Reklama

Tool: Przepływ wibracji

Amerykańska grupa Tool cieszy się statusem grupy kultowej. Pokręcona mieszanka metalu, rocka progresywnego i industrialnych dźwięków ma także sporo fanów w Polsce, więc pewnie z chęcią przeczytacie fragment rozmowy z perkusistą Dannym Carey'em, która ukazała się w najnowszym numerze "Machiny". Przypomnijmy, że w poniedziałek, 1 maja, premierę ma najnowsza płyta zespołu "10 000 Days", a już 24 czerwca Tool ponownie zagra w katowickim "Spodku".

Piotr "Makak" Szarłacki z "Machiny" spotkał się z Carey'em w holenderskim Amsterdamie, po jednokrotnym przesłuchaniu płyty "10 000 Days". Po ostatniej wizycie w Polsce perkusista nie mógł przeboleć, że nie odwiedził miejsca, gdzie znajduje się wawelski czakram.

Reklama

Astronomia, metafizyka, znaki tajemne - to pozamuzyczne zainteresowania bębniarza Tool.

Ogromną wagę przywiązujesz do sposobu przepływu energii.

Chodzi o ustawienie przepływu pewnych wibracji. Aby moja energia znajdowała się na najwyższym z możliwych poziomów, potrzebuję poczucia harmonii. Nie lubię się z czymś zmagać, wolę czuć swobodę.

O co chodzi z rysunkami wokół zestawu perkusyjnego, z dokładnym rozstawieniem bębnów i talerzy?

O uzyskanie pewnego nastroju, a nie o arytmetykę. Wykonując te rysunki, mogę oczyścić umysł ze wszystkich śmieci, które tam zalegają, by funkcjonować i myśleć na muzycznym poziomie.

Jaka energia panowała w zespole podczas nagrywania nowej płyty?

Jak zwykle zaczęliśmy od kilku ulubionych rytuałów. To dziwaczne, ale przez około rok ciężko pracujemy w domowych zaciszach i później, gdy spotykamy się w studiu, czas nabiera tempa.

Wszyscy są maksymalnie skoncentrowani, bo od dnia, w którym wynajmujemy studio i zaczynamy nagrania, rozpoczyna się ten potwornie energetyczny okres. Pojawiają się nowe możliwości, których wcześniej nie brałbym pod uwagę - czy to podczas zwykłej gry, czy improwizacji.

Gramy długie jamy i po prostu świrujemy - czasem przez miesiące wokół jednego pomysłu. Później odsłuchujemy takie mini-nagranie, z jednym lub dwoma utworami, by odnaleźć najlepsze momenty. Nieraz pomyłka jest przepięknym momentem.

Kiedy utwór nabiera formy, zaczyna żyć własnym życiem, nabiera osobowości, staramy się jakoś go przymierzyć. Ale to jest nieprzewidywalne. Kiedy piszemy, nie mówimy: "zróbmy z tego taki utwór" - nie w naszym zespole...

Z mojego punktu widzenia wydaje się to być zupełnie inna płyta od wszystkich, które do tej pory zrobiliście. Jest szczęśliwa, dużo jaśniejsza...

Tak. Jest w niej dużo więcej humoru. W jakiś sposób dorośliśmy. Nawet jeśli momentami muzyka wydaje się być cięższa, jest jaśniejsza. Mamy już takie doświadczenie i jesteśmy na tyle dojrzali, że nauczyliśmy się nie brać siebie tak poważnie. To chyba słychać w muzyce, w radości kompozycji. Nie tak, powiedzmy, tragicznych jak kiedyś...

Obecność Anglika (Justin Chancellor - basista Toola) w zespole miała na to wpływ?

Myślę, że ogromny, stary (śmiech). Brytyjczycy są naprawdę zabawni. Amerykanie nie! Ale Kanadyjczycy oraz Anglicy tak (śmiech)...

Więcej w najnowszym numerze "Machiny".

Zobacz teledyski grupy Tool na stronach INTERIA.PL.

Machina

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Tool | wibracja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama