Reklama

Olivia Addams: Biorę życie powoli, kawałek po kawałku

Olivia Addams - piosenkarka i autorka tekstów odwiedziła Polskę /Aleksiej Witwicki /Agencja FORUM

Olivia Addams to artystka młodego pokolenia, która nie boi się trudnych tematów. Autorka hitów "Dumb", "Are We There?" i "Fool Me Once" podczas niedawnej wizyty w Polsce znalazła moment na rozmowę z nami. 25-letnia Rumunka opowiedziała o tym, jak powstają jej piosenki, co myśli o sanah i o tęsknocie za pieskiem.

Andrzej Kozioł, Interia: Musisz się cieszyć, że wreszcie możesz koncertować i spotykać z fanami. Dotychczas nie miałaś zbyt wielu okazji.

Olivia Addams: - Mój Boże, tak! W końcu. Mój projekt rozpędził się bardzo w czasie pandemii i dopiero teraz mam szansę zaprezentować to wszystko na żywo. Jestem niesamowicie podekscytowana, że znów mogę występować. Powiem ci, że dopiero teraz rozumiem, dlaczego granie na żywo tak bardzo pociąga artystki i artystów. Ta energia i radość to najlepsze uczucia pod słońcem.

Reklama

Tik-Tok tych uczuć nie oddaje?

- Absolutnie nie, to zupełnie inne wrażenia. Granie na żywo i spotkania z fanami to naprawdę coś niezwykłego. Tik-Tok ma wiele zalet, ale tutaj spotkania na żywo wygrywają.

Zapewne fani będą mogli usłyszeć na żywo twój ostatni singel "Fool Me Once". To piosenka o dość trudnym rozstaniu. Jak dużo w niej prawdziwej historii?

- To totalnie prawdziwa historia. Nie moja, ale prawdziwa. Wiesz, na szczęście nie muszę przeżywać każdej dramy, żeby o niej pisać (śmiech). Często sięgam do opowieści znajomych, przyjaciół, czasem coś podsłucham, czy przeczytam. W tym przypadku miałam to szczęście, że ta historia została mi powierzona i mogłam ją swoimi słowami opowiedzieć.

Klip do niej jest genialny.

- Tak, uwielbiam go. Jest niesamowity.

Jak wszystkie twoje klipy.

- Dziękuję (śmiech). Mam świetną ekipę, z którą pracuję nad tymi teledyskami. To sami zawodowcy i fantastyczni, kreatywni ludzie. Kocham z nimi pracować. Zwłaszcza że jestem zdania, że dobrze zrobiony klip może naprawdę podbić znaczenie słów w piosence i sprawić, że odbierana będzie jeszcze mocniej.

Tym bardziej, że często w tekstach jesteś bardzo szczera i nie boisz się trudnych tematów. To całkiem odważne.

- Mimo że na co dzień jestem nieśmiała, to paradoksalnie nie mam problemu z otwarciem się przed światem, jeśli chodzi o swoje doświadczenia. Nie mam obawy przed oceną. Napędza mnie poczucie, że być może moja historia pomoże komuś zmierzyć się z jakimś demonem lub pozwoli spojrzeć szerzej na problem. Może dzięki mojej opowieści, ktoś poczuje się mniej samotny w swojej sytuacji, w swoich uczuciach. Być może poszuka pomocy.

Zwłaszcza, jak usłyszy to od swojej idolki, czy autorytetu.

- Wolę "starszą siostrę" (śmiech). Słowo autorytet nie budzi we mnie najlepszych skojarzeń.

Zgoda. Od starszej siostry.

- Sama zawsze ceniłam tę otwartość u innych artystek i artystów. Także, nie, nie boję się "obnażyć". Często obserwuję reakcję fanów na Tik-Toku, gdzie w komentarzach piszą o tym, jak bardzo dana sytuacja odzwierciedla ich aktualny stan. Jak bardzo czują się połączeni i jak doskonale się rozumiemy. To naprawdę niezwykłe.

Wygląda na to, że Tik-Tok to dla ciebie ważne narzędzie w kontaktach z fanami.

- O tak! I powiem ci więcej. Uważam, że na Tik-Toku ludzie o wiele częściej i chętniej otwierają się przed innymi. Czasem mam wrażenie, że dla niektórych to jedyna szansa, żeby być usłyszanym. I to nie muszą być wielkie sprawy. Czasem zwyczajne rozstanie z dziewczyną czy chłopakiem. Wydaje mi się, że Tik-Tok zdejmuje ciężar z niektórych tematów i sprawia, że łatwiej się o nich rozmawia.

Czyli masz świadomość, że jako artystka posiadasz moc, by zmienić świat? Taki był twój plan od początku?

- Nie do końca. Przez długi czas wierzyłam, że cierpię na "syndrom oszusta". Wiesz, to uczucie, kiedy wydaje ci się, że każdy twój sukces nie jest twój, a jest dziełem przypadku. Wątpiłam w siebie i właściwie nie wiedziałam, co chcę światu powiedzieć. Nie próbowałam na siłę. To przyszło naturalnie.

Tak powstało "Are We There?"?

- Dokładnie tak. Któregoś dnia obudziłam się, rozmyślając o bullyingu [znęcanie się - przyp. red] i przywołało to wspomnienia. Sama byłam ofiarą i dobrze pamiętałam, jak wówczas się czułam. Postanowiłam więc napisać o tym piosenkę. Jak się szybko okazało, wielu ludzi odnalazło siebie w tej historii. Wielu ludzi zaczęło się z nią utożsamiać. Także wyszło na to, że jednak mam coś do powiedzenia (śmiech).

Czyli "Are We There?" to bardzo osobista historia.

- Zdecydowanie. Doskonale znam temat bullyingu, dlatego zdecydowałam się tak dosadnie go opisać. Wracając do twojego wcześniejszego pytania o historię z "Fool Me Once" - nie umiem wysysać historii z palca. Wszystko, o czym piszę, to albo to, co sama przeżyłam, albo co usłyszałam od innych. "Are We There?" to opowieść bazująca na bardzo osobistych doświadczeniach.

Jakkolwiek smutnie były to doświadczenia, to podzielenie się nimi ze światem okazało się ważne nie tylko dla ciebie.

- Jasne. Dzięki mojej piosence temat był bardzo szeroko komentowany i wiem, że wiele osób poczuło się mniej samotnych w ich dramatach i poszło poszukać pomocy.

Niedawno na Tik-Toku zaśpiewałaś piosenkę z sanah.

- To było super. Śpiewałyśmy "Invisible Dress". Uwielbiam sanah. Nawet myślałam, żeby do niej napisać, zaprosić na kawę, ale chyba jednak za bardzo się wstydzę.

Napisz koniecznie. Najpierw kawa, potem studio. Ludzie oszaleją jak usłyszą was razem raz jeszcze.

- Okay, dobrze wiedzieć (śmiech). Rozważę to zatem, zwłaszcza, że mocno jej kibicuję. Jest super dziewczyną i gra super piosenki. Widziałam filmy z jej ostatnich koncertów. Żałowałam, że nie dałam rady przyjechać i zobaczyć jej na żywo, ale sama miałam sporo na głowie.

Bywasz pod presją?

- Jeśli pytasz o otoczenie, to zupełnie nie. Wszyscy wokół mnie są wyrozumiali i kochani. Mam to szczęście, że nikt mnie do niczego nie zmusza.

A jeśli spytam o Olivię?

- To zupełnie inna historia (śmiech). Jestem wobec siebie bardzo wymagająca. Czasem za bardzo, chociaż coraz częściej uczę się, żeby dawać na luz. Inaczej nie będę mieć przyjemności z tego, co robię. Poza tym chcę cieszyć się codziennością, chcę mieć frajdę i czerpać inspirację z małych rzeczy. Dziś na przykład cieszę się pogodą. Radość sprawiła mi poranna kawa. Cieszę się z tego wywiadu. To ważne, żeby być w zgodzie z czasem i ze sobą. Po co gnać i chcieć zrobić wszystko na raz, skoro jeszcze mnóstwo czasu przede mną. Biorę życie powoli, kawałek po kawałku. Jeśli wzięłabym teraz wszystko, to jego reszta przestałaby mnie cieszyć.

Pięknie powiedziane. Czyli masz czas na odpoczynek?

- Mam i chętnie z niego korzystam. Oglądam seriale, spaceruję z psem.

Z Oskarem?

- Skąd wiesz? (Śmiech). Tęsknię za moim Oskarem. Okropnie żałuję, że nie wyjechał ze mną. Nie chciałam, żeby się denerwował tymi wszystkimi hotelami, lotniskami i całym tym zamieszaniem. Tęsknię za nim tak bardzo, że obiecałam sobie, że następnym razem jedzie ze mną.

On też pewnie tęskni za tobą.

- Na pewno. Wiem, że jest mu bardzo smutno. Jak wyjeżdżałam, to słyszałam, że spędził cały dzień przy drzwiach, czekając na mnie. Biedaczek podobno nic nie jadł. Miałam ogromne wyrzuty sumienia, ale tak jak mówiłam, następnym razem biorę go ze sobą.

Oskar ma nawet swoje konto na Instagramie.

- (Śmiech) Tak, założyłam mu profil, ale to nie tak, że robię z niego gwiazdę. Po prostu w ten sposób łatwiej mi przechowywać wspomnienia z nim. Wrzucam tam zdjęcia, żeby mieć pamiątkę. Coś jak kronika.

Widziałem, że niedawno obchodził urodziny. Złóż mu, proszę najlepsze życzenia.

- Dzięki wielkie. Przekażę.

I powiedz, co dalej? Czego możemy się od ciebie spodziewać?

- Ostatnio coraz częściej myślę nad wydaniem albumu, ale to wymaga zupełnie innego podejścia. Na razie postaram się wydawać pojedyncze piosenki. Powiedzmy jedną na 3 tygodnie. Uważam, że takie single pozwalają fanom na trochę dłuższe obcowanie z piosenką. Pozwalają bardziej się skupić na jej treści.

Czyli na razie single. Album może kiedyś.

- Nowa piosenka może już za tydzień. Potem następna i kolejna. A album na pewno powstanie. Wiesz, dla mnie album to całość. Musi mieć początek, środek i koniec. Musi być kompletną historią sam w sobie. Na razie nie czuję, że mam tę historię. Cały czas szukam, stale eksperymentuję i daję sobie ten czas. Nie ma pośpiechu. Wszystko w swoim czasie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL