Kamil Pivot: Pik przygody

Kamil Pivot w trakcie swojego koncertu na tegorocznego Open'er Festivalu /Ewelina Wójcik /Show The Show

Nie było go na scenie hiphopowej przez osiem lat. Jedni powiedzieliby, że zrobił sobie przerwę w karierze, sam Kamil Pivot pewnie określiłby to jako nieco wydłużony urlop tacierzyński. Gdy już jednak wrócił, zaskoczył szczerą i pełną luzu płytą "Tato Hemingway", a w ostatnich miesiącach jego działalność zaczęła wyglądać coraz bardziej intrygująco, m.in. dzięki trafieniu do tegorocznych Młodych Wilków. O reaktywacji kariery oraz planach na przyszłość raper opowiedział w rozmowie z Interią.

Reklama

28 grudnia 2009 roku ukazuje się "Materiał Producencki" Quiza. Na płycie udzielają się niezwykle utalentowani przedstawiciele hiphopowego podziemia - Ras, W.E.N.A., VNM, Karwan i Likeike1. Swoją szansę na pokazanie się otrzymuje również Pivot w numerze "Yyy Eee" i jak się okazuje zostaje doceniony przez sporą część fanów.

Jednak młody artysta tak jak szybko błysnął w jednym z kawałków, tak wkrótce niemal całkowicie zniknął ze sceny. Kamil Pivot (a tak naprawdę Kamil Sosnowski) w rozmowie z Interią tłumaczył, dlaczego nie wykorzystał szansy, którą dał mu gościnny udział na płycie Quiza.

Reklama

- Myślę, że to nie mogło dojść do skutku z kilku powodów. Po pierwsze - nie byłem chyba wystarczająco pewny siebie i za bardzo przejmowałem się opiniami innych ludzi. Po tym numerze (u Quiza - przyp. red.) głosy rozkładały się pół na pół - jedni pisali, że jest super, inni, że to straszne g*wno. Po drugie - siedziałem mocno w muzyce elektronicznej - mam audycję radiową, jako jeden z pierwszych grałem w Polsce dubstep. Jako promotor takiej muzyki, chciałem ją promować przez swoje nagrywki. Właśnie dlatego, niedługo po premierze "Yyy Eee", założyliśmy zespół Skwar - polską odpowiedź na Pendulum. Zrobiliśmy nawet drum'n'bassowy remiks "Yyy Eee" i graliśmy w Palladium. Projekt ostatecznie nie wypalił, bo ciężko było zgrać grafiki naszej szóstki - opowiadał Pivot.

- Potem urodził mi się syn i trochę straciłem motywację. W tamtym czasie obraziłem się też na hip hop, męczyły mnie samplowane bity i sam nie do końca wiedziałem, o czym chciałbym nawijać. Nie kręciło mnie robienie rapu o rapie, braggadocio i tym podobne. Następnie spróbowałem sił w stworzonym z kolegą Simbą projekcie Masyw, nagraliśmy kawałek "Kanał", ale on też nie zażarł tak, jakbyśmy sobie życzyli - mówił szczerze Pivot.

W końcu w życiu artystycznym rapera nastąpił przełom. Wszystko za sprawą płyty "Tato Hemingway". Jak sam przyznał problem leżał w głowie - musiał się bowiem zmienić się jego stosunek do własnej muzyki.

- Dopiero przy "Tacie" zrozumiałem, że nie muszę być najlepszy i mogę nagrać płytę z kulejącym flow, bez podwójnych rymów i mogę nieco spuścić z tonu - dodawał.

Oficjalna data premiery debiutanckiej płyty rapera to grudzień 2017 roku. Pivot był odpowiedzialny nie tylko za muzyczną stronę projektu, ale w całości zajął się jego wydaniem i dystrybucją. Wiedzy, którą w tym czasie nabył jako raper-wydawca, nie zamierzał chować do kieszeni. Dokładne wyliczenia, swój wkład oraz zyski opublikował na swojej stronie internetowej. Jego zapiski możecie odnaleźć TUTAJ.

- Z jednej strony chciałem pokazać, że nie robię tej płyty, aby zarobić, bo na tej liczbie egzemplarzy nie da się tego zrobić. Po drugie, kiedy zaczynałem zastanawiać się nad wydaniem płyty, szukałem informacji o kosztach i niczego takiego nie znalazłem. Potraktowałem więc wypuszczenie mojego materiału jako tutorial dla innych. Inspiracją był też Michał Szafrański, autor bloga "Jak oszczędzać pieniądze". Wydał on książkę "Finansowy ninja", gdzie dokładnie opisał, jak zarabiać siano. Podobną rzecz postanowiłem zrobić z moją płytą - tłumaczył.

Po premierze "Tato Hemingwaya" o Pivocie zrobiło się głośniej. Wszyscy przypomnieli sobie jego współpracę z Quizem, a jego debiut był chwalony przez środowisko za wniesiony na rap-scenę świeży powiew i naturalność.

Kolejnym punktem w karierze okazało się zaproszenie do akcji Młode Wilki Popkillera, gdzie promowani są najciekawsi twórcy hiphopowi w Polsce.

- Głównodowodzący Młodych Wilków - Mateusz Natali - zapytał mnie, czy pozytywny odbiór płyty sprawi, że będę chciał coś jeszcze nagrywać. Następnie padła oficjalna propozycja. Uargumentował mi, dlaczego widzi mnie w roli Wilka, mimo że wydawał się to dziwny wybór. Uznałem, że głupio byłoby mi nie skorzystać z szansy, a tłumaczyć będzie sam Mateusz - przyznał.

Pivot oczywiście miał świadomość, w co się pakuje oraz tego, jak jego wybór może zostać odebrany. Oto 33-letni raper, który niedawno wydał płytę, pojawi się w otoczeniu dużo młodszych raperów. To rodziło wątpliwości i u samego zainteresowanego.

- Nie wiedziałem, jak to wypadnie. Miałem świadomość, że wszystkim spotkam i będziemy działać przez trzy dni, ale nie miałem pojęcia czy bariera wieku między nami nie będzie trudna do przekroczenia (między Pivotem, rocznik 1985, a najmłodszym w stawce tegorocznych Wilków, Zeamsonem jest 15 lat różnicy - przyp. red.)  Ostatecznie świetnie się bawiliśmy - zapewniał raper.

Pivot zdaje sobie sprawy ze swoich ograniczeń, jednak okres, w którym zamartwiałby się swoimi umiejętnościami, zostawił dawno w tyle.

- Wiadomo, że muzycznie chłopaki są wiele lat przede mną i robią rzeczy, do których ja dojrzeję pewnie za 15 lat - mówił.

- W życiu nagrałem około 20 - 30 kawałków, więc moje flow nie miało kiedy się wyrobić. Nowsze bity mają to do siebie, że trzeba mieć większą świadomość swojego głosu. Ja tego nie mam i trochę głupio mi się na nie porywać. Może przyjdzie czas, kiedy wyrobię warsztat i będę się czuł pewnie, ale to na pewno nie teraz - tłumaczył Pivot.

Zarówno na płycie "Tato Hemingway", jak i przy okazji Młodych Wilków, raper skorzystał z bitów Urba. - To są takie podkłady, na których mam najmniej okazji, aby się powywracać - puentował.

Z innym bitem autorstwa GeezyBeatz Pivot musiał poradzić sobie na cypherze promującym całą akcję (obok niego pojawili się Zeamsone i White 2115) i nie do końca był zadowolony ze swojej zwrotki. Jednak tym razem nie przejmował się negatywnymi komentarzami.

- To, co zrobiłem na cypherze nie do końca przypadło mi do gustu, ale to zrozumiałe, bo musiałem się odnaleźć na bicie, którego do końca nie czułem. A to był i tak bit, który pasował mi najbardziej spośród 15 innych - opowiadał.

Mimo cypherowego niedosytu, pojawienie się Kamila w zestawieniu Młodych Wilków zostało przyjęte pozytywnie. Raper zachęcony dobrym przyjęciem nie ma zamiaru poprzestawać na jednej płycie, chociaż zdaje sobie sprawy, że do zawojowania list przebojów jeszcze długa droga.

- Na razie traktuję to wszystko jako pik przygody. Jeśli chodzi o karierę będę próbował nagrywać i zobaczymy, jak to pójdzie dalej i czy ktoś będzie mnie chciał słuchać, gdy nie nawijam o żonie i dzieciach. Ten temat już wyczerpałem, więc wkrótce okaże się, czy projekt taty-rapera to tylko jeden strzał, czy wyciągnę z tego coś więcej - tłumaczył Pivot.

Kamil nie ukrywa, że ma głowę pełną pomysłów. - Jestem fanem konceptów albumów i koncept EP-ek. Mam już kilka historii w głowie, które będzie można zamknąć w mniejszym formacie lub na płycie. Wszystko zależy od tego, ile uda mi się nagrać. Czas zweryfikuje moje plany i szybko okaże się, co jest warte, aby to nagrać - zakończył.

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Pivot | Młode wilki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje