Reklama

"Końca świata nie ma..."

Bez dwóch zdań śląska formacja Alkatraz to najlepszy polski metalowy debiutant w 2001 roku. Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że konkurencja nie była uczciwa - za nową nazwą stoją bowiem starzy wyjadacze. Trzon Alkatraz stanowią Roman Kostrzewski (śpiew) i Krzysztof Oset (bas), byli muzycy legendarnej już grupy Kat oraz Valdi Moder, jeden z najbardziej obiecujących gitarzystów młodego pokolenia, znany dotychczas głównie z działalności solowej. Efekt ich wspólnej pracy to wydany własnym sumptem album "Error", nawiązujący do metalowej tradycji, ale jednocześnie elektryzujący nowoczesnym brzmieniem i świeżością aranżacji. Z Romanem Kostrzewskim i Valdim Moderem rozmawiał Jarosław Szubrycht.

Jak doszło do zawieszenia działalności przez Kat?

Reklama

Roman Kostrzewski: Decyzję taką wymusiły na nas okoliczności zewnętrzne. Pierwsza z nich to śmierć Jacka Regulskiego. Ten wspaniały człowiek, wówczas główny kompozytor Kata, odchodząc tak nagle spowodował w nas rodzaj bezruchu, wręcz paraliżu. Umarł w sposób rockandrollowy, w pełni życia. Siadł na motor, chwila nieuwagi i... zderzył się z ciężarówką. Trudno nam było się z tym pogodzić i do dziś myślę, jakby to było, gdyby Jacek żył. Wciąż mi go brakuje. Jednak po śmierci Jacka trzeba było zrobić w kapeli porządki. Druga sprawa to decyzja Piotra Luczyka, który postanowił odejść już wcześniej i niechętnie widział prowadzenie Kata przeze mnie. W zamian za prawa do nazwy zażądał kasy, o ile pamiętam 20 procent od ewentualnych zysków. Chociaż jestem nieczuły na liczby w przypadku czegoś tak idealnego, jak muzyka, nie poddałem się presji, co oznaczało zawieszenie działalności.

Minął rok i mam nowy zespół, płyta została wydana, a Piotr myśli o jakimś grzebaniu się w przeszłości, o próbach wskrzeszania Kata na bazie starej twórczości i ponownym nagrywaniu już raz nagranych płyt. To jest dla mnie nie do przyjęcia! Nie mogę uwierzyć, żeby muzyk tak wartościowy jak Piotrek nie miał w sobie na tyle siły i energii, by stworzyć nową płytę. Spotykam się z nim w miarę regularnie i cały czas twierdzę, że dobrze byłoby powrócić z Katem, ale tylko i wyłącznie z nowym tytułem. Na razie jednak żadnego numeru do mnie nie przyniósł.

W Alkatraz na basie gra Krzysiek Oset, ale już miejsca dla Irka Lotha, perkusisty Kata, zabrakło. Dlaczego?

Roman Kostrzewski: Irek to jest dziwny człowiek. Przy odrobinie chęci i zapału potrafił zagrać cudownie, ale kiedy trzeba było robić nowy materiał, ciężko było mu się za to zabrać. Zespół Kat miał w swojej historii wiele różnych dołków i część z nich spowodowana była brakiem rzetelności niektórych muzyków, zapominaniem o próbach itp. W związku z tym, że Piotrek Luczyk nie wykazywał chęci do kontynuowania działalności Kata, doszedłem do wniosku, że moja dalsza muzyczna działalność musi się opierać o zespół całkowicie zreformowany. Dla Irka oznaczało to albo poddanie się presji wytężonej pracy - bo taka była pierwsza propozycja z mojej strony - albo odejście. Moja propozycja dotyczyła nie tylko nowego sposobu pracy i nagrywania materiału, ale również nowego podziału finansowego, korzystnego dla wszystkich biorących czynny udział w działaniach zespołu. W zespole Kat podział nie był sprawiedliwy - nie wszyscy pracowali, ale wszyscy dostawali tę samą kapustę, co niektórych manierowało. Mówienie o pieniądzach jest obrzydliwością, ale prawda jest taka, że muzycy też potrzebują z czegoś żyć. Po prostu ktoś mi szyje ubrania, a ja mu gram... W każdym razie trudno było mi wtedy znaleźć wspólny język z Irkiem i dojść do porozumienia w sprawach typowo organizacyjnych. I choć dzisiaj i Irek, i Piotrek wyrażają chęć zagrania z Katem, ja tego po prostu nie widzę.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Śląsk | utwór | muzycy | muzyka | teksty | kata | Roman | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje