Reklama

Onar: Wpuścić trochę świeżego powietrza [WYWIAD]

Onar opowiedział o płycie "Achtung" /Wojtek Koziara /materiały promocyjne

Momentami trudno uwierzyć, że to rozmowa z gościem, który ma na swoim koncie taki dorobek, a nie z zaczynającym karierę debiutantem. Jest skromny, zajawka bije od niego z daleka i czuć, że robi taką muzykę, jaką się w danej chwili jara. Jak sam mówi, nie jest filarem, bez którego polski hip-hop by się przewrócił i cieszy się, kiedy młodsi raperzy chcą z nim nagrywać. Z Onarem o płycie "Achtung" oraz kooperacji z browarem rzemieślniczym Funky Fluid rozmawiał Ignacy Puśledzki.

Ignacy Puśledzki, Interia.pl: Co się lepiej sprzedaje: nowa płyta rapera weterana czy piwo rapera weterana?

Onar: - To zależy, czy mówimy o ilościach jednostkowych, czy o pieniądzach, które z tego są. Myślę, że jedno działa na drugie. Sama sprzedaż nośników fizycznych nie jest dzisiaj jakaś imponująca, a tendencja będzie raczej spadkowa. Piwo jest rzeczą namacalną - jak chcesz je wypić, to musisz je kupić, a nie wykupić abonament na picie różnego piwa, więc jest to rozwiązanie, które działa. Myślę, że sama akcja też została dobrze poprowadzona - to był fajny pomysł, który się sprawdził, co widzimy po odbiorze i po zainteresowaniu naszym trunkiem. 

Reklama

Jak wcześniej podkreślaliśmy w różnych komunikatach i wywiadach, nie jest to jakaś od czapy skrojona historia, żeby tylko promować płytę. Piwa kraftowe to moja zajawka, rzecz którą się interesuje od wielu lat, w zasadzie od pierwszych nowofalowych piw, które się pojawiły w Polsce i od pierwszych browarów. Poznawałem ludzi, chodziłem na festiwale i dlatego też myślę, że to się spotkało z taką fajną, naturalną reakcją. Nikt tu nikogo nie chciał oszukiwać.

Pozwól, że do piwa jeszcze wrócimy, bo obawiam się, że więcej osób skupiło się właśnie na nim, a nie na muzyce. W otwierającym płytę kawałku nawijasz, że koledzy chwalą twoje nowe rzeczy, że przeżywasz drugą młodość i masz świeżość w głowie. Traktujesz "Achtung" jako nowe otwarcie w twojej karierze czy raczej jakieś podsumowanie dotychczasowej drogi?

- Myślę, że to pokazanie miejsca, w którym teraz jestem. Jestem i za stary, i za dużo mam za sobą, żeby teraz tworzyć jakiś nowy movement. Chociaż, jakby to nie brzmiało w tym wieku i z tym dorobkiem, mocno się podciągnąłem, co jest moim zdaniem dużą wartością i dużą zmianą. Raczej tendencją raperów, którzy są starsi i nagrali ileś albumów, jest to, że ciężko jest im dodać coś nowego do swojej twórczości i wpuścić do niej trochę świeżego powietrza. Mnie się, nieskromnie uważam, to udało i dużo osób to zauważa.

Ja bym powiedział, mam nadzieję, że się nie obrazisz, że to jest truskul w nowych ciuchach. Słychać twoją naturalność w nawijaniu na nowoczesnych podkładach, ale ten klasyczny sznyt ciągnie się za tobą.

- Nie umiałbym i nie chciałbym z tym całkiem zerwać. Myślę, że to tylko plus i nie ma się co obrażać na taką nomenklaturę, jakiej użyłeś. Jest to zaje***te, bo to tylko pokazuje moją naturalność. Nie robiłem tu żadnego skoku na kasę i taka opinia jak twoja, jest tylko potwierdzeniem tego, że mi się udało. Odświeżenie pewnych patentów i nawijanie pod inne tempo jest ok, ale pozostawienie swojego kręgosłupa, charakteru i stylu, jest ważne.

Świetnie się odnalazłeś na nowoczesnych bitach, ale też same bity są kozackie. Według jakiego klucza je dobierałeś?

- To są rzeczy, których słucham. Głównie z Europy. Stany sobie oczywiście sprawdzam, ale to europejska scena jest dla mnie motorem rzeczy, które są fajne i kreatywne. Wiadomo, że są podgatunki, które zjadają swój ogon, jak we wszystkim co się staje turbo popularne. Bardzo dużo słucham rzeczy z Anglii i Niemiec, trochę z Francji, digguję teraz szwedzkie czy irlandzkie rzeczy. Dla mnie Europa jest kopalnią takich rzeczy, które mi się podobają. Nie lubię stosować podejścia, że mówię producentom, że chcę bit jak w jakimś konkretnym numerze jeden do jednego. Zawsze się boję, że skopiujemy zamiast się zainspirować. Większość bitów na płytę wykonał Szwed SWD. Dużo z nim siedzieliśmy, słuchaliśmy, gadaliśmy co jest nie tak, co by zmienić, jakie tempa, jakie brzmienia i on w tym dużo grzebał. 

Była też przy tej płycie duża selekcja bitów, bo od samego Szweda przyszło z 80, może 100 podkładów, a finalnie zostało na albumie 7. Bardzo chciałem, żeby te bity były po prostu nośne. Posłuchałem sobie swoich wcześniejszych rzeczy - generalnie wszystkie bity są zaje***te, ale zauważyłem, że mam taką tendencję, że przez dobór podkładów wprowadzam pewną melancholię, która wcale nie jest potrzebna. Ja taki wcale nie jestem. Bywa, że ktoś słucha mnie, poznaje mnie przez muzykę, potem poznaje osobiście i mówi, że rysował sobie zupełnie inny obraz mnie, mojego charakteru i spojrzenia na pewne sprawy po przesłuchaniu moich kawałków. Także chodziło też o to, żeby trochę uciec od tego wygodnego, utartego już szlaku wolniejszych i spokojniejszych rzeczy.

Przesłuchałeś tyle bitów, a na podstawowej wersji płyty mamy tylko 10 kawałków. Ja bardzo się cieszę, że raperzy wreszcie zaczęli robić krótsze płyty, zamiast 70-minutowych przeciągniętych gigantów, których nikt potem nie słucha do końca.

- Wiesz, nie liczyłem minut robiąc te kawałki. Ile płyta ma dokładnie okazało się dopiero, kiedy ją skończyliśmy. Ale powtarzają się o tej płycie dwie opinie - że jest zaje***ta, i że jest krótka (śmiech). To jest dla mnie bardzo miłe. Narobiłem się już długich płyt i jako digger, który sprawdza albumy, playlisty i single, uważam, że konwencja kawałka: zwrotka-refren-zwrotka-refren-scratch-refren-wyjście, jest mocno zdewaluowana. Mnie się takie kawałki po prostu nie podobają. 

Od zawsze staram się robić to, co mi się podoba. Treść jest dla mnie ważna i tak jak mówiłeś, tutaj czuć ten oldschool, ale też chciałem szukać innej formy, frazowania. Skróciłem zwrotki, a jak wiadomo starzy raperzy raczej trzymają się szesnastu wersów. Wolę zrobić czwórkę inaczej i ósemkę inaczej, albo trzy czwórki i każdą z nich rapować inaczej. Poskracałem wszystko, bo uważam, że te formy są ciekawsze i fajniej się do nich wraca. Łatwiej się słucha takiego kawałka 10 razy, niż raz długiego, który ci nie zapada w pamięci. Dodatkowo zdaję sobie sprawę, że mój głos nie jest łatwy w odbiorze i trzeba to fajnie ugryźć, żeby ktoś chciał posłuchać mojego kawałka od A do Z, żebym go nie zajechał chrypą. Więc krótsza forma naprawdę jest wygodna i sytuacja jest "win-win".

Bardzo ciekawe jest to, co powiedziałeś o swoim głosie, jego odbiorze przez słuchaczy i w ogóle pochylenie się nad tym tematem. Mam wrażenie, że raperzy rzadko zwracają uwagę na takie sprawy.

- No wiesz, jeżeli są krótko na rynku to na pewno, a jeżeli odnoszą same sukcesy i są one coraz bardziej spektakularne, to pewnie jeszcze mniej jest zastanowienia nad tym, ale nie ma co generalizować. Ja dużo o tym myślę. Sprawdzam, co fajniej działa, co ja odbieram lepiej i co czuję. No a tak czuję, więc tak sobie zrobiłem. Nie wiem, może kiedyś będę chciał pisać zwrotki po 32 wersy bez refrenu, zobaczymy (śmiech). Myślę, że muzyka bardzo się zmieniła, nie możemy robić muzyki jak 10 lat temu, bo to już jest absolutny archaizm.

A jak dzwonisz czy piszesz do ludzi, żeby dograli się na płytę Onarowi z Płomienia 81, to ktokolwiek odmawia featuringu? (śmiech)

- Miło mi, jeśli młodsi koledzy mówią: "O Matko Boska, ale super, że do mnie dzwonisz", "o Jezu, ale ekstra" i tak dalej, ale nigdy nie startuję z pozycji jakiejś wyższości. Oczywiście zawsze staram się to sam załatwiać, nie przez chłopaków menedżerów, którzy mi pomagają różne rzeczy spiąć. Zapraszam ludzi, których przede wszystkim dobrze kojarzę, którymi się jaram i osobisty kontakt jest wskazany. Czy mi się odmawia? Poczekaj... Jedna osoba, pewien wokalista zajarał się kawałkiem, ale nie dał rady. Przepraszał mnie, obiecał, że zrobimy coś w późniejszym czasie. Zdarza się, że ktoś jest w fazie nagrywania swojej płyty. 

Wiesz, to już też inne czasy - ludzie myślą, kiedy mają wydać singel, ile mają wydać zwrotek gościnnych przed nim, niektórzy w ogóle znikają. Tak się zdarza. Ale nie było tak, żebym kogoś zaprosił i ktoś mi od razu odmówił, co jest bardzo miłe, no bo wiesz... Jakąś tam częścią polskiego hip-hopu jestem, ale absolutnie nie filarem, bez którego polski hip-hop by się wywrócił. To miłe, że chłopaki dali mi kredyt zaufania, bo złapałem dużo świeżego powietrza, a oni mówili: "Wow, nigdy bym się nie spodziewał, że zrobimy razem kawałek w takim stylu".

Nawijasz, że całą płytę piszesz w samochodzie.

- Tak, to jest taka moja przestrzeń. W studiu nie lubię pisać, w studiu lubię słuchać muzyki, bitów, inspiracji. Piszę w samotności, muszę mieć komfort i przestrzeń, gdzie mogę słuchać głośno muzyki i nikt mi nie przeszkadza, więc samochód jest fajnym środowiskiem, w którym mogę to zrobić. Mam bardzo dobre nagłośnienie, więc sobie siedzę i skrobię. 80-90% albumu tak napisałem. Staram się sobie jakieś pojedyncze słowa, linijki zapisywać wcześniej, jakąś myśl przewodnią i jak mam chwilę, to siadam w samochodzie, staram się skoncentrować i zrobić to najlepiej jak potrafię.

To jak jesteśmy przy tekstach... Z jednej strony czuć w nich zadowolenie z tego, na jakim poziomie dziś żyjesz, z drugiej, mam wrażenie, że bardzo często wracasz do tematu biedy, do starych gorszych czasów. Słowo "bieda" pojawia się chyba najczęściej na płycie...

- ...To dobrze, że nie "k***a" (śmiech). Kiedyś słuchałem swoich trzech kawałków jeden po drugim i pomyślałem sobie: "Jezus, ile ja przeklinam". Nie wiem, czy tak jest jak mówisz, ale chyba Ci przerwałem...

Chciałem po prostu zapytać, czy czujesz się jako raper i w ogóle jako człowiek spełniony?

- Nie, wiadomo, że nie. Mam dobre życie, jestem zadowolony. Ale wiesz, jeśli nie jesteś z bogatego domu i musisz od początku spłacać jakieś długi, zasypywać te dziury, które zrobiłeś jako dzieciak i próbować zarabiać... bo wiesz, na początku jako raperzy nie zarabialiśmy prawie nic, później jakoś idąc tą drogą zaczęły się pojawiać pieniądze... To trzeba było ten cały start sobie zbudować. Jak masz dzieciaki, to trzeba jeszcze ciężej nad tym pracować i nie samą muzyką się to udało zrobić. I jest spoko, ale spełniony to pewnie nigdy nie będę. Moja żona mówi, że jak mam jakąś małą porażkę, to rozwodzę się nad nią do granic możliwości i zawsze jest najgorzej na świecie, a sukcesy bądź bardzo spore sukcesy przechodzę na zasadzie: "A... dobra, udało się". Więc to chyba taka moja natura, ale też myślę, że w ogóle takich ludzi, którzy cisną do przodu. Do spełniania to jeszcze daleko.

Ale widzisz, mam opinie osób, które śledzą moją karierę i znamy się przyjacielsko, że słyszą, że zdecydowanie większą radość mi sprawia robienie tej muzyki i nawijanie tekstów. Że jest w tym zabawa muzyką.

Wspomniałeś o rozpamiętywaniu porażek, a skoro na płycie zachęcasz, by wypić "za błędy jak Rynkowski", to... przejdźmy zatem do piwa Achtung. Cieszę się, że zrobiłeś piwo z Funky Fluid, bo to jeden z moich ulubionych browarów rzemieślniczych. Jak wyglądała ta współpraca?

- Znamy się z chłopakami od dawna. Dawno żeśmy mówili, że fajnie by było zrobić coś wspólnie, bo nikt tego w zasadzie wcześniej nie robił, a oni by chcieli łączyć różne światy z piwem kraftowym. Szukaliśmy odpowiedniego momentu, żeby to wyszło naturalnie i wpadliśmy razem na pomysł, że może zrobić to przy okazji nowej płyty, bo będzie to nośne i dla płyty, i dla piwa. Zaczęliśmy nad tym pracować, no i udało nam się na szczęście zrobić piwo. 

Jestem zadowolony jako człowiek, jako osoba pijąca piwo i jako ich kumpel. Moje piwo, z logo i tytułem mojej płyty jest na półkach i tak jak powiedziałeś, zrobiłem je z ludźmi, którzy mają ogromny szacunek na rynku i ogromnie się na piwie znają. To dla mnie jest super, bo myślę, że mogłem iść z tym tematem także do innych browarów dzięki moim znajomościom w tej branży, ale mówiąc kolokwialnie zależało mi na tym, żeby to piwo było zaje***te.

Mówiłeś im w jakim stylu mają uwarzyć piwo czy oni sami coś zaproponowali?

- Jeśli chodzi o rodzaj piwa, to dużo rozmawialiśmy. Oczywiście oni mnie trochę ściągnęli na ziemie, bo ja na początku byłem w opcji "zróbmy jakieś najdziwniejsze piwo świata" (śmiech). Oni mnie przekonali, że mają dobrą pozycję na rynku, że zależy im na dobrych opiniach, że lepiej zrobić piwo pijalne, najlepsze IPA jakie jesteśmy w stanie. Ja wybrałem chmiel, pogadaliśmy, na jakie aromaty stawiamy, pojechałem do nich na warzenie. Widziałem, jak to wygląda, byłem tym bardzo zajarany i zainteresowany całym tym procesem produkcyjnym. Piwa wypiłem już hektolitry, sprawdzam premiery na bieżąco, znam raczej większość browarów w Polsce i szukam też za granicą, ale... no to była wielka rzecz i mam nadzieję, że się na tej jednej kooperacji nie skończy.

Miałem o to zapytać. Czyli rozumiem, że są plany na kolejne piwa?

- Jak najbardziej. Na razie nie mogę nic więcej powiedzieć, bo jesteśmy w trakcie rozmów, pomysłów, układania przyszłości, więc powiem Ci, że jutro będzie takie i takie piwo, o takiej i takiej nazwie. Na razie cieszymy się świeżo zakończoną akcją Funky Fluid x Achtung, bo odzew z rynku jest bardzo pozytywny.

No to jest bardzo dobre piwo, świetnie wyszło.

- Piwo wyszło świetnie, ale też pojawiło się na przykład dużo oznaczeń na Instagramie od osób, które niekoniecznie siedzą w kraftach a słuchają mojej muzyki i też sporo od piwoszy, którzy nie wiedzą, kim jest Onar, w ogóle nie słuchają polskiego hip-hopu. Więc super to się udało scrossować.

Jest taki wers na płycie: "Piłem najdroższego szampana, jak byłem najbiedniejszy". Jakie najdroższe piwo piłeś?

- Ooo... najdroższe piwo... Właśnie z moimi kolegami z Funky Fluid piliśmy jakieś RISy, beczkowane rzeczy ze Stanów. Nie wiem nawet, co to dokładnie było i skąd to mieli, ale mówili mi, że butelka kosztuje 300-400 złotych. Oczywiście ja te aromaty, o których rozmawialiśmy wyczuwałem, ale nie jestem aż takim świrem, żeby wchodzić w takie rzeczy. Wiem, że jest na to hype, wiem, że to są ekskluzywne rzeczy, ilość butelek jest limitowana i jak na wszystkich innych rzeczach, ceny rosną. Odłożenie jakiejś takiej butelki do piwniczki czy gdzieś, powoduje, że jej cena rośnie. Było super, ale ja nie jestem fanem takich mocnych piw. Oczywiście poszerzam swoje horyzonty, chcę znać jak najwięcej smaków, ale te RISy czy jakieś wymrażane rzeczy, które mają po 15-16 procent, są dla mnie bardziej jako ciekawostka, a nie picie.

Jeżeli od początku tej rozmowy łączymy piwo i rap, to mam dla Ciebie taką zabawę. Ja podam Ci ksywę rapera, a ty dopasujesz do niego styl piwa. Damy radę?

- Możemy spróbować, jak to wyjdzie (śmiech).

To zacznijmy od rapera, którego dobrze znasz: Pezet.

- Pezet to bezalkoholowa IPA (śmiech).

Czemu bezalkoholowa?

- Paweł nie pije. Ten brak alkoholu mi się z nim kojarzy od wielu, wielu lat, ale też nie chciałbym, żeby był bezalkoholowym pilsem, bo jest moim zaje***tym kumplem (śmiech).

Okej, lećmy dalej - Mata. Tylko proszę, nie mów mi, że hefeweizen, bo jest bananowcem (śmiech).

- Nie... To by był najgorszy skrót. Powiedziałbym, że jakiś Sour i to taki mega wykręcony, na przykład z rabarbarem i jakimiś lukrecjami. Takie piwo "do góry nogami", które by zwróciło uwagę i zrobiło duży szum na rynku.

Oskar z Pro8l3mu?

- Hmm... Jakiś dobry Stoucik? Nie za mocny, ale z charakterem i słodowym sznytem. Raczej coś takiego spokojnego, w angielskim stylu.

RAU?

- RAU, no to wiesz... Pils z CBD (śmiech). Tylko dobrej jakości (śmiech).

To ostatnim strzałem będzie Fisz.

- Fisz absolutnie klasyczny, zaje***ty Lager z fajną, delikatną goryczką. Klasyka, ale bardzo dobrze wyprodukowana.

No i pięknie, zdałeś test (śmiech). Słuchaj, rozmawiamy po raz pierwszy, więc muszę zadać parę pytań o Płomień 81. Powiedz mi, to było fajne doświadczenie posłuchać zupełnie nowych wersji "Powiedz na osiedlu"?

- Bardzo fajne, bo nie spodziewaliśmy się, jak ci raperzy to ugryzą. Wiesz, jakbyśmy zaprosili wszystkich tych, którzy rapowali kiedyś z nami - dzisiejszych 40-latków, no to byłoby w miarę oczywiste. A tu kurczę właśnie m.in. Rauek i reszta to były takie strzały... "Hmm, zobaczymy". To było fajne, bo wszyscy bardzo miło to potraktowali i bardzo naturalnie to wszystko poszło.

A gdybyś Ty mógł zaprezentować swoją wersję jakiegoś polskiego rapowego klasyka, co by to mogło być?

- Kurczę... "Wiedziałem, że tak będzie"? Na pewno coś z Molesty bym wybrał. To jest dla mnie kultowa płyta, to będzie dla mnie zawsze numer jeden, tam jest moim zdaniem najwięcej klasyków. Akurat ten numer mi wpadł do głowy, bo ten sampel, który Volt wygrzebał jest charakterystyczny, tak samo jak teledysk, który był kręcony u mnie na podwórku, za szkołą nr 313, na górce. Ja byłem wtedy dzieciakiem i znałem tych wszystkich chłopaków z widzenia, więc to jest dla mnie bardzo sentymentalna podróż.

Między "Historiami z sąsiedztwa" a "Szkołą 81" było 15 lat przerwy. Na Wasz następny wspólny album będziemy musieli czekać kolejne 15 lat? (śmiech)

- Nie, chyba nie (śmiech). Na pewno jeśli kolejna płyta by miała powstać, to nie za 15 lat, bo już będziemy chyba w innej czasoprzestrzeni wtedy. Jeśli będziemy robić taką płytę, ale od razu mówię, że nie wiem czy będziemy, to chciałbym, żeby to było wcześniej, póki wiemy, co się dzieje, a nie żebyśmy mieli zaniki pamięci (śmiech).

Która płyta jest lepsza: twój "Achtung" czy "Muzyka Współczesna" Pezeta?

- Paweł jest na pewno lepszym ode mnie raperem, ale to też nie jest tak, że każdy numer Pawła mi się podoba. Słuchałem tej płyty, jest fajna... No ja jestem ze swojej bardzo zadowolony, ale ciężko porównywać swoją rzecz z czyjąś, a jeszcze dobrego kumpla, to już w ogóle. Paweł jest absolutną ikoną tego świata, więc dla mnie to jest super rzecz, że mamy zespół, który po tylu latach się nie rozpadł i robimy sobie próby, normalnie sobie gadamy, umawiamy się na kawę i wszystko jest naturalne. To jest duża wartość, o wiele większa niż to, która płyta jest lepsza.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Onar

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje