Marcin Czyżewski zaręczył się w "halo tu polsat": "Nie spodziewała się!" [WYWIAD]

emptyLike
Lubię to
Lubię to
like
0
Super
relevant
0
Hahaha
haha
0
Szok
shock
0
Smutny
sad
0
Zły
angry
0
Lubię to
like
Super
relevant
47
Udostępnij

Marcin Czyżewski od lat prężnie działa na polskiej scenie muzycznej. Jest autorem piosenek, kompozytorem i gitarzystą. Artysta tworzy m.in. muzykę rockową, popową oraz elektroniczną. Współpracował z zespołami takimi jak Oddział Zamknięty, Harlem, Azyl P., Emigranci czy Orkiestra Piotra Rubika. W 2011 roku muzyka oglądać mogliśmy w pierwszej edycji programu "Must be the Music", gdzie dotarł do finałowego odcinka. Jego talent doceniała Kora i Adam Sztaba, a Elżbieta Zapendowska nazwała go "wybitnym wokalistą".

Marcin Czyżewski
Marcin Czyżewski Instagram @marcinczyzewskimusicmateriał zewnętrzny

Magda Goździńska-Birecka: Jak wspominasz swój udział w programie "Must Be The Music"? To była pierwsza edycja.

To było… Boże, to był 2011 rok. Pamiętam to doskonale, choć minęło już sporo czasu. Co ciekawe, emocje towarzyszące mi wtedy są bardzo podobne do tych, które odczuwam dzisiaj. Kilka dni temu zaręczyłem się na antenie "halo tu polsat" i to również było niezwykle intensywne przeżycie.

Z tamtego okresu pamiętam, że jedyną piosenką, którą znałem w "Must Be The Music", było "Sex on Fire". Później nastąpiła zupełna improwizacja. Kiedy w kolejnych etapach programu wykonywałem utwór "Hello", zacząłem śpiewać pierwszą linijkę, ale z drugiej zwrotki. (śmiech) Zauważył to tylko producent i jeden znajomy. Na szczęście nie było w tym nic złego, bo w tym momencie liczyły się emocje.

Czy udział w programie był dla ciebie trudną decyzją? Wahałeś się?

Zawsze mam pewne wątpliwości, ale mimo wszystko jestem bardzo zdeterminowany. Nie dostałem się za pierwszym razem – na castingu w Warszawie nie przeszedłem dalej. Byłem wtedy protegowanym kolegi i może poszedłem tam zbyt pewny siebie. Trudno wracać do tych emocji po latach, ale wiem, że wtedy byłem bardzo butny. Wydawało mi się, że ten program jest dla mnie i że po prostu muszę się dostać.

Nie udało się.

Ale jestem osobą, która się nie poddaje, więc pojechałem na kolejny casting – tym razem do Katowic. Wszedłem tam po cichu, bez mówienia nikomu o moim planie. I tym razem się udało.

I udało się naprawdę daleko, bo dotarłeś aż do finału…

Tak, dostałem się do odcinka finałowego. Nie miałem sprecyzowanych założeń, ale przyszedłem do programu, żeby go wygrać. Ostatecznie się nie udało, ale z perspektywy czasu sądzę, że wtedy po prostu nie byłem jeszcze na to gotowy.

Musiałem swoje przepracować – zagrać wiele koncertów, współpracować z różnymi artystami… jednym słowem: dostać od życia lekcję.

Jakie były najważniejsze wydarzenia w twojej karierze po udziale w Must Be The Music?

Wyjechałem do Stanów Zjednoczonych – byłem w Kalifornii, w Los Angeles, w San Diego. Grałem dla Polonii i miałem ogromne wyróżnienie – wystąpiłem na scenie w klubie w San Diego, na tej samej, na której koncertowali Alanis Morissette i Michael Bublé. To było dla mnie ogromne przeżycie. Miałem też okazję pracować z wieloma inspirującymi artystami.

Czy twój udział w programie odbił się szerokim echem?

Do pewnego momentu – tak. Ale później przyszła szara rzeczywistość. W Polsce mamy wielu świetnych artystów, ale rynek jest bardzo trudny. Mam mnóstwo utalentowanych znajomych, którzy – kolokwialnie mówiąc – są ograniczani przez wytwórnie i menedżerów. Czasem decydują po prostu odpowiednie momenty w życiu, ludzie, których spotykamy na swojej drodze.

Z kim najbardziej cenisz sobie współpracę?

W 2011 roku pracowałem z Brianem Alanem – charyzmatycznym Szkotem, który od dwudziestu lat mieszka w Polsce. Stworzyliśmy projekt, w którym udział wzięli tacy artyści jak Bracia, Alicja Bachleda-Curuś, Patrycja Kazadi i Natasza Urbańska. Była to inicjatywa promująca polskich muzyków na Zachodzie – świetny pomysł, w który chętnie zaangażowałbym się ponownie.

W ramach tego projektu nagrałem dwie piosenki z Robem Hoffmanem, który wcześniej pracował z Michaelem Jacksonem.

Na naszych zaręczynach w "halo tu polsat" wybrzmiała piosenka, którą napisałem dwadzieścia dwa lata temu. Wykonał ją Mateusz Ziółko – powstała właśnie z myślą o tym, żeby to on ją zaśpiewał.

Czego nauczyły cię te wszystkie współprace?

Nauczyłem się wyciągać wnioski i uczyć się na własnych błędach. Zawsze ufałem ludziom, choć dziś wiem, że nie zawsze jest to cecha na czasie. Ale patrząc z perspektywy lat, doceniam zarówno dobre, jak i trudne momenty.

Poza tym w moim życiu pojawiła się Asia – moja narzeczona. Daje mi subtelne wskazówki, sugeruje, że pewne rzeczy można zrobić inaczej. A ja… jestem uparty. (śmiech) Kiedy ktoś mi coś każe, mam naturalny opór, ale dzięki niej czasem jednak słucham.

Opowiedz o utworze "W płomieniach" – to twoje dzieło.

Historia tej piosenki jest dość nietypowa. Najpierw zwróciłem się do znajomego, żeby pomógł mi ją wyprodukować. W międzyczasie poznałem Mateusza Ziółko – on wygrał trzecią edycję "Must Be The Music", a w czwartej wystąpiliśmy razem na rocznicy programu.

Dwa lata później odezwał się do mnie jego menedżer, który znał moje piosenki. Zaproponował współpracę. Miałem wtedy sporo gotowego materiału, więc uznałem, że to świetna okazja, by w końcu podzielić się nim ze światem.

Kilka dni temu w programie "halo tu polsat" zaręczyłeś się na oczach całej Polski. Jakie to uczucie?

To była niezwykle wyjątkowa chwila. Zaskoczeniem dla Joanny był nie tylko sam moment zaręczyn, ale i występ Mateusza. Nie spodziewała się tego! (śmiech)

Nie bałem się oświadczyć publicznie, bo wiem, że oboje tego chcemy. Jesteśmy razem od kilku lat, rozumiemy się doskonale i potrafimy czytać siebie bez słów. Jestem wdzięczny Mateuszowi, że zgodził się zaśpiewać podczas tej wyjątkowej chwili. Wszystko wyszło idealnie.

Jakie masz plany muzyczne? Nad czym teraz pracujesz?

Mam gotowy materiał na całą płytę – piętnaście utworów w świetnych aranżacjach. Do tego teksty napisane przez wspaniałych twórców, między innymi Wojciecha Waglewskiego.

Na albumie znajdą się także dwa utwory zespołu Oddział Zamknięty, w którym kiedyś śpiewałem. To bardzo osobisty projekt – chyba najbardziej osobisty w mojej karierze. Nie jestem artystą sesyjnym, nie śpiewam utworów odtwórczo. Ja czuję te piosenki i bardzo w nie wierzę.

A jak zaczęła się twoja muzyczna podróż?

Miałem trzynaście lat, kiedy dostałem pierwszą gitarę od taty. To była Malwa – taka skrzypcowa gitara… (śmiech) Nie dało się na niej grać, ale byłem uparty.

Dzisiaj moja podróż trwa i ewoluuje. Mam poczucie, że każdy etap mojego życia wnosi coś nowego. Doceniam zarówno wzloty, jak i trudne momenty – to one mnie ukształtowały.

Video Player is loading.
Current Time 0:00
Duration -:-
Loaded: 0%
Stream Type LIVE
Remaining Time -:-
 
1x
    • Chapters
    • descriptions off, selected
    • subtitles off, selected
      reklama
      dzięki reklamie oglądasz za darmo
      Grażyna Łobaszewska w "The Voice Senior". Zaskoczyła nową wersją wielkiego przeboju
      Grażyna Łobaszewska w "The Voice Senior". Zaskoczyła nową wersją wielkiego przebojuTVP
      emptyLike
      Lubię to
      Lubię to
      like
      21
      Super
      relevant
      10
      Hahaha
      haha
      8
      Szok
      shock
      2
      Smutny
      sad
      0
      Zły
      angry
      6
      Lubię to
      like
      Super
      relevant
      47
      Udostępnij
      Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?
      Przejdź na