Reklama

Red Box: "Ludzie zapomną cię po dwóch minutach"

Powstali w 1983 roku, jako zespół grający muzykę synth pop. Już po roku zdobyli popularność takimi przebojami, jak: "Chenko" i "Saskatchewan". Później na długo zniknęli ze sceny. Co słychać u zespołu Red Box?

Simon Toulson-Clarke lider i założyciel zespołu Red Box

Nazwa zespołu pochodzi od czerwonego pudełka, w którym pocztą dostarczono mikrofon. Debiutancki album "The Circle & the Square" wydali w 1986 roku. Właśnie na pierwszej płycie zespołu pojawiły się takie przeboje, jak: "For America" (sprawdź!) i "Lean on Me (ah-li-ayo)" (posłuchaj!). Kolejny longplay - "Motive" - powstał cztery lata później.

Reklama

Niedługo po wydaniu "Motive" zespół zawiesił działalność.

Po 20 latach lider i założyciel Red Box, Simon Toulson-Clarke postanowił reaktywować zespół. W 2010 grupa wydała trzeci album - "Plenty".

W pierwszej połowie 2019 roku Red Box zaprezentowali kolejną płytę "Chase the Setting Sun".

Obecnie w skład zespołu wchodzą: Simon Toulson-Clarke (śpiew, gitary), Del "Delvis" Adams (perkusja, gitary, klawisz, śpiew), Dave "The Dave" Jenkins (bas, śpiew), Sally-Jo Seery (śpiew, gitara), Jane Milligan (klawisze), Ali Ferguson (gitara), a na gitarze i instrumentach perkusyjnych gra Polak, Michał Kirmuć.

O historii, planach i związku z Polską opowiada wokalista Simon Toulson-Clarke.

Oliwia Kopcik, Interia: Nadal trzymacie mikrofony w czerwonym pudełku?

Simon Toulson-Clarke (Red Box): - Czerwone pudełko, którego wcześniejszym właścicielem był Slade, leży pod stołem mikserskim w naszym studiu w Londynie i cały czas trzymamy w nim mikrofony. Jest z nami od 1980 roku, od czasów studenckich. To już prawie 40 lat!

W 2011 roku graliście w Polsce, jak wspominacie ten koncert?

- Nasz pierwszy koncert w Warszawie... to było ciepłe, przyjacielskie i emocjonalne wydarzenie.

Przyjęliście do siebie polskiego gitarzystę. Jak się pracuje na odległość?

- Michał często odwiedza nas w Londynie, regularnie rozmawiamy też przez Skype. Działa dobrze, chociaż chcielibyśmy, żeby mieszkał w Londynie!

W ogóle to, jak do was trafił, to fascynująca historia. Na początku był fanem..?

- Kiedyś przeprowadził ze mną wywiad dla "Teraz Rocka". Myślę, że lubił nasz zespół wcześniej, ale wtedy staliśmy się przyjaciółmi. Towarzyszył nam też na kilku koncertach.

Pewnej nocy zaczęliśmy rozmawiać o tym, żeby któryś z nas w jednej piosence grał na tamburynie, ale to oznaczało, że nie mógłby w tym samym czasie grać na gitarze. Michał siedzący w rogu, powiedział: "Mogę grać dla was na tamburynie w tej piosence".

Z czasem zaczął grać też w kilku utworach na instrumentach perkusyjnych. W końcu, kiedy potrzebowaliśmy dodatkowej gitary, powiedział: "Mogę grać też na elektryku!". Więc kiedy nagrywaliśmy nasz nowy album, zaprosiliśmy Michała na sesję do Londynu. Obecnie jest bardzo cenionym, stałym członkiem Red Box. Cieszymy się, że go znamy.

Macie polskiego gitarzystę, wasze utwory gościły wysoko na listach Polskiego Radia, najnowsza płyta jest jednym z najlepiej sprzedających się winylów w Polsce. Coś jeszcze łączy was z naszym krajem? Sting na przykład powiedział ostatnio, że lubi polską wódkę... 

- Moi przodkowie mieszkali w Warszawie i w Poznaniu. Mój pradziadek wyemigrował z Warszawy do North Yorkshire w Anglii, w latach 70. XIX wieku. To rodzina od strony mojej mamy. Poza tym zawsze czujemy się w Polsce jak w domu, kochamy Polaków.

Płyta z 1986 stała się wielkim sukcesem, a w 1990 roku już się rozpadliście, co się stało? Czy to faktycznie, tak jak mówiliście, brak promocji drugiej płyty?

- W tym czasie mieliśmy słabe i w zasadzie ciągle pogarszające się relacje z Warner Records. Trudno było im nas skategoryzować, nie byli pewni, jak nazwać nasz styl muzyczny. Chcieli, żebyśmy brzmieli bardziej, jak zespoły z lat 80., a my zawsze chcieliśmy brzmieć jak Red Box. Myślę, że byliśmy jedną z ostatnich grup popowych, które miały 100% kontroli nad swoim brzmieniem. Nie podobało im się, że zrobiliśmy piosenkę "For America". Uważali, że to obraza i brak szacunku dla dużej amerykańskiej wytwórni.

Dlaczego zdecydowaliście się wrócić na scenę po 20 latach?

- Po prostu napisałem i nagrałem nowe piosenki. No i brzmiały jak Red Box.

Nie baliście się, że po dwóch dekadach ludzie już nie będą was pamiętać?

- Ludzie zapomną cię po dwóch minutach, nie po dwóch dekadach.

Po przerwie wróciliście z albumem "Plenty", gdzie rytmy electro-pop zastąpiły bardziej naturalne brzmienia. Skąd ta zmiana? Może to dostosowanie się do tego, czego obecnie chcą słuchać ludzie?

- Po prostu tworzymy dźwięki, które nam się podobają i mamy nadzieję, że kilka osób się z nami zgodzi. Grałem ostatnio dużo na gitarze akustycznej i tak pojawiło się "Plenty".

Który styl jest wam bliższy? Dawny electro-pop czy jednak obecne ballady?

- Nasz styl ewoluuje z każdym albumem, erą, z każdą serią piosenek. Jesteśmy elastyczni. Lubimy próbować nowych rzeczy w studiu, a ta ekscytacja pcha nas do przodu. Fajną rzeczą w Red Box jest to, że możemy próbować wszystkiego, w dowolnym kierunku. "Widok na 360 stopni"! Możemy iść w dowolnym kierunku, pod warunkiem, że jest nasz.

"Saskatchewan" pochodzi z repertuaru indiańskiej kompozytorki. W innych kompozycjach też słychać inspiracje takim klimatem. Skąd zainteresowanie tą tematyką?

- Przez całe życie interesowałem się historią i kulturą rdzennych mieszkańców Ameryki. To ważna część kultury, która popada w zapomnienie. Moim bohaterem z tamtych czasów jest Szalony Koń (wódz, który bronił plemię Siuksów Dakota przed wtargnięciem białego człowieka na Wielkie Równiny - przyp. red.). "Chenko" jest właśnie o nim.

W wolnych chwilach oddajesz się żeglarstwu, a co robią inni członkowie zespołu w przerwie od muzyki?

- Del Adams nie robi sobie przerw od muzyki. Kiedy nie gra, co zdarza się raczej rzadko, przez całe dnie słucha muzyki. Dave Jenkins uwielbia wszelkiego rodzaju wydarzenia, na których może posłuchać innych kapel. Poza tym lubi podróżować. Sally-Jo Seery większość czasu spędza ze swoim dwuletnim synem. Jane Milligan spaceruje ze swoim przesłodkim, małym psem i często jeździ pod namiot na festiwale. Ali Ferguson jest bardzo zaangażowanym ojcem dla swojej dwójki małych dzieci. Kiedy nie koncertuje z Red Boxem, występuje solo z gitarą w Edynburgu. A Michał ciężko pracuje w swoim studiu w Warszawie. Poza tym nie ma zbyt dużo wolnego czasu, bo większość spędza na lataniu między Warszawą a Londynem!

Gdybyś wiedział, że słucha cię cały świat, co byś powiedział?

- "Następna piosenka nosi tytuł..."


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Red Box | wywiady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje