Robbie Williams wspomina karierę w zespole. "Strasznym palantem byłem"
Jeszcze niedawno ich konflikt był jednym z najbardziej burzliwych rozdziałów w historii brytyjskiego popu. Dziś Robbie Williams wraca do tamtych lat z rozbrajającą szczerością, bijąc się w pierś za własne zachowanie wobec Gary'ego Barlowa. Podczas koncertu w londyńskiej O2 Academy Brixton artysta przyznał, że przepraszał kolegę z Take That "milion razy", a oglądając nowy serial dokumentalny Netfliksa, zobaczył siebie w świetle, które nie pozostawia złudzeń.

Występ w Brixton był jednym z przystanków kameralnej trasy Long 90s Tour, na której Robbie Williams sięga zarówno po materiał z debiutanckiego "Life Thru A Lens", jak i po utwory z najnowszego albumu "Britpop". Publiczność usłyszała m.in. "Lazy Days", "Let Me Entertain You", "Angels", "All My Life" oraz "Morrissey".
Jednak największe emocje pojawiły się tuż przed wykonaniem "Ego a Go Go", piosenki bezpośrednio inspirowanej napięciami między nim a Garym Barlowem. Nawiązując do dokumentu o Take That, Robbie nie owijał w bawełnę:
"Jakim ja byłem (...) w drugim odcinku. Najbardziej zadufaną w sobie osobą, jaka kiedykolwiek chodziła po ziemi. Gary miał uchodzić za tego niemiłego, a to ja byłem cholernie okropny. Strasznym palantem byłem". Po chwili dodał z gorzką ironią: "Dziś nie jest to miłe do oglądania, ale wtedy było cholernie zabawne".
Rozpad Take That i publiczna wojna
Relacja Williamsa i Barlowa zaczęła się sypać w połowie lat 90., gdy Take That byli u szczytu popularności. Młodszy z zespołu Robbie coraz mocniej buntował się przeciw kontroli artystycznej i kierunkowi, w jakim zmierzała grupa. Konflikty narastały, aż w 1995 roku piosenkarz odszedł z zespołu na kilka tygodni przed pożegnalną trasą koncertową.
To uruchomiło lawinę wydarzeń, która na długie lata podzieliła fanów. Williams w wywiadach kpił z Barlowa, a "Ego a Go Go" stało się muzycznym rozliczeniem z dawnym kolegą. Gary przez długi czas milczał, jednak później przyznał, że rozpad zespołu był dla niego druzgocący i odbił się zarówno na jego życiu osobistym, jak i karierze. Przez ponad dekadę niemal ze sobą nie rozmawiali.
Pojednanie po latach
Dopiero pod koniec pierwszej dekady XXI wieku relacje zaczęły się stopniowo poprawiać. Williams po okresie osobistych rozliczeń i walki z uzależnieniami skontaktował się z Barlowem. W 2010 roku doszło do symbolicznego powrotu Robbiego do Take That w erze albumu "Progress". Artyści znów stanęli razem na scenie i wspólnie pisali piosenki, zamykając jeden z najgłośniejszych konfliktów brytyjskiej muzyki pop. Od tamtej pory Robbie wielokrotnie podkreślał, jak bardzo żałuje dawnych zachowań. W Brixton wyznał wprost, że przepraszał Gary'ego "milion razy".
"Jesteście moją drużyną piłkarską"
W drugiej części koncertu Williams zwrócił się do fanów, dziękując im za lojalność, która towarzyszy mu od ponad trzech dekad. W charakterystycznym dla siebie stylu porównał ich wsparcie do kibicowskiej pasji:
"...nie powinno mnie tu być z szesnastoma albumami numer jeden. W pewnym momencie tych 36 lat uznaliście, że jestem waszą drużyną piłkarską. I cholernie kocham być waszą drużyną".
Trasa i kolejny rekord
Choć Williams bez problemu wypełnia stadiony, tym razem postawił na mniejsze sale koncertowe. Trasa rozpoczęła się w Glasgow, zahaczyła o Liverpool i Londyn, a zakończy się w Wolverhampton Civic Hall.
W styczniu ukazał się jego 13. studyjny album "Britpop", który błyskawicznie trafił na szczyt brytyjskiej listy sprzedaży. Było to już 16. solowe wydawnictwo Robbiego na pierwszym miejscu, co dało mu rekord wszech czasów i pozwoliło wyprzedzić nawet The Beatles. Na płycie pojawili się m.in. Chris Martin, Gaz Coombes, Tony Iommi oraz sam Gary Barlow.
Od boysbandu do popowej ikony
Kariera Williamsa to jedna z najbardziej spektakularnych historii w brytyjskiej muzyce rozrywkowej. Po odejściu z Take That zbudował solowy dorobek obejmujący takie hity jak "I've Been Expecting You", "Sing When You're Winning", "Escapology", "Intensive Care" czy "Rudebox".
Ostatnie lata przyniosły też bardziej osobiste spojrzenie na jego życie. W 2023 roku Netflix pokazał dokument poświęcony walce artysty z uzależnieniami i problemami psychicznymi. Rok później na ekrany kin trafił biograficzny film "Better Man", w którym Robbie został przedstawiony jako komputerowo animowany szympans, symbolizujący jego poczucie bycia "małpką do występów". Dziś, patrząc wstecz na konflikt z Garym Barlowem, Williams nie szuka już wymówek. Zamiast tego otwarcie przyznaje się do błędów i pokazuje, że nawet najbardziej medialne wojny w świecie popu mogą zakończyć się pojednaniem.









