Reklama

"Niecywilizowani i wulgarni"

Choć Azarath tworzą dobrze znani na polskiej scenie muzycy, kojarzeni chociażby z Behemoth, Damnation czy Yattering, grupa z Tczewa nie ma ambicji pchania się na pierwsze strony metalowych magazynów. I trudno się temu dziwić. Podziemny etos przyjęty i kultywowany przez tych czterech deathmetalowców nie jest modą, a po prostu trwałą wartością, opartą na bezkompromisowości, tak w sferze muzyki, jak i samej idei. Okazją dla Bartosza Donarskiego do zadania kilku pytań gitarzyście Bartowi stało się wydanie trzeciego albumu "Diabolic Impious Evil", którego premiera w barwach Pagan Records miała miejsce w połowie września 2006 roku. Muzyk, znany też z Damnation, opowiedział nam nie tylko o nowym dokonaniu, ale również o coraz częściej pojawiających się w Polsce problemach z cenzurą i odwoływaniem koncertów.

Na "Diabolic Impious Evil" przyszło nam czekać dłużej niż na następcę "Demon Seed". Trzy lata to sporo czasu. I w sumie nie ma w tym nic aż tak dziwnego, gdyby nie fakt, że ta płyta brzmi naprawdę spontanicznie, niczym naturalna eksplozja siły. Takiego materiału chyba nie nagrywa się długo. Jak to postrzegacie z waszej perspektywy?

Reklama

Hell! Masz rację, ten materiał powstał naprawdę spontanicznie. Niby trzy lata to dużo czasu, ale z drugiej strony minęły bardzo szybko, szczególnie dla Inferna [perkusja - przyp. red.], który po wydaniu "Demigod" zagrał chyba ponad trzysta koncertów z Behemoth. Z tego też względu musieliśmy przestawić się na trochę inny styl pracy nad albumem.

Dopiero w tym roku udało nam się zrobić kilka normalnych prób na przełomie lutego i marca, a później na przełomie maja i czerwca. No a w czerwcu już wchodziliśmy do studia, tam też pojawiło się kilka ciekawych koncepcji aranży, pomysłów, więc spontaniczności na pewno nie zabrakło. Wszystko naprawdę potoczyło się w ekspresowym tempie. Praktycznie dwa ostatnie numery z płyty zrobiliśmy parę dni przed wejściem do studia ["Beast Inside" i "Goathorned's Revenge"].

Jeśli chodzi o same nagrania to oczywiście pomagała nam wódka i browary, szczególnie niezliczone ilości Perły. W "Hendriksie" spędziliśmy dziesięć dni, nagraliśmy bębny i gitary rytmiczne, a także sporo poimprezowaliśmy. W sierpniu weszliśmy na pięć dni do "Hertz", gdzie nagraliśmy wokale, bas i solówki, a także zrobiliśmy miks materiału.

W tzw. międzyczasie na rynku ukazał się również split-album dzielony ze Stillborn. Skąd wziął się pomysł na wydanie "Death Monsters"?

Sporo ludzi pisało do nas z pytaniami o "Promo 2000", więc zdecydowaliśmy, że można by to oficjalnie wydać. Zgodziliśmy się więc bez problemu na propozycję splitu ze Stillborn. CD zawiera "Promo 2004" Stillborn i nasz materiał "Promo z 2000", zawierający numery: "Earthly Morgue", "Doombringer", "Heavens Light Demise", "Nightskies Burial Ground", w trochę innych wersjach niż na debiucie.

Wracając do nowej płyty. Odnoszę wrażenie, że z materiału na materiał muzyka Azarath nabiera coraz wyraźniejszych kształtów. Skutecznie eliminujecie element, skądinąd lubianego, chaosu na rzeczy grania jeszcze bardziej bezpośredniego, dosadnego, prostszego, na nawet - na swój agresywny sposób - chwytliwego. Zgodzisz się?

Myślę, że element chaosu pozostał, natomiast na bank gramy bardziej bezpośrednio, a nawet, jak mówisz, prościej. Chociaż to też zależy, kto jak to odbiera. Spotkałem się już z opiniami, że materiał jest trudniejszy niż poprzednie albumy. Generalnie prostszy w odbiorze, a jednak do zagrania trudniejszy. Cóż, każdy odbiera płytę na swój sposób. My staraliśmy się przygotować same przeboje, w końcu mamy zamiar w przyszłym roku wygrać festiwal Eurowizji (śmiech).

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: bębny | studia | Behemoth | muzyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje