Ewa Bem szczerze wyznała, jak czuje się po stracie córki i męża. "Połowę mnie ubyło"
Ewa Bem przeżyła dwie rodzinne tragedie - najpierw zmarła jej córka, Pamela, a niedawno odszedł także ukochany mąż, Ryszard. Artystka znajduje ukojenie w muzyce i koncertach, choć wciąż przeżywa głęboką żałobę. Udzieliła ostatnio poruszającego wywiadu, w którym wyznała, jak sobie radzi. "Jeżdżę na koncerty, (...) bo inaczej musiałabym się chyba położyć na trawie i czekać na błogosławieństwo" - stwierdziła jazzmanka.

Ewa Bem to jedna z najważniejszych postaci w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Zadebiutowała jeszcze w latach 70., wraz z zespołem Bemibek, choć to jej solowe płyty - takie jak "Be a Man" czy "Dzień dobry, Mr. Blues" - na stałe wpisały się do kanonu polskiego jazzu. Artystka przez lata zachwycała publiczność swoją ciepłą barwą głosu i pozytywnymi hitami (m.in. "Serce to jest muzyk", "Wyszłam za mąż, zaraz wracam" czy "Żyj kolorowo"). W pewnym momencie sukcesy zawodowe przestały jednak iść w parze ze szczęściem w życiu prywatnym.
Ewa Bem na kilka lat zniknęła ze sceny. Wszystko przez rodzinną tragedię
Słynna jazzmanka w 2017 r. na dłuższy czas wycofała się z życia publicznego przez rodzinną tragedię. Zmarła bowiem jej ukochana córka, Pamela, która długo walczyła z glejakiem. W chwili diagnozy kobieta była w drugiej ciąży, a jej córeczka Basia urodziła się już po operacji. Ewa Bem wspomina tamten czas jako "koszmar" i "tykającą bombę".
Artystka przez wiele lat przeżywała żałobę, lecz w 2023 r. doszła do wniosku, że to śpiewanie przyniesie jej ukojenie - powróciła na scenę, wydając koncertowy album "Ewa Bem Live".
"Przez dwa lata od jej odejścia udawałam, że żyję. Przepychałam dzień za dniem. Funkcjonowałam głównie dzięki lekom, pomocy psychiatry, potem psychoterapeuty. I ukochanej rodziny. Aż zrozumiałam, że świat istnieje, życie toczy się dalej, tylko już bez niej. Wciąż było trudno, choć już inaczej. Nie mogłam słuchać muzyki, oglądać telewizji, czytać książek, nawet nie gotowałam. Czułam się tak, jakbym chodziła po linie zawieszonej między życiem i nieżyciem. Chwilami myślałam, że fajnie byłoby spaść, bo mogłabym być znów z Pamelą" - mówiła wówczas w wywiadach jazzmanka.
Kilka lat później w rodzinie Ewy Bem doszło do kolejnej tragedii - odszedł jej mąż, Ryszard, z którym spędziła 42 lata. Jego choroba i śmierć zaskoczyły parę, bowiem po diagnozie ukochany jazzmanki przeżył jedynie sześć tygodni. Gwiazda nie zdążyła nawet porozmawiać z nim o ważnych sprawach, bowiem ostatnie chwile w szpitalu spędził podłączony do aparatury.
Ewa Bem w szczerym wywiadzie o stracie męża i córki
5 września Ewa Bem udzieliła szczerego wywiadu w formacie "Joanna Racewicz Własnym Głosem". We wzruszających słowach opowiedziała o tym, jak radzi sobie po stracie dwóch najbliższych jej osób. "Teraz jest kiepsko" - nie owija w bawełnę wokalistka.
Okazuje się, że żałoba wciąż jest dla gwiazdy "jednym wielkim bałaganem". Ewa Bem wyznała, że nie potrafi nawet cieszyć się miejscami, w których chętnie spędzała czas ze swoim ukochanym - spacery w Parku Dreszera nie są już dla niej przyjemnością. Wprost zaznaczyła, że nie znajduje pocieszenia w słowach "czas leczy rany" - uważa je za "bzdurę absolutną".
Po śmierci męża artystka nie czekała kilku lat i od razu postanowiła wrócić na scenę. Tydzień po pogrzebie już zagrała pierwszy koncert. Muzyka ponownie stała się jej ratunkiem przed samotnością. "Jeżdżę na koncerty, może trochę za dużo, ale one mi dają tlen. Bo inaczej… musiałabym się chyba położyć na trawie i czekać na błogosławieństwo, że mnie ta trawa pochłonie" - wyznała w najnowszym wywiadzie. "Tego po mnie nie widać, ale połowę mnie ubyło" - dodała.
Ewa Bem spodziewała się, że odejdzie przed ukochanym mężem. "Myślałam, że zostawię Dindiego"
Jakiś czas temu Ewa Bem ujawniła, że sama choruje na nowotwór. W rozmowie ze "Światem Gwiazd" przyznała, że pierwsze sygnały przyszły w 2023 r., tuż przed planowanym występem na festiwalu Top of the Top w Sopocie. Artystka niespodziewanie trafiła wówczas do szpitala. "Nieoczekiwanie zupełnie ze sceny mnie właściwie zdjęto i nie mogłam pojechać do Sopotu. Zabrano mnie do szpitala, ja nie wiedziałam, o co chodzi za bardzo" - wspominała.
Pierwotnie podejrzewano chorobę płuc, jednak badania wykazały obecność komórek rakowych. "Okazało się, że mam IV stopień raka jajnika. Ni stąd, ni zowąd" - ujawniła jazzmanka. "W tej chwili jestem w remisji. Ale przyjmuję chemię w dalszym ciągu" - podkreśliła.
Choroba całkowicie zmieniła perspektywę Ewy Bem, która przekonała się o tym, że nic nie jest jej dane raz na zawsze. Była pewna, że to ona odejdzie pierwsza. Tym bardziej nie była przygotowana na śmierć męża, który zmarł zaledwie sześć tygodni po diagnozie. "Wszelkie prognozy i projekcje w wyobraźni dotyczyły mnie. Myślałam, że zostawię Dindiego i że on będzie musiał sobie radzić" - wyznała poruszona wokalistka.









