Justyna Steczkowska: Zemsta i krew (wywiad)

Justyna Steczkowska nagrała płytę z muzykami z Serbii /materiały promocyjne

Po dobrze przyjętej solowej płycie "Anima" i tajemniczym ambientowym projekcie Maria Magdalena, Justyna Steczkowska postanowiła poromansować... z Bałkanami. Nam opowiedziała nie tylko o nowym albumie, ale też o rozstaniu z "The Voice of Poland", podróżach na emeryturze i karmieniu internetowego potwora.

Reklama

Teledysk do pierwszego singla z płyty, którą Justyna Steczkowska nagrała z serbskim trębaczem, Bobanem Markovićem, był porównywany do świetnie wszystkim znanego "Prawy do lewego" Kayah i Bregovića. Sama wokalistka nie przejmuje się tymi zarzutami - wciela się w rolę cygańskiej femme fatale i planuje trasę koncertową z cygańską orkiestrą.

Jadwiga Marchwica, Interia.pl: Jak się pani czuje w roli "cygańskiej femme fatale"?

Reklama

Justyna Steczkowska: - Fantastycznie! [śmiech]

To w sumie widać na zdjęciach... [śmiech] Zastanawia mnie jednak jak to możliwe, żeby wciągu roku tak bardzo się zmienić - od rozświetlonej "Animy", przez tajemniczą Marię Magdalenę po bałkańską pannę młodą... Te przemiany odzwierciedlają tempo Pani życia?

- To raczej odzwierciedlenie mojej muzycznej pasji i nieustannej chęci rozwoju i zmian. Nie ma nic gorszego dla artysty, niż marazm i powielanie samego siebie.

Artysty-muzyka czy artysty-twórcy, osobowości? Bo muzyka w wypadku tego bałkańskiego projektu to jedno, a pani wygląd, energia taneczna, wejście w rolę - to druga sprawa! Czy takie stworzenie osobowości ma wpływ na muzykę, którą pani nagrywa, na styl śpiewu, na zachowanie na scenie?

- Oczywiście! To nie jest muzyka mojej duszy, tak jak "Anima" czy Maria Magdalena. To moja rola do odegrania, której nie mogę się doczekać, krok w inną stronę, poznawania siebie, nowa lekcja...

"I na co mi to było..." nie będzie pierwszą etno-płytą w pani dorobku.

- Nagrałam kiedyś przepiękną płytę etno "Alkimja", z piosenkami hebrajskimi. Do tej pory moje płyty zawierały głownie moje własne kompozycje - tak naprawdę prawie dziewięćdziesiąt procent piosenek było mojego autorstwa. Do niektórych z nich napisałam też teksty. Z "Alkimją" było zupełnie inaczej. To nie była moja muzyka - zaproponowano mi nagranie tych kompozycji i wydanie płyty. Musiałam się zastanowić. Najpierw przesłuchałam utwory, które miały wejść do albumu jeszcze w starych wersjach i z miejsca się w nich zakochałam. A potem, kiedy Roman Kołakowski dopisał do nich teksty, a Mateusz Pospieszalski z Voo Voo stworzył nowe aranżacje, po prostu padłam na kolana! Wtedy nabrałam całkowitego przekonania, że to jest to, co absolutnie chcę zrobić. Już wtedy wiedziałam, że to będzie ważny krok dla mnie, jako człowieka i artysty. Na takiej samej zasadzie potraktowałam projekt cygański. To kolejna zmiana i możliwość rozwoju.

Ale też zupełnie inna energia. "Alkimja" była bardzo romantyczna, w przypadku muzyki cygańskiej aranżacje chyba nie wprowadzają takiego dramatyzmu?

- To zależy, które utwory. Trzy z nich są mocno dramatyczne i w warstwie harmonii i słowa. Towarzyszy im wielka orkiestra a podczas koncertu, a raczej spektaklu muzycznego, dramatyzm będzie podkreślony dodatkowymi elementami.

To może zacznijmy od początku... Dlaczego Boban Marković... W ogóle - dlaczego Bałkany?

- Do tego muzycznego projektu namówił mnie dziennikarz muzyczny, Grzegorz Brzozowicz, dobry duch całego przedsięwzięcia. Grzegorz świetnie zna tamtejszą muzykę, kocha ją i rozumie. Dwa lata mnie do tego namawiał! Podobał mi się ten pomysł, ale nie miałam na to po prostu czasu. Nagrywałam "Animę", byłam w zupełnie innym świecie. Poza tym, jurorowałam w programie "The Voice of Poland" i dopiero co urodziłam małą dziewczynkę. W końcu jednak znalazłam czas, żeby usiąść i świadomie wysłuchać zaproponowanego materiału. Pojechałam też do Serbii poznać tych ludzi, poczuć ten klimat. I stało się! Ta muzyka ma taką energię, że niemożliwością jest nie wpaść w taneczny szał! Po bardzo melancholijnej i wzruszającej "Animie", opowiadającej o człowieku w kontekście wszechświata, potrzebowałam wyrazistej zmiany. Koloru, ruchu i tańca!

Sprawdź tekst utworu "Kto wciska mi kit" w serwisie Tekściory.pl!

Kiedy będziemy mogli zobaczyć panią w cygańskim tanecznym szale?

- Już niedługo i nie mogę doczekać się tego pierwszego koncertu! Odbędzie się już 8 listopada w Krakowie. Na scenie wystąpi ze mną prawie 20 osób - cygańska orkiestra! Oraz tancerze i mój zespół. Do tego scenografia - wielki stół, przy którym odbywa się całe cygańskie wesele. Bo cały koncert, to takie szalone wesele. Ale będą też piękne wzruszające ballady, wypełnione łzami zdradzonej kobiety. Będzie zemsta i krew! Naprawdę warto zobaczyć to na żywo - wierzę, że publiczność zachwyci to barwne muzyczne show. W tym roku zagramy jeszcze w Poznaniu, Szczecinie [tu już bilety zostały wyprzedane - przyp. red.] i Toruniu.

Justyna Steczkowska zaprasza na cygańskie wesele (źródło: TVP):

Widzę, że bardzo panią ten projekt cieszy... Jest w muzyce bałkańskiej coś, czego brakuje elektronicznej, albo popowej?

- To są kompletnie dwa różne muzyczne światy. Nie sposób tego w żaden sposób porównać.

Tym bardziej ciekawi mnie, jak pani się odnajduje raz w jednym raz w drugim. Jest pani muzycznym kameleonem, który potrafi dostosować się do stylu pracy innych muzyków? Czy to raczej oni działają pod pani przywództwem?

- I jedno i drugie. Trzymam cały koncert w ryzach, ale mam wielki szacunek do wszystkich z którymi pracuje i którzy wkładają serce w  swoją pracę. Kocham takie zmiany i wyzwania, bo to pobudza kreatywność. Poza tym zmusza do nauki i odważnych kroków, przekraczających swoje własne granice. Powoli dojrzewam do tego, żeby zrobić wielki teatralny spektakl z muzyką... I tu muszę już zamilknąć [śmiech]. Póki co, po cygańskim szaleństwie, mamy już przygotowany wielki spektakl multimedialny z moją muzyką. Pierwsze spotkania produkcyjne wyglądają obiecująco. Scenografia obłędna, pomysł reżyserski świetny, pozostają próby i czekanie na początek 2017 roku.

To nie pierwszy tego typu projekt na polskiej scenie muzycznej. Właściwie zaraz po prezentacji "Kto mi wciska kit", a zwłaszcza po premierze teledysku, słuchacze zaczęli porównywać wasz projekt do muzyki Kayah i Bregovića...

- To są zupełnie inne piosenki, napisane dla mnie i nagrane przez serbskich Cyganów. Ale przyznaję - energia muzyki niewątpliwie jest równie mocna!

Sprawdź tekst utworu "Biel całuje biel" w serwisie Tekściory.pl!

Odejdźmy na chwilę od najnowszej płyty. W zeszłym roku była pani jurorką i trenerką w programie "The Voice of Poland". Czy doświadczenia współpracy z różnorodnymi wokalistami były jakąś inspiracją przy tworzeniu, komponowaniu, koncertowaniu?

- Spotkania z młodymi ludźmi są zawsze inspirujące! Z Michałem Sobierajskim, który był w mojej drużynie i któremu bardzo kibicowałam, do dziś co jakiś czas koncertuję.

Nie chciała pani i w tym roku zaangażować się w ten program?

- Fajnie wspominam "The Voice", ale w tym roku po prostu nie starczyło mi czasu. Nowa płyta, trasa koncertowa z wielkim zespołem i tancerzami, próby... To wszystko pochłania ogrom czasu. Chcę, żeby publiczność miała prawdziwą frajdę z oglądania tego muzycznego spektaklu i bardzo poważnie się do tego przygotowuję razem z agencją koncertową Royal Concert, która jest współtwórcą całego przedsięwzięcia. 

Na ten sceniczny efekt składa się wiele czynników, nie tylko muzycznych. A pani jest osobą niezwykle wszechstronną - śpiew, muzyka, fotografia... Czy decyduje pani sama o swoim scenicznym wyglądzie, o efekcie wizualnym teledysków, koncertów?

- W większości wypadków tak, ale nie poradziłabym sobie bez moich ludzi, którzy świetnie znają się na swojej pracy! Jarka Szado, który jest od lat moim stylistą, Ewy Gil - makijażystki, która towarzyszy mi przy wszystkich ważnych przedsięwzięciach i Marcina Urbańskiego - mojego osobistego fryzjera. To moja wszechstronna ekipa, gotowa na najtrudniejsze nawet wyzwania wizerunkowe!

Trzeba mieć chyba charakter dobrego szefa, żeby to wszystko ogarnąć!

- Chyba tak - ja jestem szefową wymagającą i to bardzo! [śmiech] Ale kocham swoich ludzi!

Justyna szefowa... A prywatnie - co jest dla pani najważniejsze?

- Rodzina, jej szczęście, harmonia i miłość.

Jest pani osobą medialną, widuje się pani zdjęcia na portalach plotkarskich, w kolorowych gazetach... Zdarza się, że boi się pani w takich sytuacjach właśnie o rodzinę? O jej spokój, poszanowanie prywatności?

- Zdarza się oczywiście, ale to temat rzeka i szkoda go nawet zaczynać. Dopóki prawo nie zrobi porządku z internetem, który w swoim w założeniu miał być wielkim medium służącym ludziom do dzielenia się wiedzą, będziemy karmili potwora, który zamiast wymiany myśli będzie siał coraz większą nienawiść.

Niedawno odwiedziła pani Szanghaj, wcześniej Bałkany. Czy podczas takich podróży ma pani czas na poznawanie kultur, ludzi, stylu życia?

- Nie tak dużo jakbym chciała, niestety. W Serbii kręciłam teledysk, w Chinach koncertowałam i miałam zaledwie kilka dni na zwiedzanie. To nie wiele, jak na Chiny... [śmiech]

A ma pani jakieś podróżnicze marzenie?

- Chciałabym zabrać plecak z aparatem, kilka książek, map i wyruszyć do Tybetu, raz jeszcze do Indii i kilku ważnych dla mnie miejsc. Ale nie czas na to... zostawiam to na emeryturę. [śmiech]

Kibicuje pani też polskim sportowcom. Ma pani swoich ulubieńców?

- Trzymam kciuki za całą naszą piłkarską drużynę! Oglądałam nasz ostatni mecz, a to mi się raczej nie zdarza! [śmiech] I jestem z nich mega dumna!!! Robert Lewandowski to prawdziwy skarb, podobnie, jak jego żona, Ania. Oboje piękni, utalentowani, pracowici. Idealni do reprezentowania naszego kraju.

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Steczkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje