Reklama

Orange Warsaw Festival 2023: rytm, bounce, flow, wybuch energii [RELACJA]

Pięknym słońcem powitał uczestników drugiego dnia Orange Warsaw Festival 2023 Tor Wyścigów Konnych Służewiec. Spragnieni muzycznych wrażeń festiwalowicze dostali: intrygujących debiutantów, wielkie popowe gwiazdy, kilka zaskoczeń, premierowe piosenki, a na koniec szaloną imprezę.

Pięknym słońcem powitał uczestników drugiego dnia Orange Warsaw Festival 2023 Tor Wyścigów Konnych Służewiec. Spragnieni muzycznych wrażeń festiwalowicze dostali: intrygujących debiutantów, wielkie popowe gwiazdy, kilka zaskoczeń, premierowe piosenki, a na koniec szaloną imprezę.
Koncert Igo podczas Orange Warsaw Festival 2023 /Eris Wójcik /INTERIA.PL

Koncertowy maraton rozpoczęła w namiocie Warsaw Stage Faustyna Maciejczuk. Młoda artystka ma na swoim koncie wydany w ubiegłym roku album "Baby blue". Electro popowe utwory zostały dobrze przyjęte i przez fanów Faustyny, i tych, którzy usłyszeli je po raz pierwszy na OWF. Otwieranie festiwalowego dnia, kiedy publiczność dopiero zaczyna gromadzić się na terenie imprezy, to trudne zadanie, ale młoda artystka świetnie sobie poradziła.

Igo: tak wygląda dobra zabawa

"Ręce do góry" - rzucił do publiczności Orange Warsaw Festival Igo. Spokojnie, to tylko wezwanie do zdjęcia. Takich "wezwań", choćby do wspólnego śpiewania czy okrzyków, było zresztą na koncercie wokalisty sporo, a fani ani razu nie zawiedli. Jeśli jest w tej chwili w Polsce artysta, którego moglibyśmy nawet jutro wysłać na podbój zagranicznych rynków, to jest nim właśnie Igo. Na tym koncercie nie było ani jednego słabego momentu. Świetny wokal, energia, przebojowość - to wszystko królowało na scenie. No i oczywiście dobra zabawa, bo po Igo i jego muzykach widać, że zwyczajnie lubią to, co robią. 

Reklama

Podczas występu artysty na OWF zabrzmiały oczywiście utwory z solowego debiutu Igo, choćby "Styl" i oczywiście "Helena", którą z wokalistą wyśpiewała publiczność. Nie zabrakło też jednak na przykład "Juno" z repertuaru Bass Astral x Igo, bo, jak sam powiedział Igo, "szkoda, żeby takie piosenki się zmarnowały".

Jann to z pewnością jeden z najbardziej intrygujących i najpopularniejszych debiutantów w naszym kraju. Jego spora popularność to zasługa nie tylko preselekcji do Eurowizji, ale też na pewno niebanalnych kompozycji i charyzmatycznego scenicznego wizerunku. Energia, żywiołowość i doskonały głos to znaki rozpoznawcze Janna w wersji koncertowej. Nie zabrakło ich również na OWF. Festiwalowy namiot wypełnił się niemal po brzegi, a teksty piosenek były chóralnie wyśpiewywane przez najwierniejszych fanów zgromadzonych pod sceną.

Piersiówka, papierosy i teatr

Sam Elvis Presley, śpiewający z głośników "Love Me Tender", wywołał na scenę OWF grupę The 1975. Brytyjska formacja ma w Polsce rzeszę fanów, zresztą koncert na stołecznym Służewcu nie jest debiutem The 1975 w naszym kraju, ale na pewno będzie długo wspominany. Już pierwsze dźwięki ostrego i dynamicznego "People" poderwały z pobliskiego trawnika festiwalowiczów, którzy korzystali jeszcze z ostatnich promieni zachodzącego słońca. Genialne wykonanie "Playing On My Mind" podgrzało tylko atmosferę, a początek "Somebody Else" publiczność właściwie odśpiewała za wokalistę grupy. 

Matty Healy był, jak zwykle zresztą, królem sceny. Artysta dostosowywał się do poszczególnych piosenek, prawie odgrywając bohaterów utworów. Smutna piosenka to smutny Matty - i na odwrót. Muzyk nie żałował sobie też na scenie papierosów i trunku sączonego podczas koncertu z piersiówki, chociaż nie potrzeba było "wspomagaczy", żeby Healy zdobył się na wyznanie. Publiczność dowiedziała się od artysty, że Polska to jeden z ulubionych punktów na koncertowej mapie grupy, a Gdańsk to jedno z pięciu ukochanych miejsc Matta na świecie. Jeżeli będziecie mogli wybrać się na koncert The 1975, nie zastanawiajcie się ani przez moment. Występ podczas Orange Warsaw Festival 2023 był magiczny, a zespół zdradził, że szansa na powtórkę tych wrażeń pojawi się już jesienią.

O co chodzi? - zastanawiali się niektórzy festiwalowicze, przechodząc wieczorem obok festiwalowego namiotu, który dosłownie pękał w szwach. Rytm, bounce, flow, wybuch energii, a wszystko to skąpane w świetle laserów - taka mieszanka porwała słuchaczy od pierwszych sekund. Na scenie zaprezentował się Otsochodzi, jeden z dwóch hiphopowych artystów soboty na Orange Warsaw Festival. Rapowa reprezentacja nie była może liczna, za to reakcje fanów wyjątkowo żywiołowe.

Popową gwiazdą sobotniego wieczoru na OWF była Ellie Goulding, która wydała w kwietniu nową płytę "Higher Than Heaven". Na koncercie nie zabrakło więc oczywiście fragmentów tego albumu, zresztą świetnie przyjętych przez festiwalowiczów, mimo że - jak stwierdziła sama Ellie - granie nowego materiału na takich imprezach nie jest łatwe. Nie zabrakło też oczywiście starszych piosenek. "Outside", efekt współpracy z Calvinem Harrisem, a także "Lights", "Power" i "Burn" śpiewała już nie tylko sama Ellie, ale też tłum fanów. Fani konfetti na koncertach też nie mogli narzekać na występ Ellie Goulding. Ozdoby wyrzucane w tłum są już stałym elementem koncertów headlinerów OWF, ale za każdym razem wywołują tak samo żywiołową reakcję festiwalowiczów i... deszcz telefonów.

Pierwszy koncert po przerwie zagrała na festiwalu Daria Zawiałow. Artystka przyznała, że stresowała się przed tym występem, ale gdyby nie powiedziała tego głośno, nikt nie dostrzegłby nawet odrobiny tremy. Daria zaserwowała festiwalowiczom takie przeboje jak "Malinowy chruśniak", "Wojny i noce" czy "Szarówka", ale artystka pochwaliła się też tym, co powstało podczas wspomnianej koncertowej przerwy, czyli nową muzyką. Czwarta płyta wokalistki ukaże się jesienią, a sądząc po reakcji publiczności na nowe single - "Fifi Hollywood" i "Złamane serce jest OK" - fani już nie mogą się doczekać.

Dobra strategia to podstawa

"Musimy iść szybciej na Garrixa, żeby zająć dobre miejsca" - takie hasło rzuciła grupka dziewczyn, jeszcze na długo przed ostatnim koncertem OWF na głównej scenie. Sobota pod względem frekwencji zdecydowanie pobiła piątek, więc tym bardziej każdy, kto chciał stać bliżej sceny, musiał albo umieć nieźle się przepychać, albo dobrze planować pobyt na festiwalu. A czy może być coś lepszego w sobotni wieczór niż impreza z jednym z najsłynniejszych DJ-ów i producentów świata? Martin Garrix zrobił wrażenie na polskich fanach już podczas ubiegłorocznego Open’era, kiedy uratował wieczór po wielkiej burzy (Dua Lipa, pamiętamy). Tegorocznym występem na Orange Warsaw Festival tylko potwierdził klasę. Gdybyśmy mieli określić ten występ jednym słowem, to najbardziej pasuje "spektakularny". Garrix nie tylko zafundował publiczności w Warszawie wielką imprezę, ale też lasery i fajerwerki. Jeśli komuś mało było jeszcze wrażeń po koncercie Holendra, mógł zajrzeć do namiotu, w którym tegoroczny festiwal zamykał raper OKI.

OWF 2023 już za nami, ale letni sezon festiwalowo-koncertowy dopiero się zaczyna, więc do zobaczenia na szlaku!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Orange Warsaw Festival 2023
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy