Reklama

Smutne wieści od Krzysztofa Krawczyka. "Finiszując w biegu życia"

Krzysztof Krawczyk zdecydował się przekazać fanom smutne wieści. Już nigdy nie wróci na scenę?

Krzysztof Krawczyk nigdy nie wróci na scenę?

W grudniu 2019 roku Krzysztof Krawczyk przeszedł operację wymiany endoprotezy.

Reklama

"Dostałem nową 'część zapasową'. Wciąż to konieczność związana ze skutkami wypadku samochodowego z 28 czerwca 1988 roku. Sam zabieg, choć niełatwy i bolesny, jest dla mnie, człowieka przyzwyczajonego do cierpienia możliwy do przeżycia. Zresztą mamy znakomitych chirurgów, a i technika w tej dziedzinie dokonała ogromnych postępów!" - informował wtedy.

"Dla mnie najważniejszy jest powrót do aktywności zawodowej. Wróciłem już do studia nagraniowego oraz na estradę. Czynię to z dużą ostrożnością, bo nie chciałbym ze sceny epatować swoim bólem, ale przyspieszyłem powrót, bo Ewa [Krawczyk, żona wokalisty] nie nadąża z odbieraniem telefonów z propozycjami koncertów" - podkreślał.

"Nie mogę już wysiedzieć w domu. Bez kontaktu z publicznością popadam w depresję! Publiczność jest moim narkotykiem! Kiedy wychodzę na scenę, a robię to od 57 lat, nabieram ochoty na życie! (...) W marcu natomiast jedziemy z Ewunią do sanatorium na dalsze zabiegi. A na wiosnę i lato kalendarz koncertów się zapełnia. Bardzo cieszę się na koncerty juwenaliowe!" - zapowiadał pod koniec zeszłego roku.

Jednak, jak się okazało, ból wciąż mu dokucza, a dodatkowo plany pokrzyżowała pandemia koronawirusa. "Krzysztof nie wróci na scenę. Nie będzie dawał koncertów. Za bardzo boimy się korona wirusa. Na szczęście żyliśmy skromnie i mamy oszczędności. Muzycy znaleźli inna pracę, chórek i kierowcy też, a manager Krzysztofa, Andrzej Kosmala przygotował wydanie nowej płyty 'Horyzont'. Właśnie trafiła do sprzedaży" - wyznała w rozmowie z "Super Expressem" żona artysty, Ewa.

"Finiszując w biegu mego życia, nie wypatruję jednak napisu meta. Jako człowiek wierzący wiem, że dla mnie nie ma mety, bo przede mną jest horyzont, w którego stronę zmierzam" - skomentował natomiast sam piosenkarz. "Lecz będę walczył do ostatniego dźwięku, chyba, że od publiczności usłyszę: 'Panu już dziękujemy'! Albo Bóg mój zaprosi mnie do swego niebiańskiego chóru. Zapewne skieruje mnie do sekcji polskiej, a tam spotkam tak wielu moich przyjaciół" - dodał.

Wspomniana płyta "Horyzont" to odniesienie do wypadku z 1988 r., kiedy "był blisko przekroczenia horyzontu życia". Z tym albumem wiąże się również zaskakująca historia. "Życie pisze nieprawdopodobne scenariusze. Otóż młody lekarz, Maciej Świtoński., który miał dyżur tego fatalnego dnia, zanim został lekarzem skończył szkołę muzyczną! Czyż to nie jest zrządzeniem losu, że akurat trafiłem w ręce lekarza-muzyka?" - opowiadał 74-letni wokalista. 

"To on napisał potem kilka piosenek dla mnie, a teraz jest twórcą piosenki 'Horyzont'! Taką piosenkę o życiu i jego przemijaniu mógł tylko napisać człowiek, którego treścią życia jest codzienna walka o życie ludzkie" - wytłumaczył.

"Będąc na ostatniej prostej swojej drogi artystycznej, chcę przekazać, co czuję po 55-letniej ciężkiej pracy, znaczonej potem i łzami, ale też radością, którą był dla mnie kontakt z moją publicznością. Ona była najlepszym moim adwokatem, szczególnie w chwilach trudnych, których nie brakowało" - tak Krawczyk zapowiedział płytę.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Krawczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje