Reklama

LP przed koncertami w Polsce: Samotność w muzyce [WYWIAD]

LP powraca do Polski na trzy koncerty /AP Photo/Berenice Bautista /East News

W przypadku LP po raz kolejny potwierdziło się, że im gorzej dookoła, tym dla artysty lepiej. Szósta solowa płyta w dorobku Laury Pergolizzi jest zdecydowanie najbardziej dojrzała ze wszystkich. "Churches" powstawała w środku pandemii i długo czekała aż ujrzy światło dzienne. Amerykańska wokalistka pamiętana z wielkiego przeboju "Lost On You" ma u nas wielu fanów, którzy z niecierpliwością czekają na koncerty przełożone z lutego. Kiedy i gdzie będzie można zobaczyć LP na scenie?

LP, czyli Laura Pergolizzi, to autorka tekstów dla największych gwiazd na świecie - m.in. Rihanny, Rity Ory, Cher i Christiny Aguilery. Wielką sławę m.in. w Polsce (platynowa płyta) przyniósł jej album "Lost On You" z 2016 roku. Listy przebojów podbijał natomiast utwór tytułowy z płyty, który w wersji koncertowej ma ponad miliard odtworzeń (posłuchaj!), a oficjalny teledysk zanotował kolejne ponad 470 milionów odsłon.

Dotychczasowy dorobek Amerykanki włosko-irlandzkiego pochodzenia zamyka studyjny album "Churches" z grudnia 2021 r.

Reklama

Zapowiedzią szóstego studyjnego materiału były single "The One That You Love" (sprawdź!), "How Low Can You Go" (posłuchaj!), "One Last Time", "Goodbye" i "Angels". Jeszcze przed premierą płyty poznaliśmy kolejną piosenkę "Conversation". 

Sprawdź tekst piosenki "Conversation" w serwisie Tekściory.pl!

"Conversation" został wyprodukowany przez Nate Campany (Tove Lo, K.Flay, Christina Aguillera) i Kyle'a Shearera (Becky G, Tove Lo, Carly Rae Jepsen), znanych jako Valley Girl.

Produkcją albumu "Churches" zajął się Mike Del Rio (Kylie Minogue, X Ambassadors, Skylar Grey). Oprócz utworów wyprodukowanych przez Del Rio i Campany, na "Churches" znajdują się także numery produkcji takich artystów jak: Isabella Machine Summers (Florence + The Machine); Lars Stolfer (Health, Local Natives, Cold War Kids); dwukrotny zdobywca nagrody Grammy Dan Wilson (Adele, Pink, Leon Bridges, James Bay) i Dan Nigro (Olivia Rodrigo, Carly Rae Jepsen, Sky Ferreira). Masterem zajęła się wielokrotna zwyciężczyni Grammy Emily Lazar (HAIM, Maggie Rogers, The Killers, Vampire Weekend, Coldplay).

LP o płycie "Churches"

Adam Drygalski, Interia: Często piszesz o rozstaniach. Tak jest i tym razem. Myślę, czy nie ma w tym już jakiegoś fetyszu? Że rozstawanie się z kimś jest po prostu inspirujące i wychodzą z tego dobre utwory. Takie jak chociażby "The One That You Loved".

LP: - Chyba w ten sposób przeciwstawiam się trudnościom. Rzeczywiście, mam talent do trudnych związków, a potem znajduje to odzwierciedlenie w muzyce. Co do utworu, o którym wspomniałeś, to jest z nim tak, że wciąż bardzo kocham jego główną bohaterkę i przy okazji tej relacji po raz kolejny powróciło pytanie: "Co ja do cholery znów schrzaniłam"?

Czy pandemia mocno wywróciła twoje życie? Jak to jest z relacjami międzyludzkimi w twoim przypadku?

- Poddałam się fali, nic innego nie mogłam zrobić. Zapewne z każdego czasu i z każdej relacji można wyciągnąć coś wartościowego na przyszłość, ale od zawsze starałam się żyć po swojemu, traktując ludzi tak, jakbym chciała, żeby oni mnie traktowali. Tego nauczył mnie tata. Natomiast to był i w dalszym ciągu jest czas, który pozwala skupić się na sobie. Spojrzeć na wszystko z dystansem.

Co było najgorsze w czasie twardego lockdownu? Brak możliwości koncertowania?

- Najtrudniejsze chyba było patrzenie na Amerykę. Na to jak mój kraj cały czas nie może sobie poradzić ze sprawami, które już dawno powinny być za nami. Wciąż borykamy się z dużym rozwarstwieniem społecznym, z nierównościami rasowymi. Pandemia zwolniła nasze życia, więc wszystko stało się lepiej widoczne. To jak z jazdą samochodem, ale w roli pasażera, gdy nie musisz skupiać się na prowadzeniu, ale masz czas na przyglądanie się temu, co jest za oknem. Pod tym względem to był bardzo dobry okres na przemyślenie kilku kwestii.

Życie pokazało, jak jesteśmy od siebie na tej planecie zależni. Trochę jak z tą asteroidą lecącą w stronę Ziemi w "Don't Look Up" [nominowany do Oscara "Nie patrz w górę", hit Netfliksa z udziałem m.in. Leonardo DiCaprio, Jennifer Lawrence, Meryl Streep i Cate Blanchett]. Wszyscy znaleźliśmy się w takim samym położeniu i mieliśmy ten sam problem. To było dość ciekawe doświadczenie.

"Nie patrz w górę" - wszystko w serwisie Film Interia!

Poza tym nie wiem, czy brak możliwości koncertowania to dla ludzkości aż tak wielki cios? To coś co robisz ekstra. Da się bez tego żyć. Myślę, że świat ma teraz sto razy większe problemy, na czele ze wszystkimi niekorzystnymi zmianami klimatycznymi. A dzięki pandemii odkryłam w sobie jeszcze jedną cechę charakteru, o której nie miałam pojęcia. To zdolność do adaptowania się do sytuacji. Na przykład przez całe życie nie potrafiłam czekać. Zawsze chciałam, aby coś działo się natychmiast. A teraz zostałam postawiona przed faktem dokonanym. Powiedziałam sobie: "OK, w sumie co mi szkodzi. Poczekam".

Pomijając koncerty, fani muzyki dostali mnóstwo nowej, bardzo dobrej jakościowo muzyki. Artyści pozamykali się w domach i mieli wreszcie czas tworzyć.

- O tak! Sama się na tym łapię, że ta płyta jest chyba najbardziej poukładana ze wszystkich. Miałam rzeczywiście dużo czasu. Na tym albumie znalazły się utwory, które - nazwijmy to w normalnych warunkach nigdy by nie powstały, bo ich proces powstawania był bardzo długi. Teraz mogłam sobie pozwolić na pracę bez patrzenia w kalendarz.

Czy to najbardziej osobista płyta twojego autorstwa? Może trochę przez wzgląd na pandemię o której już mówiliśmy, a trochę przez samotność, która z niej bije niemal na każdym kroku?

- Chyba tak. W życiu często jesteśmy samotni. Nie chcę wchodzić w truizmy, że rodzimy się i umieramy samotnie, ale że się tak wyrażę - czas między jednym a drugim też często spędzamy sami. Dla mnie samotność oznacza też pracę nad samą sobą, nad swoją duchowością. Dla mnie moja relacja ze stwórcą jest wyjątkowa i najważniejsza. I tworzę ją bez udziału innych ludzi.

Jednak działając w show-biznesie i odnosząc w nim sukcesy raczej ciężko o samotność.

- Ze mną jest zupełnie inaczej. To że jesteś w trasie i spotykasz tysiące ludzi na swojej drodze wcale nie oznacza, że samotność cię nie dotyczy. Trasa koncertowa to nie tylko dwie godziny na scenie, ale też długa podróż i pusty hotelowy pokój. Dni, które spędzam w domu mogę wtedy policzyć na palcach. Więc, chcesz czy nie, samotność wcale nie kłóci się z graniem długich tourów.

Ja z kolei dzięki pandemii odkryłem, że nie cierpię koncertów online!

- Mam tak samo! Wiesz, nie jestem Rihanną, czy jakąś inną wielką gwiazdą i staram się w życiu nie wybrzydzać, ale kiedy dostawałam takie propozycję coś się we mnie gotowało. "Zaśpiewasz kilka utworów i będzie po sprawie". No, nie do końca. Miałam zresztą ten problem z utworem "The One That You Love", o którym wspomniałeś na początku rozmowy. Nie byłam jeszcze przygotowana, żeby zagrać go akustycznie  a poza tym to nie jest numer do śpiewania w klinicznych warunkach. Potrzebuję do niego publiczności, żeby dostać dodatkowego kopa. A tutaj, gdy ta piosenka się rozwija, jestem tylko ja i Zoom, czy jakiś inny komunikator. Szczerze tego nienawidziłam.

"Churches" to jest twój szósty album. Jak łatwo policzyć masz ich już więcej niż Nirvana a tyle samo co The Doors. Czy to czyni cię już doświadczoną kompozytorką? Grubą rybką w show-biznesie?

- Kurcze, mam nadzieję, że nie. Zawsze chciałabym mieć w sobie tę dzikość debiutanta. Twardo stąpam po ziemi. Wierzę, że najlepsze jeszcze jest przede mną. Staram się być zawsze lepsza i tekstowo i muzycznie. Szybciej i celniej dochodzić do puenty. Ale wiesz, nie mam pojęcia, czy to jest możliwe? Czy za kilka lat będę zadowolona ze swojego rozwoju. Zresztą, nikt tego nie wie.

LP i trzy koncerty w Polsce - nowe terminy koncertów:

13.09 - Wrocław, A2
14.09 - Warszawa, Torwar
16.09 - Gdańsk, Stary Maneż.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL