Tak zaczął się heavy metal. Debiut Black Sabbath został nagrany w 12 godzin
13 lutego 1970 r. pojawił się imienny, debiutancki album Black Sabbath. Za sprawą tego materiału tak naprawdę narodził się heavy metal. Ta trwająca już 55 lat historia zakończy się 5 lipca na stadionie Villa Park w Birmingham, gdzie po raz ostatni na żywo wystąpi oryginalny skład Black Sabbath.

Za sprawą płyty "Black Sabbath" świat poznał heavy metal. Jedną z zasług było potężne brzmienie gitarowych riffów w wykonaniu Tony'ego Iommiego. W pewnym sensie obniżenie stroju było koniecznością wypadku w fabryce, w którym muzyk stracił opuszki dwóch palców prawej ręki. Do dziś gitarzysta używa specjalnych nakładek.
Do tego inspirujący się stylem Cream basista Geezer Butler (również autor posępnych tekstów), zasłuchany w jazzie perkusista Bill Ward plus jedyny i niepowtarzalny wokalista Ozzy Osbourne. Całość została zarejestrowana w ciągu dwóch dni w londyńskim studiu Regent Sound na Tottenham Court Road. Sesja nagraniowa miała trwać zaledwie 12 godzin, dlatego muzycy zdecydowali się nagrać całość na żywo.
"Studio było nie większe od przeciętnego salonu i wszyscy graliśmy w nim razem; Bill siedział za przepierzeniem. Ozzy śpiewał w małej budce, w tym samym czasie, kiedy my graliśmy. Wszystko odbywało się tak, jakbyśmy grali na żywo" - wspominał po latach Tony Iommi.
Debiut Black Sabbath: Zbyt biedni na idealizm
"Wypłynęliśmy pod koniec ery dzieci kwiatów, ale nie mieliśmy forsy ani żadnych widoków na jej zdobycie, pisaliśmy więc o tym, co czuliśmy i nie było to słodkie i kolorowe. Byliśmy po prostu zbyt biedni na idealizm" - tak z kolei początki zapamiętał Ozzy Osbourne.
Debiut Black Sabbath przyniósł tak pomnikowe numery, jak otwierający całość imienny utwór "Black Sabbath" (z echem katedralnego dzwonu), "N.I.B.", "The Wizard" czy "Evil Woman", rozwinięta przeróbka utworu amerykańskiego, blues / rockowego zespołu Crow, przeboju końcówki lat 60. Umieszczenie tego ostatniego utworu odbyło się za namową Jima Simpsona, ówczesnego menedżera Black Sabbath, który uparł się na "coś komercyjnego". Amerykańska wersja płyta zamiast "Evil Woman" zawierała "The Wicked", dodany później na kompaktowej reedycji z 1996 r.
"Wymyśliłem ten riff do 'Black Sabbath'. Zagrałem 'dam-dam-dammm', i wtedy mnie olśniło - to jest to! Zbudowaliśmy na tym cały utwór. Jak tylko zagrałem pierwszy riff, wszyscy wykrzyknęli: 'O mój Boże, to jest świetne! Ale co to właściwie jest? Nie mam pojęcia!' Prosta rzecz, ale miała swój styl. Dopiero później dowiedziałem się, że użyłem czegoś, co nazywane jest 'diabelskim interwałem', zestawu akordów tak mrocznego, że w średniowieczu jego użycie było zakazane przez Kościół. Nie miałem o tym pojęcia, to było po prostu coś, co czułem w sobie. Zupełnie jakby się ze mnie wyrwało na wolność, nuty płynęły same z siebie. Potem wszyscy zaczęli dokładać po kawałeczku i na końcu stwierdziliśmy, że to zadziwiający utwór. Dziwny, ale dobry. Wszyscy byliśmy zszokowani, ale wiedzieliśmy, że mamy coś prawdziwego" - tak Tony Iommi opisywał powstanie kanonicznego utworu "Black Sabbath" w swojej autobiografii "Iron Man".
Tajemnicza postać z okładki "Black Sabbath"
Okładka płyty przedstawiała tajemniczą postać kobiecą na tle młyna Mapledurham Watermill, położonego na rzece Tamizie w wiosce Mapledurham w Oxfordshire w Anglii.
Za zdjęcie odpowiadał fotograf Keith Stuart McMillan, podpisany jako Keef. Co ciekawe, tożsamość modelki pozostawała tajemnicą aż do 2020 r. Wówczas ujawniono, że na zdjęciu widnieje Louisa Livingstone, która po latach nagrywała elektroniczną muzykę pod pseudonimem Indreba.
"Wiedziałam, że ta sesja jest dla Black Sabbath, ale nie wiem, czy wówczas to dla mnie miało jakieś znaczenie" - wspominała po latach Louisa Livingstone, mówiąc, że podczas sesji było "przeraźliwie zimno".
Według słów fotografa modelka nie miała na sobie nic pod płaszczem.
"Jakikolwiek rodzaj seksualności odbierał bardziej złowieszczy nastrój. Ale była świetną modelką. Miała niesamowitą odwagę i zrozumienie tego, co próbowałem zrobić" - opowiadał później Keith McMillan.
Dodajmy, że 5 lipca na stadionie Villa Park w Birmingham odbędzie się pożegnalny koncert Black Sabbath. Na tę okazję reaktywuje się oryginalny skład brytyjskiej formacji, od której zaczął się heavy metal.








