Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Do końca życia walczyła z samotnością i bólem
Zawsze pogodna, z wielkim sercem i poczuciem humoru. Danuta Rinn na stałe wpisała się w historię polskiej muzyki. Jej przebój "Gdzie ci mężczyźni?" przeszedł do kanonu, a śmierć tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 2006 roku poruszyła serca tysięcy Polaków – także artystów, którzy do dziś wspominają ją z czułością.

Danuta Rinn, a właściwie Danuta Smykla, urodziła się w Krakowie. Już jako młoda dziewczyna wykazywała wyjątkową wrażliwość muzyczną - grała na fortepianie i studiowała kompozycję w krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej. Podczas studiów pracowała jako pianistka i akompaniatorka - m.in. w szkole tańca Mariana Wieczystego oraz w Polskim Radiu. Równolegle rozwijała talent aktorski, występując w Teatrze na Wozie i kabarecie Centuś.
Przeprowadzka do Warszawy okazała się kluczowym momentem - nie tylko dla jej kariery, ale i życia osobistego. To tam poznała Bogdana Czyżewskiego - mężczyznę, który został jej mężem i artystycznym partnerem.
Choć przez lata stanowili zgrany duet, ich drogi w końcu się rozeszły. Rinn marzyła o rodzinie, Czyżewski zaś bardziej skupiał się na karierze. Po rozwodzie artystka rozpoczęła nowy etap - tym razem jako solistka.
"Gdzie ci mężczyźni?" - przebój, który przetrwał dekady
Rok 1974 przyniósł Danucie Rinn największy sukces - występ na festiwalu w Opolu z utworem "Gdzie ci mężczyźni?" przyniósł jej ogromną popularność. Piosenka szybko stała się hymnem pokoleń kobiet rozczarowanych codziennością i mężczyznami. Zdobyła też nagrodę Towarzystwa Przyjaciół Opola i na zawsze zapisała się w historii polskiej muzyki.
W tym czasie Rinn śpiewała również w Kabarecie pod Egidą i współpracowała z Teatrem na Targówku. Jej kolejne przeboje, jak "Tyle wdzięku", ukazywały jej lekkość, autoironię i sceniczną grację.
"Rzeczywiście tylko Danuta Rinn miała tyle wdzięku, że mogła zaśpiewać taką piosenkę. Była tak leciutka na scenie. Ruszała się tak leciutko jak piórko" - wspominała Elżbieta Zapendowska.
Była kobietą z ogromnym poczuciem humoru i dystansem do siebie. Publiczność uwielbiała jej cięte riposty i pogodę ducha, nawet w odniesieniu do własnej sylwetki. - "Jestem śpiewającą krągłością" - mówiła z rozbrajającym uśmiechem.
Choroba i samotność Danuty Rinn
Choć jej sceniczny wizerunek był pełen ciepła i energii, prywatnie Rinn zmagała się z samotnością i problemami zdrowotnymi. Po rozwodzie z pierwszym mężem, Andrzejem Rynduchem, pogorszył się jej stan zdrowia. Z czasem zaczęła cierpieć na zaawansowaną cukrzycę. Mimo operacji i postępującej choroby, nie traciła optymizmu.
"Otyłość była dla niej olbrzymim kompleksem, ale nie mówiła o tym" - wspominała Kinga Rusin.
Na ostatnie lata życia przeniosła się do Domu Artystów Weteranów w Skolimowie. Tam, otoczona opieką, ale także w poczuciu osamotnienia, spędziła swoje ostatnie miesiące.
Michał Bajor wspominał z poruszeniem ostatnie spotkanie: "Pojechałem odwiedzić ją w szpitalu. Nie poznała mnie już. Byłem wstrząśnięty".
Artyści żegnają przyjaciółkę
Danuta Rinn zmarła 19 grudnia 2006 roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Jej odejście poruszyło środowisko artystyczne. Wielu przyjaciół dzieliło się wspomnieniami, które ukazywały ją jako osobę pełną radości, wdzięku i wewnętrznej siły.
"Danuta Rinn miała ogromne poczucie humoru. Bez dowcipu, żartu, uśmiechu nie istniała. I tę radosną osobę dopadła straszna choroba. Z poczuciem bezradności patrzyliśmy, jak z wolna traciła swój blask" - mówiła Irena Santor w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Choć od jej śmierci minęło już wiele lat, piosenki Danuty Rinn wciąż są obecne - w radiu, na scenie, w pamięci widzów i słuchaczy. Jej charyzma, dowcip i talent czynią z niej postać niezapomnianą.









![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)