Reklama

"Black Funeral - w magicznym kręgu Mercyful Fate" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Już w środę, 16 września, światło dzienne ujrzy polska edycja książki "Black Funeral - w magicznym kręgu Mercyful Fate". Tylko na stronach naszego serwisu możecie zapoznać się z jej obszernym fragmentem.

Z jakimi problemami borykał się w latach 80. słynny zespół z Kopenhagi podczas nagrywania drugiej płyty; skąd wzięła się jej bijąca po oczach okładka; dlaczego pewien duński ksiądz poległ z kretesem w radiowej konfrontacji z Mercyful Fate i czy "niebezpieczne spotkania" z duchami faktycznie mogą wyrządzić ci krzywdę - o tym wszystkim dowiecie się czytając fragment książki Martina Popoffa poświęcony albumowi "Don't Break The Oath".

Reklama

---

"Don't Break The Oath"

W historii zespołu pojawił się jeszcze jeden klasyczny album Mercyful Fate. Niedługo potem zespół się rozpadł, w dużej mierze z powodu różnic muzycznych między głównymi kompozytorami - Kingiem DiamondemHankiem Shermannem. "Don't Break The Oath" jest w każdym calu płytą z klasą, pełną artyzmu i zła, podobnie jak "Melissa". Ugruntowała ona pozycję Mercyful Fate jako zespołu-zagadki, który trudno jest w jakikolwiek sposób zaszufladkować. Z pewnością jest on ikoną progresywnego i power metalu, ale jednocześnie jego członkowie są definitywnie ojcami black metalu, chociaż jakość muzyki tego zespołu już nie mogła się bardziej różnić od tej, jaką ponad dziesięć lat po zaprezentowaniu się światu przez Kinga Diamonda pokazali palący kościoły Norwegowie.

"Dobra wiadomość jest taka, że płyta 'Melissa' spowodowała wzrost zainteresowania naszym zespołem", powiedział Michael w wywiadzie z Jimmym Kayem. "Rozbudowała nam się baza fanów i rosła z każdym koncertem. Ruszyliśmy w trasę po Europie, Niemczech, Holandii i Belgii, i innych. Okazało się, że faktycznie mamy fanów. Potem zaś, już w USA, znaleźliśmy się na liście Filthy Fifteen, mówiono o nas w Kongresie czy coś w tym stylu. Umieszczenie nas na tej liście spowodowało zaś nagły wzrost zainteresowania naszym zespołem, tak więc chcieliśmy pojechać tam z koncertami. Następnie nagraliśmy 'Don't Break The Oath' i byliśmy pewni, że ten album zrobi furorę. Oczywiście, mieliśmy takie nadzieje już przy 'Melissie', ale tym razem mieliśmy już w sobie takie przeświadczenie, że to właśnie ta płyta sprawi, że wejdziemy do najwyższej ligi i staniemy się jednym z najważniejszych zespołów metalowych".

Posłuchaj utworu "Black Funeral" Mercyful Fate z debiutanckiego albumu "Melissa" w wersji na żywo z 1983 roku:

Ale w zespole zaczęły pojawiać się rysy. King miał wrażenie, że robi zbyt wiele jeśli chodzi o występy na żywo, a mimo to chciał mieć więcej swojego wkładu w proces komponowania utworów. Jak do tej pory to raczej Hank zapewniał muzykę, komponując z niewielką pomocą Michaela; Kim i Timi nie komponowali nic.

"Wiesz, Michael zazwyczaj komponował utwory samodzielnie", opowiada King. "Kilka piosenek zrobił z Hankiem, jeszcze inne ze mną, tak myślę, ale na 'Don't Break The Oath' nie stworzył nic. Owszem, miał w tej płycie trochę swojego wkładu, jakiś riff tu czy tam. Dopiero na albumie King Diamond 'Abigail' jakoś bardziej się rozkręcił. Tak samo na 'Fatal Portrait', gdzie znajdują się niektóre piosenki również jego współautorstwa. Nigdy jednak nie stworzył żadnego utworu samodzielnie. Ja zaś pisałem wszystko sam, czasem też z nim współpracowałem, szczególnie kiedy miał fajne pomysły. Nigdy zaś nie były to całe utwory".

Wchodząc do studia w dniu 30 kwietnia 1984 roku, zespół wiedział, że musi uwinąć się z nagraniami dość szybko, ale nie czuł na sobie oddechu wytwórni. Tym razem nie dał też aż tak dużej władzy producentowi Henrikowi Lundowi.

"Kiedy przyszło do nagrania 'Don't Break The Oath', mieliśmy już o wiele lepszy budżet i około 18 dni na nagrania w studiu", tłumaczy King. "Na 'Melissę' dano nam tylko osiem dni. Myślę, że na tym albumie słychać, że poświęciliśmy mu o wiele więcej uwagi. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest to o wiele lepszy album niż poprzednik, jeśli chodzi o sposób komponowania i tworzenia piosenek. Da się na nim zauważyć postęp, aczkolwiek utrzymany w duchu Mercyful Fate. Wykorzystaliśmy tu różne instrumenty, za pomocą których stworzyliśmy ostrzejsze klimaty, a i mój głos dość fajnie się wtedy rozwinął. Byliśmy w stanie bardziej zagłębić się w ten materiał, dodać do niego nieco ekstra rzeczy i nagrać go w studiu najlepiej jak tylko mogliśmy".

"Na 'Don't Break The Oath' znalazły się dwie piosenki, które były... może nie zabawne, ale inne", wspomina Hank. "Ale obydwie są mi bardzo bliskie, ponieważ kiedy zaczynaliśmy razem grać, byliśmy wszyscy jeszcze bardzo młodzi, zaraz po dwudziestce. Jeśli zaś chodzi o sesje nagraniowe, na 'Melissę' mieliśmy w sumie dwa tygodnie - na miksy i wszystkie inne sprawy. Kiedy przyszło do nagrań na 'Don't Break The Oath', na nagrania i miksy mieliśmy trzy tygodnie.

Różnica między tymi płytami była taka, że na drugiej pan Diamond pokazał również swoje kompozytorskie oblicze, to znaczy skomponował na nią dwa, trzy czy też cztery kawałki; nie pamiętam już dokładnie ile. To nieco zmieniło kierunek zespołu. Potem, już na nowszych wydawnictwach, zazwyczaj dzieliliśmy się kompozycjami, w proporcji mniej więcej 50 procent na każdego z nas, co robiło dużą różnicę, bo on ma zupełnie odmienny styl ode mnie, co również przyczyniło się do tego, że płyty z lat 80. tak bardzo różnią się od tych z lat 90.".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Mercyful Fate

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje