Reklama

Olek Klepacz o swojej śmierci klinicznej

Kiedy miał siedem lat, lekarze podczas 8-godzinnej operacji przez przypadek przecięli tętnicę w jego ciele. Z powodu gwałtownego upływu krwi Olek Klepacz doświadczył śmierci klinicznej.

Wokalista Formacji Nieżywych Schabuff opowiedział Darkowi Maciborkowi z RMF FM o tym doświadczeniu.

Reklama

- Widziałem pochylone nade mną ciała dziwnych ludzi, to byli lekarze... słyszałem to gdzieś tam przez mgłę, widziałem też dziwny punkt daleko. Taki punkt jak w starym telewizorze po wyłączeniu - wspomina Olek Klepacz.

Jak mówi, przez wiele lat żył z dala od tego wspomnienia, starał się do tego nie wracać.

- Ja to bardzo skrzętnie wygumowałem ze swojej psychiki. To nie jest nic przyjemnego. Świadomość, że jesteśmy tutaj na chwilę, zdeterminowała mnie bardzo.

Klepacz wspomina, że rówieśnik, z którym zaprzyjaźnił się w szpitalu, nie miał tyle szczęścia co on - niestety zmarł.

Wokalista podkreśla, że dzięki temu, że doświadczył śmierci tak mocno, zawsze starał się zrobić jak najlepszy użytek z każdego dnia. Nie pomagała mu w tym jednak jego tusza.

- Jak widzicie państwo, jestem gruby. To rzecz, która mnie zawsze wyróżniała. Musiałem zawsze udowodnić światu, że oprócz tego, że jestem inny, to jestem wart tego, żeby ze mną się spotkać, nie tylko powyzywać "gruby, gruby, kręci śruby" albo "śruba pęka, gruby stęka" - opowiada Olek Klepacz w rozmowie z RMF FM.

Zobacz teledyski Formacji Nieżywych Schabuff na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje