Reklama

Robert M: Nie chcę robić muzyki pod Tik Toka

Robert M w Polsce osiagnął sukces solowo oraz z kiloma projektami /Marcin Bruniecki /Reporter

Niegdyś tworzył Gang Albanii, projekt Rozbójnik Alibaba i Monopol, dziś realizuje się na zupełnie innym polu. Czy wróci jeszcze do muzyki? Jak doszło do jego współpracy z Shakirą? Jak wspomina prace przy... filmach pornograficznych? Rozmawiamy z Robertem M.

Marcin Misztalski, Interia.pl: Czym się obecnie zajmujesz?

Robert M.: - Obecnie najwięcej czasu poświęcam na duży projekt deweloperski - tworzymy dom handlowy w kamienicy w centrum Krakowa. Jest już praktycznie ukończony, nazywa się Willa Witosa. Nazwa wzięła się stąd, że w tym miejscu ukrywał się podczas wojny były trzykrotny premier Polski Wincenty Witos. Projekt chciałem zrealizować już dawno temu, ale zawsze brakowało mi czasu, bym mógł mu się poświęcić w stu procentach. Niewykluczone, że będę jeszcze działał na tym polu.

Reklama

W takim razie, jaką rolę w twoim życiu odgrywa teraz muzyka?

- Szukam natchnienia, coś tam robię w studiu. Tylko widzisz, nie chcę dawać ludziom byle czego. Zależy mi na tym, by zrobić coś ciekawego, świeżego, a nie po prostu kolejny album muzyczny, który niczego nie wniesie. Myślę o muzyce cały czas, ale niełatwo jest dziś wpaść na coś nowatorskiego, bo muzyka zalewa nas z każdej strony. Każdy teraz tworzy. Mam kilka rozgrzebanych projektów, ale nie wiem jeszcze dokładnie, w którym kierunku pójdę.

Był pomysł, by stworzyć wspólny projekt z Edytą Bartosiewicz.

- Tak, to prawda. Rozmawialiśmy o tym, ale nie doszliśmy do niczego konkretnego. Tak naprawdę mam bardzo dużo pomysłów i osób, z którymi chciałbym usiąść w jednym studiu. Byłem bliski rozpoczęcia współpracy z Krystyną Prońko, ale też czegoś tam zabrakło i ostatecznie nie wysłałem jej muzyki. Zapewne kiedyś coś razem zrobimy. Kocham jej twórczość.

Może po prostu w pewnym momencie muzyka cię zmęczyła?

- Zmęczyła, potrzebowałem od niej odetchnąć. Tworzyłem z naprawdę wieloma artystami. Brałem udział w wielu trasach koncertowych. Była tego wszystkiego masa. To w pewnym momencie brzydnie. Teraz chciałbym zrobić coś wartościowego, coś, z czego będę zadowolony. Nie chcę robić muzyki pod Tik Toka.

Ale chciałeś kiedyś stworzyć wideoklip, który będzie trwał 60 minut.

- Nadal chcę. Kiedyś już prawie to realizowaliśmy z ekipą 9 Liter. Tylko wyszło, jak zawsze - pojawiły się inne projekty, grałem dużo koncertów i temat ucichł. Na pewno do tego wrócę. To miał być teledysk w formie filmu... W ogóle kiedyś chciałbym zrobić też pełnometrażowy film. Mam na niego zaj***sty pomysł. To na pewno nie będzie produkcja związana z muzyką. W głowie mam naprawdę wiele opcji.

Miałeś kiedyś pomysł, by zostać producentem hiphopowym? Pytam, bo współpracowałeś z niejednym raperem.

- Lubię polski rap, ale ten starszy: WWO, Hemp Gru, Molestę, Peję. Dzisiejszy do mnie nie trafia. Ciężko, by trafiał do 40-letniego chłopa. (śmiech) Lubię ekipę Malika Montany, Szpaka... Jest wielu utalentowanych gości - King Bibic czy paru producentów. Gdyby dziś przyszedł do mnie gość, który jest totalnym no name'em, ale robiłby ciekawą muzykę, to podjąłbym się współpracy z nim. J***ć ksywki. Nigdy nie skupiałem się na jednym gatunku muzycznym. Podoba mi się każda muzyka. Kiedy kilka lat temu łączyłem różne gatunki muzyczne, to wcale nie było to takie proste. Wówczas polski hip hop wyglądał inaczej i nie wszystkie ruchy były akceptowane i dopuszczalne. Kiedyś ludzie w tym środowisku odbierali melodyczny podkład za discopolowy. Można więc powiedzieć, że dzisiaj wszystko jest discopolowe. (śmiech)

Niektórzy nazywali Monopol, który współtworzyłeś z Jędkerem, projektem discopolowym. Jędkerowi zresztą się za niego dostało.

- Pierwszy Monopol wyprodukowałem wspólnie z Czarnym z HiFi Bandy. To był fajny projekt. Do dzisiaj słucham tej płyty. Jędker nie został pociśnięty za pierwszy album Monopolu, tylko za to, w którym kierunku go pchnął. W pewnym momencie spotkałem się z nim i powiedziałem, że nie chcę już brać w tym udziału. Rozeszliśmy się w zgodzie. Fanów hip hopu też oczywiście roz***liło, że gość z WWO poszedł w disco. Ludzie nie mogli tego wytrzymać, ale wiesz, słuchacze mieli wówczas inną mentalność i zupełnie inaczej podchodzili do muzyki. Pewnych rzeczy nie można było robić, bo ktoś, ale w sumie nie wiadomo kto, tak powiedział. (śmiech) Monopol był uważany za takie przaśne granie. Przypuszczam, że gdyby Jędker wymyślił Monopol dziś, to nikt nie miałby z tym problemu. Ten projekt ukazał się za wcześnie, a już na pewno dla niego. To nie był czas na taką muzykę. Ludzie mieli strasznie zamknięte głowy, czego ja nigdy nie rozumiałem.

Dziś ludzie nie mają już zamkniętych głów na muzykę?

- Ci, którzy byli zamknięci na muzykę, nadal tacy są. To dzieciaki mają więcej luzu i sięgają po melodyczną muzykę. Nie szukają w niej przekazu, słowa nie są dla nich tak ważne. Mają w dupie zastanawianie się nad tym, czy ktoś jest zbuntowany i prawdziwy. Dzieciaki nie przywiązują się do artystów, bo teraz mają na słuchawkach jeden hit, a dwa dni później już inny. Obecnie - tak naprawdę - nie ma już takich pieniędzy w muzyce, jak jeszcze kilka lat temu. Jeśli dziś masz milion obserwujących na Tik Toku, to nic nie znaczy. To nie przekłada się w znaczący sposób na stan twojego konta. Kiedyś za sukcesem w mediach społecznościowych szły duże pieniądze, bo te liczby na Facebooku naprawdę przekładały się na popularność, sprzedaż płyt i trasy koncertowe. Dzisiaj? Już niekoniecznie. Są oczywiście wyjątki. Fejm w internecie nie idzie w parze z konkretnymi pieniędzmi.

A zdarzyło ci się kiedyś kalkulować przy robieniu muzyki?

- Nie. Ludzi może to zdziwi, ale odmówiłem w ch*j współprac i reklam, które by mnie wzbogaciły. Naprawdę. Odrzuciłem jakieś 90 procent propozycji, które do mnie docierały. Jakieś reklamy marketów czy banków itd. Zarobiłem na muzyce tyle, że nie muszę się tego podejmować. To nic nie wniesie do mojego życia. Nie chcę reklamować czegoś, tylko dlatego, że mi za to zapłacą. Nie robię muzyki, której nie czuję. Kocham komercyjną muzykę, nie mam z nią problemu, ale ona musi mi się podobać. Nie wejdę w byle projekt robiony dla hajsu.

Można powiedzieć, że Monopol to brat Gangu Albanii?

- To zupełnie inne projekty. Monopol był lajtowy. Gang Albanii to była ciężka wyje*ka i mocno... pop***lony projekt nastawiony na sukces. Wyzwoliliśmy naszym ordynarnym albumem tę całą patologię w internecie. Stworzyliśmy go w trzy dni i wyszło, co wyszło. Ludzie mieli w dupie jakieś napinki, chcieli się bawić. Gang Albanii poszedł szeroko, bardzo szeroko. Miało być ciężko roz***ne i tak też się stało. Można powiedzieć, że Gang zaczął się na facebook'owej tablicy u DJ-a Frodo. Pewnego dnia rozmawialiśmy o Donatanie i jego "Równonocy". Pamiętam, że do dyskusji włączył się nawet Ero z JWP. Ktoś napisał komentarz, że Donatan zmiażdżył Polskę swoją muzyką. Odpowiedziałem, że takie hity można stworzyć w trzy dni. Ktoś napisał: "No to zrób". Do dzisiaj mam tego screena.

Czułeś choć przez moment, że demoralizujecie nastolatków, którzy nie mieli do tekstów Borixona i Popka dystansu? Oni, jak to młodzi ludzie, brali wszystko na serio.

- Docierały do nas takie opinie. Wszystkie nagrania, które niosą za sobą wulgarność, można tak komentować. Nie mogę odpowiadać za to, czego słuchają ludzie. Czy np. ktoś ze sklepu monopolowego krzyczy codziennie, by ludzie pili wódkę? No nie. To nie nasza wina, że w TVN-ie pokazali dyskotekę szkolną, na której dzieciaki śpiewały "P***ę nad głową". To wina nauczycielek. Kontrowersyjnych sytuacji z Gangiem było mnóstwo. Koniec końców, Gang wspominam bardzo dobrze. Z Borixonem rozstałem się w zgodzie, z Popkiem w niezgodzie.

To była niezgoda na polu muzycznym?

- Nie, nie. Ch*j wie, z czego to wynikło.

Ponoć pierwotnie w Gangu Albanii miał być, nieżyjący już, Bezczel.

- To prawda. To był bardzo pomocny i porządny chłopak. Walczył ze swoimi demonami i niestety stało się to, co się stało. To ch***we, że ktoś odchodzi ze świata w tak młodym wieku. Mieliśmy ze sobą kontakt przed jego śmiercią. Do dzisiaj mam na dysku jego niepublikowane kawałki. Jakiś czas temu wypiłem sobie z trzy drinki i zadzwoniłem na jego numer... czułem taką potrzebę. Myślałem, że telefon będzie wyłączony. Dzwonię, a tam sygnał. Odkładam telefon, a na moim ekranie informacja, że oddzwania do mnie Bezczel. Odbieram telefon, a tam jego żona...

Zmieńmy delikatnie temat. To prawda, że byłeś o krok od współpracy z Shakirą?

- Zrobiłem w 2007 roku remiks jej kawałka z a cappelli, które wziąłem z płyt winylowych. Tak im się spodobał, że mieli go nawet dać na album. To były poj***ne czasy. Pamiętam, że brałem wokale z publishingu do klubowych numerów Roberta M, a polska scena klubowa mówiła, że kradnę wokale. (śmiech) Idioci nawet nie wiedzieli, jak to działa, bo byli tak zacofani. Na szczęście dziś dzieciaki, które mają 15 lat wiedzą, czym jest sampling, co to jest remiks. Wiesz, ile ja się naużerałem z ch***mi w internecie? Często pisali mi, że ukradłem piosenkę ze Stanów, rozumiesz? Musiałem to tłumaczyć, bo słuchacze tego nie kumali.

Mówili też, że brałeś produkcje od innych producentów i podpisywałeś jako swoje.

- Farmazonów wyssanych z palca było mnóstwo. Ludzie lubią opowiadać bajki. Jak, k***a, mógłbym wziąć czyjąś muzykę i ją podpisać jako Robert M? Przecież, gdyby tak było, to gość bierze mnie do sądu i rujnuje. To głupie gadki zazdrosnych producentów, którzy byli wk***eni moim sukcesem. Można powiedzieć, że zmieniłem komercyjny rynek DJ-ski w Polsce. Byłem chyba pierwszym znanym DJ-em w tym kraju na scenie mainstream. Wyprzedawałem imprezy na 10 tysięcy ludzi. To musiało ponieść za sobą hejterów i wku*w branży klubowej. Miałem to w dupie. Tylko, to było śmieszne, bo z jednej strony MTV w Holandii nominuje mnie do nagrody, a w naszym kraju mówią, że mi nie dadzą nagrody, bo jak DJ może ją dostać? Nominują mnie w MTV w USA, a w Polsce wszyscy są na nie. (śmiech) Pamiętam, że ówczesna dyrektorka MTV w Polsce powiedziała kiedyś do mnie coś w stylu: "Ale, jak to możliwe, że DJ może występować?". Z klipami też nie było łatwo. Nie było tak, jak teraz, że kręcisz telefonem i wdu***sz go za 15 minut w internet. Trzeba było robić taśmę matkę, dać ją do telewizji, czekać. Ten proces trwał. To była kompletnie inna bajka. Dziś młodzież robiąca muzykę ma łatwiej, dużo łatwiej.

Ale z drugiej strony - dziś jest większa konkurencja, bo muzykę robi mnóstwo ludzi.

- Uważam, że kiedyś konkurencja była większa.

Z kim ty konkurowałeś?

- Nie było Spotify'a, tylko radio. Siłą rzeczy trzeba było się więc mierzyć z zachodnimi hitami. Top 10 było Top 10. Musiałem zrobić takie nagranie, by ono do tego Top 10 się dostało. Dzisiaj się na to nie patrzy. Robisz hit i wchodzisz wszędzie. Ludziom się wydaję, że w branży muzycznej trzeba mieć znajomości i ktoś cię gdzieś popchnie. Od zawsze było tak, że trzeba robić dobrą muzykę, a takiej chcą słuchać ludzie. Nikomu nie udało się przepchnąć na siłę gniota. Wszyscy świadomi o tym wiedzą. Albo coś żre, albo nie. Ludzie żyją swoimi wyobrażeniami, które nie mają przełożenia na rzeczywistość.

Od zawsze byłeś pewny siebie?

- Zawsze chciałem udowadniać sobie, nie innym. Trzeba w siebie wierzyć i realizować swoje projekty. Nie wolno się poddawać, tylko zap***lać. Wielu się poddaje, bo coś im nie wyjdzie. Ważne jest też, by otaczać się dobrymi ludźmi.

Którzy np. zlecają pracę przy filmach porno. (śmiech)

- Zlecił mi to znajomy, który został potentatem w tej branży. Nigdy nie zapomnę tego projektu. (śmiech) Robiłem muzykę do niemieckiego pornosa, który leciał w Austrii i w Niemczech. To była prze***ana robota, nasiedziałem się trochę nad tymi chillout'owymi kawałkami. Kiedy już skończyłem, to gość zadzwonił, że trzeba wszystko zmienić i robimy bardziej energiczną muzykę. Jak na tamten czas zarobiłem na tym spoko kasę. Pierwsze rzeczy dla niego produkowałem za darmo.

Jakie masz podejście do pieniędzy?

- Nie są dla mnie wyznacznikiem człowieczeństwa. Mam przyjaciół, którzy nie mają nic, ale i takich, którzy są milionerami. Uważam, że jeśli ktoś wchodzi do studia i produkuje dla pieniędzy, to nigdy ich nie zarobi. Co innego, jeśli wchodzi się z myślą o sukcesie. Wtedy pieniądze są wypadkową działania. Przy Gangu nie myśleliśmy o pieniądzach, tylko o tym, by roz***lić. Nikt nie jest w stanie wyprodukować muzyki, która przyniesie ogromne pieniądze. To mit. Gdyby artyści i ludzie w wytwórniach wiedzieli, jak robić hity, to robiliby je cały czas. Mielibyśmy pełno miliarderów-muzyków. Zobacz, ile jest w Polsce osób, które twierdzą, że znają się na muzyce. A teraz zobacz, ilu z nich jest wśród 100 najbogatszych Polaków. Nikt nie jest w stanie przewidzieć sukcesu finansowego w muzyce. Nie było i nigdy nie będzie takiego człowieka. Biznes muzyczny to hazard.

Czułeś, że ludzie chcą cię w tym biznesie oszukać na hajs?

- Dobrze wspominam wszystkie wytwórnie, dla których pracowałem. Lubię się dzielić swoim zarobkiem. Nie mam problemu, z tym że wytwórnia zarabia, każdy musi zarobić. Znam artystów, którzy wydali jedną płytę i twierdzą, że wszyscy ich okradli. To słabe i niewdzięczne. Są też tacy, którzy stają się gwiazdami i nagle zapominają, kto podawał im pomocną dłoń. To nie jest tak, że producent sam tworzy przebój. Ktoś go musi wpuścić do studia, zrobić okładkę, nakręcić klip, załatwić koncerty, ogarnąć dystrybucję, załatwić promocję, wydać płyty. Pracuje przy tym masa ludzi. Nie warto być ch***m. Przez całe swoje życie nigdy nie kłóciłem się z wytwórnią o pieniądze. Zapytaj każdego w tej branży, że dzieliłem się z ludźmi pół na pół.

W tej branży trzeba mieć dużo szczęścia?

- Nie, ale trzeba mieć dobre kawałki, bo ludzie zawsze będą chcieli sprawdzać taką muzykę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL