Reklama

Reklama

"Duża doza autoironii"

Kuba Sienkiewicz znany jest szerszej publiczności jako wokalista zespołu Elektryczne Gitary, który wylansował wiele przebojów, takich jak "Jestem z miasta", "Człowiek z liściem", "Kiler" czy "Dzieci". Od czasu do czasu artystę nachodzi jednak ochota, aby zaprezentować ludziom nieco inną twarz. Wówczas wydaje płytę sygnowaną własnym nazwiskiem. Dotychczas ukazało się pięć takich albumów, z których najnowszy, zatytułowany "Powrót brata", trafił do sklepów na początku czerwca 2003 r. Z tej okazji Krzysztof Czaja zapytał Kubę Sienkiewicza m.in. o to, co inspiruje go do pisania piosenek, co sądzi o rozpowszechnianiu przez Internet plików mp3 i czy na nowej płycie chciał przyłożyć rządzącym naszym krajem politykom.

Gdy słuchałem twojej nowej płyty "Powrót brata", na mojej zazwyczaj poważnej twarzy kilkakrotnie pojawił się szczery uśmiech. Czy to była właściwa reakcja?

Tak. Moim zamiarem było, aby płyta wywoływała pogodne skojarzenia, żeby jej słuchanie było zabawą. Muzyka rozrywkowa musi od czasu do czasu rozweselać. Nie jest to jednocześnie dokładnie taki rodzaj humoru, jaki występuje w kabarecie, jest tutaj tez polozony nacisk na eksperyment muzyczny.

Jesteś autorem jednych z najbardziej inteligentnych tekstów w Polsce. Jak wygląda u ciebie proces pisania tekstów?

Reklama

Musi pojawić się jakiś bodziec. Najprostsza sprawa jest wówczas, gdy jest to utwór pisany na zamówienie, np. do filmu. Łatwe jest też napisanie hymnu reklamowego, na przykład funduszu emerytalnego albo domu kultury. Natomiast kiedy pisze się z własnej, nieprzymuszonej woli, dla siebie samego, musi być jakiś impuls, nazwijmy go twórczy. W każdym przypadku jest to coś innego.

Weźmy przykład ostatniej płyty: piosenka "Recepta na sukces" została zainspirowana przez dziennikarzy, którzy często rozpoczynają wywiady ze mną pytaniem: "Jaka jest pańska recepta na przebój?". Kolejna inspiracja to nagrania i wykonania Przemysława Gintrowskiego, który śpiewał wiersze Herberta ze swoją muzyką, zresztą z akompaniamentem Zbigniewa Łapińskiego. Chciałem użyć w tej piosence właśnie tego rodzaju stylistyki. To był pomysł na zderzenie tego rodzaju oprawy muzycznej z tą tematyką. Trzecia sprawa to warstwa tekstowa, będąca ironiczną polemiką ze środowiskiem muzycznym, w tym również z samym sobą. Ja też podlegam takim samym mechanizmom rynkowym, więc siebie też umieszczam w tej całej panoramie.

Mam wrażenie, że twoje utwory podporządkowane są właśnie tekstom.

Tekst jest zazwyczaj punktem wyjścia, choć zdarzają się wyjątki. Należy do nich np. piosenka "Co ty tutaj robisz", która najpierw miała melodię, a dopiero potem tekst. Generalnie jednak słowa powstają pierwsze i sama melodyka języka narzuca pewne rozwiązania kompozycyjne. Czasami sięgam po teksty innych autorów, na płycie "Powrót brata" jest na to kilka przykładów. Jest tu ciąg dalszy mojej współpracy z Jackiem Bojakowskim, który już wcześniej pisał dla mnie teksty, m.in. do piosenki "Napady", wykonywanej przez Elektryczne Gitary. Tak więc najczęściej piszę sam, ale chętnie sięgam też po teksty innych autorów, którzy czasami piszą je specjalnie dla mnie - i okazuje się, że trafiają znakomicie.

A czy masz jakieś szuflady pełne gotowych tekstów?

Już nie. Rękopisy się skończyły, teraz wszystko jest w postaci elektronicznej.

Chodziło mi raczej o tzw. szufladę, czyli napisane już teksty, które zamierzasz wykorzystać w przyszłości.

Tak, są takie teksty. Te, które znalazły się na płycie "Powrót brata", zostały do siebie dopasowane dość intuicyjnie, choć dominują dwa wątki: podróżniczy i techniczno-informatyczny. Teksty, które nie pasowały do tego zestawu, czekają na swoją kolej.

A myślałeś kiedyś o tym, by - wzorem np. Lecha Janerki - opublikować swoje teksty w postaci książki?

Jakoś nie czuję, aby było mi to obecnie potrzebne. Podejrzewam, że rynek jest częściowo zatkany śpiewnikami, wydawanymi przez różne wydawnictwa i można je kupić w księgarniach. Nie są to oczywiście wybory autorskie, więc pokusa wydania takiego autorskiego zestawu na pewno istnieje i pewnie z czasem dojrzeję do tego. Na razie stawiam raczej na to, co jest wydawane w postaci audio, a potem będę myślał o jakimś autorskim wyborze.

Słuchając płyty "Powrót brata" można odnieść wrażenie, że masz duży dystans zarówno do własnej działalności muzycznej, jak i do całego tzw. show-biznesu w Polsce. Czy to prawda?

Tak. Te piosenki, które teraz się ukazały, z jednej strony są dość starannie wyprodukowane, bo słychać tam różne próbki dźwięków akustycznych i elektronicznych, poukładanych w różne zagrywki czy faktury, stanowiące podkład muzyczny. Wszystko okraszone jest jednak dużą dozą autoironii i dystansu do tego, co robię. Wydaje mi się zresztą, że sama forma tych piosenek i w ogóle styl mojej twórczości wymaga zachowania dystansu, żeby nie popaść w śmieszność. Skoro i tak posługuję się ironią, to muszę być w tym konsekwentny.

W jednej z piosenek śpiewasz: "Długa droga na szczyt, gdy wybrałeś rock and roll". Czy kiedykolwiek miałeś poczucie, że już znalazłeś się na tym szczycie?

Prawdę mówiąc, nie dążyłem do zdobycia żadnego szczytu, bo nigdy nie uznawałem tego, co robię za jakieś wyścigi. Dla mnie celem działalności estradowej jest zdobycie własnej, względnie wiernej widowni, interesującej się moją twórczością i kolejnymi programami. Śpiewanie piosenek jest dla mnie przede wszystkim przygodą - zarówno estetyczną, jak i intelektualną. Traktuję to w takich kategoriach i dlatego nie biorę udziału w żadnych nadzwyczajnych promocjach. Promocje moich kolejnych programów są absolutnie rutynowe - ogranicza się to do wywiadów, singli radiowych i najwyżej jednego teledysku. Chciałbym, żeby odbiór moich piosenek wynikał z tego, że ktoś w sposób autentyczny zainteresował się nimi, coś mu się w nich spodobało, a nie by wynikało to ze skandalizującej promocji czy jakichś dodatkowych fajerwerków wykonywanych na użytek płyty.

Wspomniałeś już, że jednym z wątków dominujących na tej płycie, jest sprawa nowoczesnych technologii. Najbardziej słychać to chyba w piosence "Sobie sieć"...

"Sobie sieć" i "Żal robota".

Tak, ale chciałem porozmawiać o pierwszej z tych piosenek. Co sądzisz na temat takiego wynalazku, jak Internet?

Wychodząc od treści piosenki - nawiązuje ona do uzależnień człowieka. Nie zająłem się wszystkimi uzależnieniami, bo musiałbym napisać rozprawę, której nie dałoby się zaśpiewać. Zasygnalizowałem uzależnienie od Internetu, czyli sygnalizowany już wcześniej przez psychologów i świat medyczny zespół "nieustannego przyłączenia". Chodzi o przymus pozostawania w nieustającym kontakcie ze wszystkimi kanałami informacji. Sam się trochę o to otarłem, posługując się Internetem. Wiem, jak to wciąga, ale na szczęście udało mi się szybko z tego wyplątać, o czym świadczy chociażby fakt, że strona internetowa, której adres umieściłem na płycie, wciąż jeszcze nie działa. (śmiech) Nie skontruowałem jej jak dotąd właśnie z obawy przed tym uwiązaniem.

Druga rzecz, którą tam sygnalizuję, to jest choroba zwana "audiofilstwem", objawiająca się dążeniem do absolutnej doskonałości dźwięku i jego konsumpcji w najlepszych możliwych warunkach. To jest oczywiście nie do spełnienia, bo zawsze będzie można trochę lepiej, zawsze można coś wymyślić, żeby ten dźwięk był jeszcze bardziej rzeczywisty. Jest tam też mowa o uzależnieniu od samochodu, od nieustającego przemieszczania się, podróżowania. Takie przykłady "sieci" z życia codziennego.

Jeśli rozmawia się o Internecie z muzykiem, samo narzuca się pytanie o stosunek do wymiany utworów w formacie mp3. Czy tobie tego typu praktyki bardzo przeszkadzają?

Cieszę się, że istnieje taka wymiana. Jest to przede wszystkim sposób promowania nowych wykonawców, którzy chcieliby zaistnieć, a ze względu na ogromne nasycenie rynku nie są w stanie przebić się do jakiegoś wydawcy, czy zdobyć widowni w normalny sposób, w związku z czym rozpowszechniają swoją twórczość w takiej postaci. Popieram to, jest to bardzo miłe zjawisko, człowiek ma prawo w ten sposób dzielić się swoją twórczością.

Natomiast jeśli chodzi o kopiowanie moich piosenek i rozpowszechnianie ich tą drogą, to mam uczucia niejednoznaczne. Wiadomo, że z jednej strony zmniejsza to sprzedaż płyt, z drugiej jednak strony te piosenki rozpowszechniają się wśród ludzi naprawdę nimi zainteresowanych. W myśl teorii "samolubnych memów", rozprzestrzeniających się niezależnie od woli ich autora, tym właśnie "samolubnym memom" może zależeć na takim środowisku, jakim jest Internet, bo dzięki niemu mogą się rozmnażać w jak największej liczbie. To jest zjawisko nie do powstrzymania, ale daje mi to rynek, bo muszę przyznać, że jest to forma promocji moich piosenek - tych starszych i tych nowszych. Każdy kij, jak wiadomo, ma dwa końce.

Czyli widzę, że nie należysz do grona artystów wołających gromkim głosem, że tego procederu trzeba zakazać.

Nie, nie jestem tym bardzo sfrustrowany. Wręcz widzę dobre strony tego zjawiska.

Wspomniałeś wcześniej o piosence "Recepta na sukces", która swe źródło miała w kontaktach z dziennikarzami. Jej tekst brzmi raczej jak felieton - czy pisałeś go faktycznie z myślą o piosence?

Tak jak mówiłem, chciałem nawiązać do stylistyki herbertowskiej, stąd taka oprawa muzyczna i forma rozprawy. U Herberta istniały takie rozprawy, moralne czy filozoficzne, pisane najczęściej w formie wiersza białego. Oczywiście ja sobie tu nie roszczę pretensji do tego, abym mógł w jakikolwiek sposób dorównywać mistrzowi, jednak przyświecał mi tu cel nawiązania do stylu "gintrowsko-herbertowskiego". Z drugiej strony chciałem nieco pobawić się efektami dźwiękowymi, ilustrującymi niektóre zdania z tekstu tej piosenki. Tutaj okazało się, jakie możliwości daje komputer, jeśli chodzi o techniki próbkowania dźwięku. Przy tym też się nieźle bawiłem.

Z kolei w piosence "Ostrzegawszy blues" padają słowa: "Zanim powiesz wolność, zastanów się, co masz za sobą". Czy to nie jest przypadkiem aluzja skierowana do rządzących nami obecnie polityków?

Nie, to jest wyłącznie osobiste moralizatorstwo. Chodzi o to, żeby się zastanowić, zanim się w życiu zdecyduje coś bardzo ważnego. To jest trochę zabawa formą bluesa, a trochę wolne skojarzenia. Miałem na myśli to, że wolność może przejawiać się w bardzo różny sposób. Można ją mieć wewnątrz, niekoniecznie podejmując jakieś dramatyczne decyzje.

Utwór "Mortadela" to już zabawa słowem w czystej postaci.

Tak. Chciałem zamknąć materiał znajdujący się na płycie "Powrót brata" jakąś syntetyczną piosenką poświęconą upadkowi człowieka. Uznałem, że taka piosenka powinna być napisana po łacinie. Nie udało się to w stu procentach...

Ale częściowo się udało.

Tak. Zresztą te łacińskie zwroty są bardzo stereotypowe. Są tam też słowa polskie i po jednym angielskim i niemieckim - mam na myśli "delay" i "schwarz". Utwór klasycyzujący, bo wykonany właściwie tylko na głos, fortepian i wiolonczelę.

Czy często zdarza się, że słowa są ci nieposłuszne, że męczysz się, aby dobrać jakiś rym albo coś ci nie pasuje?

Tak, ale jeśli męczę się za długo, wtedy piosenka ląduje w koszu i już więcej do niej nie wracam. Czasami zostawiam sobie bank pewnych pomysłów, takich "niedorobionych" utworów. Nierzadko się one przydają, nawet po latach - nie jako całe piosenki, tylko jako poszczególne zwroty, pomysły.

Ostatnia na płycie piosenka "A my żegnamy", wydaje się być idealnym numerem na zakończenie koncertu. Czy masz zamiar używać jej właśnie w ten sposób?

Myślę, że tak, szczególnie podczas moich akustycznych występów z Jackiem Wąsowskim i Zbyszkiem Łapińskim. Ten utwór może uzupełnić piosenkę "Koniec" albo zastąpić ją w niektórych sytuacjach.

A skoro już mowa o koncertach - jak wyglądają twoje plany na najbliższą przyszłość?

Właściwie koncert promocyjny związany z płytą "Powrót brata" już się odbył i był emitowany na żywo na antenie Programu III. To, co mógłbym polecić zainteresowanym osobom, które chciałyby posłuchać mnie w tej formacji, to tzw. scena na dole w teatrze "Ateneum", z którą już zacząłem współpracę, a po wakacjach będę tam występował regularnie. Druga scena, również w Warszawie, to tzw. śmietanka łowicka w Domu Kultury przy ulicy Łowickiej. Już odbyła się jej inauguracja i również po wakacjach będą miały miejsce regularne edycje. Moje występy są tam stałym punktem programu. Za każdym razem pojawiam się z nowymi piosenkami, bo taka jest formuła tej sceny - chodzi o to, żeby nowe pomysły, nowe teksty konfrontować z widownią natychmiast, jak tylko się wyklują.

W takim razie co dalej z zespołem Elektryczne Gitary?

Elektryczne Gitary koncertują bardzo dużo. Teraz zaczął się sezon plenerowy, jak tylko zrobiło się ciepło, ruszyło mnóstwo występów, ledwo mam czas na robienie czegokolwiek w innych kierunkach. Teraz ewidentnie jest sezon na zespół grający głośniej i dynamiczniej. Z kolei jesień, późna zima, początek wiosny to jest okres, w którym więcej występuję w akustycznym składzie albo nawet zupełnie sam, tylko z gitarą, na różnych małych scenach - w teatrach, domach kultury czy małych klubach. I tak to cyklicznie się powtarza - mała scena, kiedy zimno, duża scena, kiedy ciepło.

Dziękuję za rozmowę.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: mp3 | recepta | internet | utwór | scena | elektryczne | piosenka | piosenki | teksty | powrót

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje