Reklama

"Olbrzymia chęć oporu"

- Na jakimś etapie coraz wyżej się pniesz. Taki jest cel każdego artysty, żeby artystycznie podnosić sobie poprzeczkę - przekonuje Adam Darski, lepiej znany jako Nergal. Lider pomorskiej grupy Behemoth w dniu premiery płyty "The Apostasy" (2 lipca 2007 roku), na kilkanaście dni przed występami na słynnym festiwalu Ozzfest, spotkał się z Anną Grzegożek.

Opowiedział jej o tym jak przebiegała sesja nagraniowa "The Apostasy", jak doszło do współpracy ze słynnym jazzowym pianistą Leszkiem Możdżerem, a także jaki ma stosunek do działalności Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, który przygotowuje "czarną listę" zespołów propagujących satanizm.

Reklama

Właśnie ukazała się nowa, już 8. studyjna płyta Behemoth "The Apostasy". Czy mógłbyś powiedzieć coś więcej o tym, jak przebiegały nagrania na ten album?

To była długa, cholernie żmudna sesja, co się wiąże z tym, że za każdym razem, gdy nagrywamy kolejną nową płytę stawiamy sobie bardzo wysoko poprzeczkę, a co za tym idzie staramy się wszystko zrobić jak najlepiej, pobić samych siebie.

Na "The Apostasy" samo studio, miks i kładzenie tzw. śladów to były prawie 4 miesiące. Ale z drugiej strony staram się indywidualnie traktować każdą płytę. My nie fabrykujemy albumów, zresztą nawet ukułem taką metaforę ciekawą, że Behemoth rodzi płyty po prostu. Nigdy nie miałem dziecka i pewnie nigdy nie będę miał, nie urodzę. Nawet do tego stopnia to jest analogiczny proces, że skończyło się to depresją po nagraniu płyty, która trwała dwa miesiące - to nie są łatwe sprawy.

Na jakimś etapie coraz wyżej się pniesz. Taki jest cel każdego artysty, żeby artystycznie podnosić sobie poprzeczkę. Jeżeli za tym idzie jakiś tam sukces tzw. komercyjny, no to trzeba sobie też radzić jeszcze psychicznie z tym, a to nie jest łatwe.

To nie była łatwa sesja. Lecz, jak powiedział Schopenhauer, wszystkie doskonałe rzeczy rodzą się długo i w bólach jakkolwiek. Jakkolwiek jest to banalne hasło, ale w tym przypadku jest to zdecydowanie na miejscu przytoczenie takich słów, ponieważ tak chcę myśleć. Bo nic, co jest błahe nie może mieć głębszej wartości - tak mi się przynajmniej wydaje.

Czy spotkałeś się z jakimiś krytycznymi uwagami, komentarzami dotyczącymi "The Apostasy"?

Oczywiście, zawsze tak jest, przy okazji każdej płyty. A że każda kolejna płyta ma większą siłę rażenia, mamy większą promocję itp. tych opinii jest więcej, wiec odsetek tych złych też jest większy. Pojawiają się takie, ale traktuję je zupełnie normalnie, zresztą szanuję je. Jeśli ktoś ma podstawy np. twierdzić, że coś mu się nie podoba i jest to w stanie uzasadnić, to myślę sobie super.

Wydaje mi się, że juz ciężko Behemoth krytykować np. nasz sound, bo wydaje mi się, że w tym gatunku to jest "top". Jest to wysoki poziom wykonawczy, wysoki poziom nagrania. Dlatego te sprawy nie podlegają jakimś większym dyskusjom, wydaje mi się, że na dzisiejszym etapie to jest wszystko na zasadzie takiej, że komuś albo się coś podoba albo nie i uważam, że to jest normalne i zdrowe.

Tak samo jak ja mam swoje ulubione zespoły i nie każda kolejna płyta tych zespołów jest wyjątkowa i świetna, bo są płyty słabsze i gorsze, lecz póki co feedback, który mamy na tą płytę jest bardziej zadowalający.

Zasięg tej płyty jest większy niż "Demigod" sprzed 3 lat. Czuję jakieś poruszenie i to jest super. Każdy artysta chce cos udowodnić, chce poczuć feedback konkretny i to jest normalne.

Dowiedz się więcej na temat: Adam Nergal Darski | teksty | komunizm | studia | muzyka | satanizm | rzeczy | Behemoth

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje