Reklama

Reklama

Friedman nudził się w Megadeth

Wirtuoz gitary Marty Friedman, który rok temu opuścił Megadeth, po raz pierwszy wyjaśnił, co było powodem jego decyzji. "Megadeth był dla mnie zbyt jednostajny" - stwierdził gitarzysta, który postanowił poświęcić się muzyce popowej i rockowej.

"Kocham grać na gitarze, uwielbiam grać koncerty i czasem przysłania mi to moje uczucia do samej muzyki. W końcu zdałem sobie sprawę z tego, że gram numery Megadeth z nostalgią, ale bez prawdziwej pasji. Ta muzyka nie miała nic wspólnego z tym, co działo się w mojej głowie. Graliśmy metal, tymczasem mi bardziej podoba się pop i rock. Uważam, że to bardziej fascynująca muzyka" - zwierzył się Friedman.

"Chcę wykorzystywać pełnię moich umiejętności i jestem pewien, że przydam się jeszcze jako gitarzysta i kompozytor. Otrzymałem już mnóstwo interesujących propozycji, ale nie spieszę się z tym. Jestem bardzo dumny z wszystkiego, co osiągnąłem będąc członkiem Megadeth, ale teraz czuję się naprawdę wolny. Ostatnimi czasy Megadeth zbyt się powtarzał, a ja zbyt długo leciałem na autopilocie. Ciągle to samo - pełna intensywność, pełna głośność, pełny przester. Chociaż Dave był otwarty na nowe pomysły, nigdy nie dał mi się namówić na stworzenie muzyki, która dotarłaby do większej ilości ludzi. Nie obchodzi mnie, że ktoś nazwałby to sprzedaniem się. Mój najważniejszy cel to granie dla ludzi i sprawianie im radości" - dodał Friedman.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy