych przez Kasię Kowalską, nie pozostawiają złudzeń. Wróciła z krótkich wakacji opalona, zrelaksowana, przygotowana na kolejną serię koncertów. Tuż przed pojawieniem się w Uniejowie, gdzie wystąpi w ramach koncertu "Artyści przeciwko wojnie", ujawniła w rozmowie z Interią, co zaśpiewa, opowiedziała także o wspieraniu Ukrainy i swoich nowych utworach.

Tomasz Słoń, Interia: Jesteś świeżo po wakacjach, wypoczęta. Baterie naładowane?

Reklama

Kasia Kowalska: - Moje wakacje to tak naprawdę tylko kilka dni w tygodniu. W weekendy często koncertuję i staram się być dyspozycyjna, bo to dość ważny dla wszystkich czas, szczególnie w mojej branży, po tym długim przestoju w okresie pandemii. A ja odpoczywam czynnie. Od kilku lat wyjeżdżam w zasadzie w jedno miejsce, na Rodos. Uczę się bowiem windsurfingu, a tam są bardzo przyjazne wiatry. Ponadto przyjeżdżają naprawdę fajni ludzie, z różnych stron świata, ludzie różnych zawodów, więc atmosfera jest super. 

- Jeżdżę tam, bo jestem osobą, która raczej nie potrafi siedzieć w miejscu. Chcę i lubię odpoczywać czynnie. Wiadomo, że jak się człowiek rusza, życie lepiej płynie. Trzeba mieć jakieś wyzwanie. Windsurfing to nie jest sport łatwy, a ja lubię takie wyzwania. Dlatego cieszę się, że znalazłam takie miejsce, gdzie przyjeżdżają fajni ludzie, a ponieważ tam - poza pływaniem - nie ma nic do robienia, więc spędzamy czas wspólnie. Spotykamy się wieczorem gdzieś np. pod sklepem i gadamy, jak wiało dzisiaj, jak wiało wczoraj i jak wiać będzie jutro.

Wakacje się skończyły, wróciłaś do grania koncertów. Pojawisz się drugiego dnia koncertu w Uniejowie, nazwanego "Artyści przeciwko wojnie". Jak to, co się ostatnio dzieje za naszą wschodnią granicą, wpłynęło na ciebie?

- Pewnie tak jak na większość ludzi. Jestem przeciwko agresji, napadaniu przez jeden kraj na drugi, bo tak mu się podoba. Jestem przeciwko zabijaniu ludzi i to po obu stronach konfliktu, bo wiemy dobrze, że Rosja zawsze traktowała swoich ludzi jak mięso armatnie. To straszna tragedia, a my jak zawsze jesteśmy małym trybikiem w tej machinie wojennej.

- Dodatkowo ten czas pandemii był tak straszny dla nas wszystkich, dla całego świata, a tu jeszcze doszła wojna. Oczywiście całym sercem jestem za Ukrainą i za Ukraińcami, i mam nadzieję, że możliwie szybko ta wojna się skończy. Bo przecież nie może to wiecznie trwać, cierpią przecież niewinni ludzie, wielu zginęło, pozostawili rodziny, dzieci. To kolejna światowa tragedia po tej pandemii.

- A co my możemy w tej sytuacji zrobić? Ja na każdym koncercie pokazuję, że jesteśmy przeciwni, wyświetlamy flagę Ukrainy. Modlimy się za Ukraińców i ich życie, o to, by ta wojna jak najszybciej się zakończyła.

A jaki będzie twój udział w sobotnim koncercie, podczas którego wszystkim artystom ma towarzyszyć Orkiestra Michała Grotta. Co zaśpiewasz?

- Formuła jest taka, że każdy z nas wykonuje jeden utwór z repertuaru innego artysty. Ja zaśpiewam "Zombie" z repertuaru irlandzkiej grupy The Cranberries. To bardzo mocny utwór. Wybrała go dla mnie Halina Przebinda, z którą się znam i cenię, bo to niezwykle mądra i wrażliwa kobieta z wizją, która zawsze dba o swoje programy, koncerty. Nie tylko od strony merytorycznej, ale i wizualnej. Do niej mam zaufanie, więc jeśli dzwoni do mnie i mówi że chce, bym zaśpiewała tę piosenkę, to ja się na to od razu zgadzam. To wybór przemyślany i na pewno nieprzypadkowy.

- A drugi utwór? Trochę się uśmiecham, bo wykonam "Co może przynieść nowy dzień", czyli mój utwór z lat 90. Wtedy był on dedykowany rodzicom maturzysty, którego zamordowano w bestialski sposób na warszawskich Bielanach. Stało się to zaraz po ukończeniu przez niego matury, gdy świętował przy ognisku, To była jakaś wstrząsająca historia, która nie powinna w ogóle się zdarzyć. Dramat tych rodziców zainspirował mnie wtedy, by napisać o tym piosenkę. Powstał do tego mocny teledysk, który pokazywał przemoc rosnącą w naszym społeczeństwie. Ten utwór teraz wydaje się jeszcze bardziej aktualny, bo przecież nie wiemy, co nam przyniesie nowy dzień.

Zapowiada się ciekawie, a Dolores O’Riordan, zmarła w 2018 roku wokalistka The Cranberries, zapewne będzie się gdzieś tam z góry przysłuchiwała i może da ci jakiś znak, czy jej się spodobało.

- Będę o niej na pewno myślała, bo to postać mi bardzo bliska. Jej niespodziewane, tragiczne odejście, to był dla mnie wielki cios. Jej wrażliwość, ogromna charyzma, wywarły na mnie spory wpływ. Jestem dumna, że mogę teraz stanąć na scenie i nieść jej muzykę.

Koncert w Uniejowie niesie także mocne przesłanie ekologiczne. A jak Kasia Kowalska tak na co dzień dba o matkę Ziemię?

- Kupiłam niedawno pojemnik na deszczówkę, z którego bardzo często korzystam. To oczywiście takie małe kropelki tej ekologii, ale musimy pilnować tej wody, dbać o nią. Ja zresztą wychowana zostałam w domu, gdzie liczyło się każdą złotówkę, bo nie byliśmy zamożni, gdzie nie marnotrawiło się niczego. Oszczędzało się wodę, gasiło niepotrzebne światło. Dzięki temu do dzisiaj mam włączone takie myślenie na unikanie niepotrzebnego marnotrawienia. Czym skorupka za młodu...

Sporo ostatnio koncertujesz, grasz solowe koncerty, występujesz na festiwalach. Po pandemii chyba odżyłaś?

- Tak, to wielkie szczęście, wielka radość całej naszej ekipy. Wspominamy czas pandemii, dlatego jesteśmy wdzięczni za każdy koncert, jaki możemy teraz zagrać. Bez względu na to, gdzie występujemy, z uśmiechem wsiadamy do busa, nikt nie marudzi, że musimy np. jechać 9 godzin. Czasami jest oczywiście ciężko, bo wykonujemy męczący zawód, ale czujemy dużą wdzięczność, że znów możemy grać dla ludzi.

A jak byś zachęciła ludzi, którzy pamiętają cię sprzed wielu lat, by przyszli teraz na twój koncert?

- Rozgadałam się jakoś podczas tych obecnych koncertów, ale widzę, że ludzie tego też potrzebują. Zabieram widzów w taką podróż sentymentalną w czasy, gdy nie było jeszcze komórek, internetu. Widzę - także po sobie - że muzyka jest u nas niezwykle ważnym elementem życia. Mnie, w trudnych momentach, pozwalała przetrwać i iść potem do przodu. Wiem, jak muzyka wpływa na mój nastrój, dlatego powinniśmy to pielęgnować, przekazywać dalej i dawać ludziom pozytywną energię i radość.

- To na zakończenie pytanie, jakie od dawna zadają twoi fani - kiedy nowa płyta?

- Rozpoczęłam już z Markiem Dziedzicem, z którym nagrywałam swoją ostatnią płytę ["AYA"], pracę nad nowymi utworami. Mamy na razie dwie demówki, ale ruszyliśmy. Mam w sobie głód robienia, tworzenia, bo mam sporo sygnałów od ludzi, że chcą mnie słuchać, chcą nowych piosenek.

- Jestem szczęśliwa, że znowu pracuję z Markiem, bo dobrze nam się pracowało przy poprzedniej płycie. Jest sporo młodszy ode mnie, ma inne spojrzenie na muzykę. To jest fajne, że się mogę zanurzyć w czymś świeżym. Jest to dla mnie na pewno ciekawe wyzwanie.

Kasia Kowalska występuje w sobotę (20 sierpnia) podczas Earth Festival 2022 w Uniejowie. Transmisja w Polsacie od godz. 20.00.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama