Reklama

Bob Marley: 10 rzeczy, których możecie nie wiedzieć o królu reggae

Gdyby żył, 6 lutego skończyłby 70 lat. Dobrze ponad trzy dekady po jego śmierci twórczość Boba Marleya wciąż inspiruje kolejne zastępy muzyków.

Urodzony 6 lutego 1945 roku we wsi Nine Maile, nieopodal miasta Saint Anns Nesta Robert Marley był synem 18-letniej wówczas Cedelli Marley Booker i starszego od niej o ponad 30 lat jamajskiego nadzorcy plantacji Norvala Marleya, byłego kapitana brytyjskiej marynarki wojennej. Rodzice późniejszego króla reggae wzięli ślub, gdy okazało się, że Cedella jest w ciąży. Norval szybko jednak wyprowadził się od żony, a swojego syna widział raptem dwa razy.

Reklama

"Nie mam żadnych uprzedzeń co do mojego pochodzenia. Mój ojciec był biały, a matka czarna. Nazywają mnie mieszańcem czy jakoś tak. A ja nie staję po niczyjej stronie. Nie jestem po stronie czarnego człowieka, ani po stronie białego człowieka. Jestem po stronie Boga, Tego, który mnie stworzył i sprawił, że pochodzę od człowieka czarnego i białego" - mówił po latach Bob Marley, który stał się pierwszą wielką gwiazdą pochodzącą z Trzeciego Świata.

Klan Marleya

Płomień muzycznej rewolucji po śmierci Boba w maju 1981 roku poniosły nie tylko setki jego naśladowców, ale także synowie Marleya. Oficjalnie Bob miał aż 10 dzieci plus adoptowaną Sharon, córkę swojej żony Rity z poprzedniego związku. Tylko czwórkę urodziła mu Rita - Cedellę (ur. 1967), Davida "Ziggy" (1968), Stephena (1972) i Stephanie (1974). W przypadku tej ostatniej matka Boba twierdziła, że jej ojcem był mężczyzna, z którym Rita miała romans. Pozostałe dzieci (poza oficjalnie uznaną szóstką inne źródła dodają kolejną dwójkę) to owoce pozamałżeńskich romansów Marleya z innymi kobietami. Kolejno na świat przychodzili: Robert "Robbie" (1972), Rohan (1972), Karen (1973), Julian (1975), Ky-Mani (1976), Damian "Jr. Gong" (1978) i Makeda Jahnesta (1981), która urodziła się kilkanaście dni po śmierci Boba.

"Małżeństwo to pułapka, mająca nas kontrolować" - miał powiedzieć kiedyś Bob o swoim burzliwym związku z Ritą.

Jego dzieci pod koniec lat 70. utworzyły grupę Ziggy Marley and the Melody Makers, w której obok liderującego Ziggy'ego występowali także Sharon, Cedella i Stephen. Największą popularność zdobył nagrywający od 2003 roku solo Ziggy, mający na koncie kilka nagród Grammy. Na własną rękę (poza członkami Melody Makers) działają także Julian, Ky-Mani i Damian, który ma w dorobku współpracę z m.in. Nasem (płyta "Distant Relatives"), supergrupą SuperHeavy (w składzie m.in. Mick Jagger, Dave Stewart z Eurythmics i Joss Stone), Gwen Stefani, Skrillexem i Seanem Paulem.


Marihuana - święte ziele

Dla wielu skojarzenie reggae = marihuana jest oczywiste. Palenie gandzi związane jest z ruchem Rastafari, z którym Bob Marley jest utożsamiany. Trawka przez Rastafari traktowana jest jako sakrament, święte ziele, które oczyszcza ciało i umysł. "Palenie zioła to wolność. Jeśli chcesz być wolny, pal zioło" - mówił w jednym z wywiadów Marley, który palił niemal codziennie.

Na drugiej edycji płyty "Catch a Fire" (1973) widnieje zdjęcie wokalisty trzymającego w ustach wielkiego skręta. W słynnej biografii muzyka "Bob Marley. Nieopowiedziana historia króla reggae" Chrisa Salewicza (z niej pochodzi spora część cytatów wykorzystanych w tym tekście) marihuana pojawia się niemal na co drugiej stronie.

- Niektórzy uznają go za proroka, inni za supergwiazdora, który wypromował muzykę reggae i Jamajkę na skalę globalną, jeszcze inni za narkomana - mówił Interii Dawid Portasz (Jafia Namuel, Rastasize, Sedativa).


Generał środka pola

Piłka nożna to obok muzyki największa pasja w życiu Boba Marleya. Czasami można się nawet zastanawiać, która z nich była większa. Najsłynniejszy syn Jamajki kopał w piłkę niemal przy każdej okazji, nawet w trakcie wyczerpujących przecież tras koncertowych czy podczas sesji nagraniowych w studiu. Sam o sobie mówił jako o "generale środka pola", bo najlepiej na boisku czuł się w pomocy. "Piłka nożna jest częścią mnie. Gdy gram w piłkę, świat dookoła mnie budzi się ze snu" - przekonywał.

To podczas gry w piłkę w lipcu 1977 roku w Paryżu (w drużynie przeciwnej występowali m.in. weterani francuskiego show-biznesu i Francis Borelli, ówczesny wiceprezes klubu Paris Saint-Germain) nabawił się kontuzji palca u nogi. Rana przez dłuższy czas nie została do końca zaleczona, a wkrótce u muzyka wykryto czerniaka. Jednak Marley odmówił amputowania dużego palca, na którym pojawiła się nowotworowa zmiana, tłumacząc się powodami religijnymi.

Jego przyjacielem (i menedżerem) był w latach 70. Allan "Skill" Cole, były napastnik jamajskiej drużyny narodowej. To dzięki jego znajomościom piosenki Marleya & The Wailers coraz częściej zaczęły się pojawiać w stacjach radiowych. Cole został dopisany jako współtwórca antywojennego utworu "War" z płyty "Rastaman Vibration" (1976).

Marley kibicował brazylijskiemu Santosowi, a jednym z jego piłkarskich idoli był Pele, a także Argentyńczyk Osvaldo Ardiles. W 1980 roku podczas wizyty w Brazylii osłabiony już chorobą wokalista zagrał mecz w jednej drużynie z Paulo Césarem Caju, napastnikiem ekipy Brazylii, która pod wodzą Pelego zdobyła mistrzostwo świata dekadę wcześniej w Meksyku. Na pamiątkę po tym spotkaniu Marley otrzymał koszulkę Santosu z numerem 10.


"Polityka to szaleństwo"

"Ludzie mówią, że moja muzyka jest zaangażowana politycznie, ale ja tylko głoszę prawdę i mówię, co jest dobre. (...) Polityka to szaleństwo" - przekonywał Marley, którego nie sposób traktować tylko jako jednego z wielu muzyków. Jego poglądy i przekonania (wyrażane również w piosenkach) miały zdecydowanie wielki wpływ nie tylko na sytuację na Jamajce. Słowa o Babilonie odbijały się szerokim echem choćby w oddalonym o tysiące kilometrów późnym PRL-u.

22 kwietnia 1978 roku na Stadionie Narodowym w Kingston doszło do koncertu One Love Peace. W obliczu grożącej jego ojczyźnie wojnie domowej muzyk zgodził się doprowadzić do pojednania między aktualnym premierem Michaela Manleyem a przywódcą opozycji Edwardem Seagą. Choć za koncertem stali gangsterzy, do historii przeszedł gest Marleya trzymającego ściśnięte dłonie skonfliktowanych polityków nad swoją głową. Był to zarazem pierwszy występ króla reggae w ojczyźnie po koncercie Smile Jamaica z grudnia 1976 roku, zorganizowanym tuż po nieudanym zamachu na Marleya (muzyk został lekko ranny w ramię i klatkę piersiową, najmocniej ucierpieli Rita Marley i menedżer Don Taylor).


Spisek CIA

Niespodziewana śmierć Boba Marleya w wieku zaledwie 36 lat sprawiła, że wokół niej narosło wiele teorii spiskowych. Według jednej z nich muzyka z tego świata chciała się pozbyć CIA. Tajne służby USA starały się zwalczać wybranego w 1972 roku na premiera Jamajki Michaela Manleya, uważając go za socjalistę, który może zagrozić amerykańskim interesom w tym regionie. Niektórzy na Jamajce (w tym sam Michael Manley) uważali, że to CIA maczała palce w zamachu na Marleya.

"Mogę tylko powiedzieć, że zostałem wezwany przez amerykańskiego ambasadora do jego biura na Jamajce. Powiedział mi, że mają mnie na oku z powodu tego, co robię, ponieważ pracowałem z facetem, który był w stanie zdestabilizować sytuację. Oni mieli go na oku" - mówił Chris Blackwell, wydawca wszystkich płyt Marleya z wytwórni Island.

Matka muzyka wysnuwała hipotezy, że jej syn mógł być podtruwany podczas badań medycznych w Londynie, Miami czy Nowym Jorku. To (plus skutki postrzału) w konsekwencji miało doprowadzić do wyniszczenia organizmu Boba.

- Jestem przekonany, że został on "usunięty" przez ludzi, dla których duchowe przebudzenie człowieka oraz jego polityczna świadomość stanowi poważne zagrożenie - dodawał w tym duchu Dawid Portasz.

Don Taylor - człowiek kluczowy

W otoczeniu Boba Marleya przewijał się zawsze tłum ludzi. Obecność niektórych - jak choćby koledzy z początków The Wailers: Peter Tosh i Bunny Livingston, wspomniany Chris Blackwell - jest kluczowa w historii nie tylko Marleya, ale też muzyki reggae. W pierwszej połowie lat 70. do tego grona dołączył Don Taylor, "gadatliwy Jamajczyk z USA", współpracujący jako kierownik trasy z Marvinem Gaye'em. To Taylor zaprezentował Marleyowi plan współpracy, który ten zaakceptował i zaangażował go jako swojego menedżera.

"W tym sensie, jeśli chodzi o sukces Boba, to bez wątpienia był on człowiekiem kluczowym. Nic by się nie wydarzyło, jeśli Bob nie zacząłby koncertować. To Don wszystko dla niego zaplanował" - wspominał Chris Blackwell.

Z czasem okazało się, że Taylor u boku króla reggae zaczął pełnić podobną rolę, co osławiony "Pułkownik" Parker dla Elvisa Presleya, czy bokserski promotor Don King oskarżany o nieuczciwość przez takie sławy, jak Muhammad Ali i Mike Tyson. Sielanka skończyła się na przełomie lat 70. i 80., gdy wyszło, że menedżer regularnie okradał Marleya z pieniędzy. Wściekły muzyk pewnego razu pobił i skopał Taylora. Król reggae wreszcie wymógł na menedżerze podpisanie dokumentu, w którym zrzekł się wszelkich roszczeń wobec Boba. Na pewno w przekonaniu pomogły pistolety wyciągnięte przez Marleya i Skilla Cole'a.

Światło Świętej Trójcy

Bob Marley związany był z odłamem 12 Plemion Izraela (z racji tego, że urodził się w lutym, był przyporządkowany do Plemienia Józefa). Na płycie "Rastaman Vibration" cytował biblijne fragmenty z tzw. błogosławieństwa Józefa. Nie tylko rastafarianie, ale i chrześcijanie traktowali Marleya jak swojego. Będąc śmiertelnie chorym, król reggae miał ulec presji rodziny i zgodzić się na chrzest w Etiopskim Kościele Ortodoksyjnym. Jego zwolenniczką była matka Marleya, Cedella Booker. Do ceremonii doszło 4 listopada 1980 roku w hotelu Wellington w Nowym Jorku, a poza muzykiem chrzest przyjęli także jego żona Rita oraz ich dzieci. Całości przewodniczył arcybiskup Abuna Izaak, duchowy nauczyciel Marleya. Nadał muzykowi imię Berhane Sellasje, co znaczy "Światło Świętej Trójcy". To Izaak przewodniczył też ceremonii pogrzebowej Marleya w maju 1981 r.


Z marihuaną do grobu

Bob Marley zmarł 11 maja 1981 roku w Cedars of Lebanon Hospital w Miami na Florydzie. W Stanach Zjednoczonych musiał lądować, gdy jego stan się pogorszył. Umierający muzyk wracał z niemieckiej Bawarii (tam próbował się leczyć u budzącego kontrowersje swoimi metodami Josefa M. Isselsa) na Jamajkę.

Pogrzeb Marleya otrzymał państwową oprawę. W ostatnią drogę król reggae wyruszył 21 maja 1981 r. Dzień wcześniej trumnę z ciałem wystawiono publicznie - najsłynniejszego syna Jamajki przyszło pożegnać ok. 100 tysięcy osób. Nic dziwnego, na wyspie niemal wszyscy wówczas twierdzili, że byli jego przyjaciółmi. Najbliżsi i rodzina najpierw zgromadzili się w Etiopskim Kościele Ortodoksyjnym Świętej Trójcy, a potem z kilkoma tysiącami osób (muzycy The Wailers, 12 Plemion Izraela, przedstawiciele władz, w tym ówczesny premier Edward Seaga i jego poprzednik z konkurencyjnej partii, Michael Manley, media) wzięli udział w państwowej uroczystości w National Arena w Kingston. Trumna przykryta została flagami Jamajki i Etiopii.

Karawan przewiózł ciało Marleya z Kingston do Nine Mile w pobliże rodzinnej wioski muzyka. Do trumny włożono mu ulubioną gitarę Gibsona (inne źródła podają, że był to czerwony Fender Stratocaster), Biblię otwartą na Psalmie 23 i marihuanę.


Satisfy My Bowl

Pod koniec września 2014 roku na rynek europejski (w sumie siedem krajów) wprowadzono Satisfy My Bowl (nawiązanie do przeboju "Satisfy My Soul") - inspirowane postacią i dorobkiem Boba Marleya... lody bananowe z dodatkiem m.in. karmelu i czekolady. Część zysków ze sprzedaży trafia do 1Love Foundation i Partners for Youth Empowerment, które pomagają młodzieży na Jamajce. Z okazji wprowadzenia Satisfy My Bowl do sprzedaży ruszył też konkurs na nowy teledysk do piosenki "One Love". Pretekstem była 30. rocznica wydania składankowej płyty "Legend".


Legenda wiecznie żywa

- Mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że Bob Marley to jeden z największych artystów rockowych (tak właśnie) wszech czasów. Genialny wokalista z niesamowitym frazowaniem i doskonałą kontrolą nad głosem, fantastyczny kompozytor i bardzo, ale to bardzo charyzmatyczny frontman - mówił Interii Piotr Banach, lider grupy Indios Bravos, wcześniej główny kompozytor i gitarzysta Hey.

Wspomniana "Legend" to najlepiej sprzedająca się płyta reggae wszech czasów - w samych Stanach Zjednoczonych rozeszło się ponad 12 milionów egzemplarzy (co daje 15-krotną platynę), a na świecie ponad 33 mln. Składankowa płyta ukazała się w maju 1984 roku. Znalazło się na niej wszystkie 11 utworów z Top 40 brytyjskiej listy, trzy przeboje z wczesnego składu The Wailers ("Stir It Up", "I Shot The Sheriff", "Get Up, Stand Up") oraz "Redemption Song" pochodzący z ostatniej płyty wydanej przed śmiercią Marleya - "Uprising".

W związku z 30. rocznicą premiery "Legend" ukazała się jej nowa wersja (jako "The Definitive Remasters"): na trzykolorowym (czerwono-żółto-zielonym) winylu i jako CD/Blu-ray 5.1 audio set (ze studyjną wersją "No Woman, No Cry" i wcześniej niesłyszalnymi alternatywnymi podejściami do "Easy Skanking" i "Punky Reggae Party").

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: bob marley

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje