Reklama

"Z miłości do muzyki i fanów"


Powroty zespołów na scenę po wielu latach nieobecności wiążą się między innymi z podejrzeniami o to, że reaktywacja ma przede wszystkim wymiar komercyjny, a sama muzyka znajduje się na dalszym planie. W przypadku grupy Skid Row stało się odwrotnie. Niemal wszyscy recenzenci, którzy mieli okazję posłuchać jej nowego albumu "Thickskin", wydanego pod koniec września 2003 roku, nie mają wątpliwości - zespół nagrał klasową płytę i udowodnił, iż dobra muzyka, bez względu na trendy, zawsze się obroni.

Reklama

Można wierzyć w szczerość intencji muzyków Skid Row, którzy zgodnym chórem mówią, iż wracają dlatego, że kochają muzykę. Ten zespół ma już na koncie sprzedaż milionów egzemplarzy płyt, debiut albumu na pierwszym miejscu listy "Billboardu" ("Slave To The Grind" w 1992 roku), koncerty na stadionach, wielkie przeboje i wszystko to, czego zazwyczaj doświadcza znany na całym świecie zespół rockowy.

Skid Row nie ominęły również złe momenty i dlatego zespół anno domini 2003 gra w innym składzie niż na albumach "Skid Row" (1989), "Slave To The Grind" i "Subhuman Race" (1995). Nie ma już w składzie charyzmatycznego wokalisty Sebastiana Bacha i nie ma perkusisty Roba Affuso. Są za to: Teksańczyk Johnny Solinger (śpiew) i Phil Varone (perkusja). W porównaniu z dawnymi czasami zmieniło się też to, że album "Thickskin" Skid Row sami nagrali i sami wyprodukowali. Sami zadbali też o oprawę graficzną. Nie zdecydowali się na umowę z wielką wytwórnią płytową, bo sukces nie jest już dla nich rzeczą najważniejszą. Teraz liczy się muzyka.

Dave "The Snake" Sabo, gitarzysta i współzałożyciel Skid Row, bardzo chętnie udziela wywiadów. Muzyk odpowiadał z równie wielką chęcią na pytania, które przygotował dla niego Lesław Dutkowski.


Snake, najpierw przeczytam ci dwie opinie. Pierwsza brzmi: "Ta płyta dowodzi, że naprawdę mamy do czynienia z jednym z legendarnych amerykańskich zespołów rockowych naszych czasów". To powiedział twój znajomy Nikki Sixx z Motley Crue. Zaś druga, autorstwa pewnego amerykańskiego dziennikarza radiowego, jest taka: "Nie mamy tu do czynienia z jednym z zespołów z lat 80., które starają się wyrwać trochę kasy, opierając się na dawnej sławie i proponujących jakiś nędzny materiał. To wspaniały zespół, który udowodnił, iż czeka go wspaniała przyszłość". Jak często ostatnio zdarza ci się czytać tak znakomite recenzje "Thickskin"?

Muszę powiedzieć, że naprawdę mamy wiele radości z tego, że ta płyta została tak dobrze przyjęta. Zarówno tu, w Ameryce, jak i za granicą. Nie daję się jednak zwariować przez ten atak dobrych opinii, bo i tak każdej nocy dobrze sypiam, ponieważ w głębi serca wiem, jak jestem dumny z tej płyty i jak ona jest dobra. Każdy z nas ma podobne wrażenia. Dodatkową nagrodą dla nas jest to, że dokonaliśmy tego sami. Faktem jest, że to, co zrobiliśmy, jest bardzo pozytywnie odbierane przez ludzi oraz że dzięki temu lepiej wygląda nasza przyszłość. Nie musimy opierać się tylko na tym, czego dokonaliśmy w przeszłości, chociaż rzecz jasna jesteśmy z tego bardzo dumni.

To dziedzictwo ma na nas wpływ tylko do pewnego stopnia, gdyż zdaliśmy sobie sprawę, że nasza przyszłość tworzy się teraz - nie 10 lat temu. Najważniejsza jest ta nowa płyta i zaistnienie w roku 2003. Ten album jest dowodem naszej wytrwałości i naszej niechęci do sprzedawania się za wszelką cenę.

Chciałbym się cofnąć do czasów przed nagraniem płyty "Subhuman Race". Dziś już każdy wie, że wtedy relacje wewnątrz zespołu były bardzo napięte. Czy nie byłoby lepiej, abyście zwinęli żagle przed wejściem do studia, zamiast nagrywać album w tak złej atmosferze? A może musieliście to zrobić z przyczyn kontraktowych, bądź jakichś innych?

Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby Skid Row istniał. Doszliśmy do wniosku, że najlepszym sposobem na to jest wejście do studia i nagranie możliwie najlepszej płyty, na jaką nas stać. I coś takiego właśnie zrobiliśmy, biorąc pod uwagę wszystkie negatywne okoliczności, które towarzyszyły jej nagraniu. Wydaje mi się, iż zrobiliśmy wówczas najlepszą płytę, na jaką było nas stać. Czy ona jest bardzo dobra, dobra, czy jeszcze inna, tego nie wiem. Wiem na pewno, że jest na niej kilka dobrych piosenek. Jednakże samo wspomnienie tych okoliczności, w których wtedy przyszło nam pracować, jest takie depresyjne, demoralizujące. To naprawdę cud, iż w ogóle tę płytę nagraliśmy. Płyta i trasa koncertowa dała mi pewność, iż nasze istnienie zbliża się do końca.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: reaktywacja | wymiar | przyszłość | trasa | szczęście | śmiech | muzyka | powroty | muzyka. | rzeczy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje