Reklama

15. rocznica śmierci Tadeusza Nalepy, "Ojca polskiego bluesa"

Tadeusz Nalepa zmarł 3 marca 2007 roku /AKPA

Tadeusz Nalepa nazywany jest często "Ojcem polskiego bluesa". To on na polskie podwórko wprowadził muzykę, za którą szaleli na Zachodzie. I robił to bezbłędnie, upewniając się, że z każdym pociągnięciem strun zostawia w utworach cząstkę siebie. W ten sposób jego albumy - "Kamienie" czy "Na drugim brzegu tęczy" - stały się symbolem polskiego bluesa. Legendarny gitarzysta odszedł 15 lat temu, 4 marca 2007 roku.

Tadeusz Nalepa przyszedł na świat 26 sierpnia 1943 roku, a swą karierę zaczął w wieku zaledwie 20 lat. U jego boku występowała późniejsza żona, Mira Kubasińska. Duet został doceniony na II Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie, a już rok później - w 1965 roku - zadebiutował z zespołem Blackout w rzeszowskim "Łącznościowcu". Grupa wykonywała głównie covery The Rolling Stones czy Beatlesów, ale tworzyła też własne piosenki - głównie o podobnym, charakterystycznym dla tego okresu brzmieniu.

Reklama

Już w pierwszych latach działalności zaczął współpracę z Bogdanem Loeblem - tekściarzem, który pisał także dla m.in. Dżemu, SBB, Niebiesko-Czarnych czy Stana Borysa. Loebel napisał teksty do m.in. "Kiedy byłem małym chłopcem" czy "Modlitwy", czyli jednych z najważniejszych i najpopularniejszych utworów w katalogu Nalepy. 

"Śpiewałem rock and rolla. Bodaj na początku 1965 roku grałem w restauracjach i różnych klubach... Wtedy przypadkowo trafiłem na koncert Niebiesko-Czarnych. Słuchając ich pomyślałem, że taki zespół i ja potrafię zrobić. Postanowiłem zrobić coś podobnego. Zacząłem rozglądać się za muzykami. [Józefa] Hajdasza na siłę zabrałem na próbę i już nie wrócił do poprzedniego grania. Przypadkowo trafiłem na Staszka Guzka. Początkowo myślałem, że będzie naszym konferansjerem, później jednak stwierdziłem, że ma wyższy głos ode mnie i moglibyśmy śpiewać razem. A gdy nie chciało mi się uczyć tekstu, obciążałem tym Guzka. I tak zaczął śpiewać późniejszy Stan Borys. Mieliśmy typowe problemy, brak sprzętu, brak sali do prób, byliśmy bez pieniędzy, a niektórzy z nas już mieli rodziny na utrzymaniu..." - wspominał początki swojej kariery. 

W 1967 roku Blackout przestał istnieć - przekształcił się w Breakout - zespół, który przyniósł największe przeboje i rozpoznawalność. W ciągu 13 lat działalności nagrali w sumie 10 płyt, a w utworach "Gdybyś kochał, hej", czy "Poszłabym za tobą" przypominali najlepsze dokonania The Jimi Hendrix Experience. Solo na flecie, które zagrał Włodzimierz Nahorny, wprowadzili polską muzykę na nowe tory. W solowym dorobku Nalepy znalazło się 9 albumów. 

Album Breakoutu "Blues" zapisał się w historii polskiej popkultury także okładką. Zdjęcie, na którym Tadeusz Nalepa prowadzi swojego syna Piotra za rękę, wykonał Marek Karewicz.

"Kiedy robiliśmy sesję, Nalepa przyszedł z synem Piotrusiem, bo nie miał go z kim zostawić. Od razu wiedziałem, że muszę ich sfotografować razem. Był styczeń, umówiliśmy się nad Wisłą, wieje, mróz, Piotruś trzęsie się z zimna" - wspominał po latach w "Przekroju" twórca słynnego ujęcia.

- Uważam, że Breakout odegrał sporą rolę w historii muzyki w Polsce. Istniał 10 lat, 10 płyt wydaliśmy, a poza tym jestem twórcą prawie wszystkich utworów (z wyjątkiem dwóch) - opowiadał Tadeusz Nalepa w lipcu 2005 roku w rozmowie z Interią.

"Zwykle kładłem się do łóżka i na leżąco je sobie pisałem, mając pod ręką mały magnetofon z muzyką" - opowiadał Bogdan Loebl o pracy nad płytą "Blues". To z tego albumu pochodzą największe przeboje grupy Breakout (w którą w 1968 r. przekształcił się Blackout): "Kiedy byłem małym chłopcem", "Oni zaraz przyjdą tu" czy "Pomaluj moje sny".

W 1980 roku rozwiódł się z Mirą Kubasińską, a niedługo później został mężem Grażyny Dramowicz, która towarzyszyła mu także na scenie. Breakout rozpadł się w 1982 roku, a cztery lata później magazyn "Jazz Forum" okrzyknął go najlepszym muzykiem, kompozytorem i gitarzystą. Pokłosiem tej nagrody był album "Numero Uno" nagrany z Dżemem.  

Od 1993 roku występował z formacją Nalepa-Breakout, a pod koniec życia grał w grupie Free Blues Band Andrzeja Malcherka. To właśnie z nimi zagrał ostatni koncert w swoim życiu - 12 sierpnia 2006 roku w czeskim Trzyńcu. 

W 2002 roku ukazał się ostatni studyjny album Nalepy, "Sumienie", a cztery lata później na półkach sklepowych pojawił się box podsumowujący jego dyskografię, "1982-2002".

- Przez jakiś rok człowiek nie chce tego słuchać, wszystkiego się boi i wszystko by pozmieniał. Ale troszeczkę poleży, ze 3 lata, i wtedy już z przyjemnością się słucha. Ja wiem, że moje płyty sprawdzają się dopiero po paru latach... - opowiadał o swojej twórczości w rozmowie z Interią Tadeusz Nalepa.

Z okazji 60. urodzin zagrał wyjątkowy koncert w rzeszowskiej Hali Podpromie - podczas niego nie zabrakło gości, m.in. Artura Dutkiwicza, Miry Kubasińskiej, która zmarła zaledwie dwa lata później, a także Stanisława Sojki czy syna Nalepów - Piotra. 

Tadeusz Nalepa miał długotrwałe problemy ze zdrowiem, doskwierała mu choroba nerek. W 1992 r. musiał poddać się przeszczepowi jednej z nich, a przyczyną śmierci legendarnego gitarzysty była właśnie ciężka choroba nerek.

"Cała moja kariera to płyty. Mam wrażenie, że do płyt przywiązywałem większą wagę niż inni muzycy. Dla mnie istotna była zarówno ilość, jak i jakość" - mówił w "Machinie" na kilka miesięcy przed śmiercią.

Muzyk został doceniony przez lokalną społeczność - Rzeszów postawił mu pomnik nieopodal miejskiego rynku, przy ulicy 3 Maja. Podczas odkrycia monumentu w grudniu 2009 roku nie zabrakło miłośników jego twórczości, władz miasta, a także rodziny artysty.

W jednym z wywiadów Tadeusz Nalepa powiedział: "To co chciałem, osiągnąłem. Żałuję, że nie nagrałem więcej płyt, a mogłem mieć przynajmniej dwa razy tyle. Zostanę przy bluesie. Czuję się dobrze z sobą samym i z tym co robię".

Jego twórczość przypomnieli w 2008 r. Jan Borysewicz (gitarzysta Lady Pank, grał z Nalepą krótko na początku lat 80.) i Piotr Nalepa, nagrywając płytę "W hołdzie Tadeuszowi Nalepie". Towarzyszyli im muzycy, którzy mieli okazję współpracować z liderem Breakoutu: m.in. Paweł Kukiz (wówczas Piersi), Maciej Balcar i Jerzy Styczyński (Dżem), Darek Kozakiewicz (gitarzysta Perfectu), Andrzej Nowak (gitarzysta TSA), Leszek Cichoński, Marek Raduli (był gitarzysta Budki Suflera), Piotr Cugowski (Bracia) czy Maciek Silski.

Muzyk został pochowany 12 marca 2007 r. na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Pożegnali go m.in. Dariusz Kozakiewicz, Józef Skrzek, Grzegorz Markowski, Izabela Trojanowska, Janusz Panasewicz, Jerzy Styczyński i Sławek Wierzcholski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama