Reklama

Roger Glover (Deep Purple): Prąd płynie po ścianach [WYWIAD]

Roger Glover (Deep Purple) w akcji /Jim Bennett /Getty Images

- Muzyka ma przecież łączyć ludzi, taki jest jej cel - mówi w rozmowie z Interią Roger Glover, basista grupy Deep Purple. Legenda hard rocka po raz pierwszy w swojej wieloletniej historii przygotowała płytę z kompozycjami stworzonymi i nagranymi wcześniej przez innych artystów. Co znalazło się na albumie "Turning to Crime"?

15 miesięcy po premierze poprzedniego albumu "Whoosh!" zespół Deep Purple wypuścił kolejną płytę. Na "Turning to Crime" legenda hard rocka sięgnęła po utwory innych wykonawców, takich jak m.in. Bob Dylan, Fleetwood Mac, Cream i Yardbirds. Za selekcję nagrań odpowiadają wszyscy muzycy zespołu.

Producent i przyjaciel zespołu, Bob Ezrin, z którym Deep Purple pracowali przy trzech ostatnich płytach, po raz kolejny spełniał ważną rolę w pracach nad nowym albumem.

Z powodu koronawirusa trasa promująca album "Whoosh!" z sierpnia 2020 r. została przełożona ostatecznie na 2022 r. W jej ramach 12 października 2022 r. Deep Purple wystąpi w Atlas Arenie w Łodzi.

Reklama

Obecnie Deep Purple tworzą: Ian Gillan (wokal), Steve Morse (gitara), Roger Glover (bas), Ian Paice (perkusja) i Don Airey (klawisze).

Deep Purple i płyta "Turning to Crime" (w nawiasie oryginalny wykonawca):

1. "Volume 1"
2. "7 And 7 Is" (Love)
3. "Rockin' Pneumonia And The Boogie Woogie Flu" (Huey "Piano" Smith)
4. "Oh Well" (Fleetwood Mac)
5. "Jenny Take A Ride!" (Mitch Ryder & The Detroit Wheels)
6. "Watching The River Flow" (Bob Dylan)
7. "Let The Good Times Roll" (Ray Charles & Quincy Jones)
8. "Dixie Chicken" (Little Feat)
9. "Shapes Of Things" (The Yardbirds)
10. "The Battle Of New Orleans" (Lonnie Donegan/Johnny Horton)
11. "Lucifer" (Bob Seger System)
12. "White Room" (Cream)
13. "Caught In The Act (Medley)".

Adam Drygalski, Interia: Dwanaście nowych utworów a w zasadzie dwanaście nowych wersji utworów bo zdecydowaliście się nagrać płytę z coverami. Skąd ten pomysł?

Roger Glover (Deep Purple): - Wszystko ma swoją przyczynę w pandemii. Nasza muzyka rodzi się ze wspólnego jamowania a wtedy nie było po prostu ku temu żadnych możliwości. Więc doszliśmy do dość oczywistego wniosku, że skoro nie ma utworów to nie ma też albumu, ale... zaraz, zaraz! Utworów jest dookoła nas bardzo dużo, tylko nie my je wymyśliliśmy. Covery miały w tej sytuacji mnóstwo zalet, bo można było pracować nad nimi zdalnie. Najpierw więc opracowaliśmy dema, gdzie najwięcej do powiedzenia miała sekcja rytmiczna, a potem to już samo ruszyło. To było naprawdę bardzo twórcze przeżycie - widzieć jak utwory zmieniają się na naszych oczach i pracować nad nimi w zupełnie inny sposób niż w przeszłości.

Poruszyłeś temat, który chciałbym żebyś rozwinął. Jak nowoczesne technologie wpływają na waszą pracę? Nagrywaliście tę płytę dosłownie i w przenośni w różnych częściach świata.

- To z pewnością zupełnie inne doświadczenie. Jeśli jesteś z zespołem w studiu, czujesz jak prąd płynie po ścianach a adrenalina napędza wszystkich dookoła. Myślę, że dlatego ludzie lubią ze sobą grać. To jest po prostu wielka przyjemność. Muzyka ma przecież łączyć ludzi, taki jest jej cel. Gra w samotności daje coś zupełnie innego, bo zmusza do użycia wyobraźni. Bez niej jesteś bezbronny i nic nie wskórasz. Dużo trudniej też osiągnąć naturalne brzmienie, bo pracując oddzielnie każdy dąży do perfekcji i często efekt finalny wychodzi klinicznie czysty a w muzyce rockowej sprawdza się to średnio. Kiedy jesteś w studio, nie dążysz do technicznie idealnej gry, tylko łapiesz flow z resztą muzyków. Więc jeśli chodzi o te nowe technologię to cóż... na razie nie wynaleziono metody na przełożenie feelingu z prawdziwego jam session na pracę zdalną.

Dość szybko nowa płyta trafiła do fanów. "Woosh" powstał zaledwie półtora roku temu. To też efekt pandemii?

- Tak, gdy pandemia przerwała wszystko byliśmy na trasie. Gdyby nie ona, pewnie cały czas byśmy na niej byli. I zaczęlibyśmy pracę nad nowym albumem później, ale plany się zmieniły. Stąd też zwiększone tempo. Nie nam jednym COVID-19 pomieszał plany.

No dobrze, a jak wybraliście utwory, który znalazły się na "Turning to Crime"? To było demokratyczne głosowanie, czy może ktoś miał przeważający głos?

- Oczywiście mieliśmy telekonferencję! Każdy z nas wybrał dziesięć swoich propozycji, więc wyszła z tego całkiem spora lista. No i jak już zebraliśmy je wszystkie, po prostu nad nimi głosowaliśmy. Chcieliśmy też, żeby wyszła z tego spójna płyta. Postawiliśmy na utwory, które po prostu lubimy, których często słuchaliśmy. Mówiąc górnolotnie, na takie, które w jakimś stopniu zmieniły nasze życia. Więc z tego punktu widzenia ta płyta wiele dla nas znaczy.

A są na płycie utwory, których się nie spodziewałeś?

- Jasne, przecież każdemu z nas co innego gra w duszy. Na przykład "Lucifer", który zaproponował Steve Morse. Przyznam szczerze, że nie znałem zbyt dobrze tej kompozycji. Pamiętam, jak powiedział nam, że dawno temu zrobiła na nim ogromne wrażenie i tak! Miał rację. Ten utwór powalił mnie na kolana. To jest zresztą jedna z moich ulubionych piosenek na tej płycie.

Odwróćmy teraz rolę, bo przecież Deep Purple jest jednym z najchętniej coverowanych zespołów na świecie. Masz może swoje ulubione interpretacje waszych nagrań?

- O tak, jest tego trochę. Był nawet kiedyś taki projekt naszych fanów, którzy kolekcjonowali wszystkie wersje "Smoke on the Water", bo jak pewnie wiesz powstało ich więcej niż kilka. I oczywiście, że mam swoich faworytów. Dub Spencer & Trance Hill zrobili coś fantastycznego z tej piosenki. Uwielbiam ten cover! Ta wersja pcha ten numer do przodu. Ale były też jazzowe wersje, jak chociażby Caba Callowaya. Szybka, wręcz trochę slapstickowa. Tak sobie myślę, że trochę nieświadomie - bo oczywiście nie mieliśmy takich intencji ani nie jesteśmy bufonami - stworzyliśmy numer idealny do coverowania. Ma prostą strukturę i pozostawia olbrzymie pole do interpretacji.

Na koniec jeszcze jedna kwestia. Czy nadal czujesz dreszczyk emocji związany z wydaniem nowej płyty? Robi to jeszcze wrażenie na tak doświadczonym muzyku?

- Ten dreszcz jest zawsze. Zawsze tak mam, że kiedy skończymy już pracę i płyta jest gotowa i jest tylko nasza. I ten czas pozostający do oddania jej w ręce słuchaczom ma coś z magii. Nie chodzi mi zupełnie o to, że denerwuję się o to, czy fanom i krytyce płyta się spodoba. Szczerze? Przestało mnie to już dawno temu obchodzić. Jeśli będą zachwyceni to świetnie, jeśli nie - absolutnie nie mam z tym problemu. Gdybyśmy spełniali wszystkie życzenia, byli podatni na sugestie, daleko byśmy nie zajechali. Ale sam moment dzielenia się nową muzyką z innymi ludźmi jest po prostu jedyny w swoim rodzaju. I nie sposób się tym w jakikolwiek sposób znudzić. Może nie celebrujemy tego jak tak kiedyś, szampan nie leje się już po podłodze, ale cały czas powoduje u mnie gęsią skórkę. I wiesz co? Inaczej byśmy tego po prostu nie robili.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy