Reklama

Reklama

Wielki powrót Britney Spears. "Hold Me Closer" z Eltonem Johnem to hit!

Zaledwie kilka godzin po premierze "Hold Me Closer" utwór ten był numerem jeden na listach w 40 krajach. Informację tę przekazała sama 40-letnia księżniczka popu, powołując się na "New York Daily News". Przekazaniu dobrej wiadomości towarzyszyła seria filmów z Britney Spears w roli głównej na jej profilu instagramowym.

Zaledwie kilka godzin po premierze "Hold Me Closer" utwór ten był numerem jeden na listach w 40 krajach. Informację tę przekazała sama 40-letnia księżniczka popu, powołując się na "New York Daily News". Przekazaniu dobrej wiadomości towarzyszyła seria filmów z Britney Spears w roli głównej na jej profilu instagramowym.
Britney Spears, Elton John i David Furnish w 2013 roku /Michael Kovac /Getty Images

Duet Britney Spears z 75-letnim Eltonem Johnem jest jej pierwszą aktywnością muzyczną od czasu trwającego 13 lat ubezwłasnowolnienia przez ojca. Piątkowa premiera utworu "Hold Me Closer" była zatem rodzajem testu, czy jest jeszcze dla niej miejsce w muzycznej branży. Jak się okazuje jest. I to na podium.

Gdy tylko informacja o udanym powrocie gwiazdy dotarła do Eltona Johna ten nie omieszkał podziękować Spears za poprawienie mu humoru, a wszystkich obserwatorów swojego konta na Twitterze zapewnił, że Britney to prawdziwa ikona i on w nią nigdy nie wątpił.

Reklama

Jak wyjaśnia "People", "Hold Me Closer" łączy refren przeboju Eltona Johna z 1972 roku "Tiny Dancer" i zwrotki jego przeboju "The One" z 1992 roku ze świeżą, dance-popową produkcją. 

Jak doszło do tego, że w nagraniu wzięła udział Spears, gwiazdor zdradził w wywiadzie dla magazynu "The Guardian". Powiedział, że kiedy producent Andrew Watt skończył pierwszy remiks piosenki, nie byli pewni, kto może dołączyć do niego w utworze. To wtedy mąż Johna, David Furnish, zasugerował, że najlepszym wyborem będzie... Spears.

Piosenkarka oczywiście się zgodziła, ale nie mogła pojechać do Londynu, aby nagrać duet, ponieważ była w podróży poślubnej z mężem Samem Asghari. Zamiast tego nagrała swój wokal w studiu Watta w Los Angeles. Według "The Guardian", zajęło jej to mniej niż dwie godziny. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL