Reklama

Reklama

Ricky Martin odpowiada na zarzuty o przemoc. Są "fałszywe i sfabrykowane"

Słynny latynoski piosenkarz ma poważne problemy. Niedawno został pozwany przez byłą menadżerkę za to, że nie wypłacił jej należnego wynagrodzenia. Teraz pojawiły się kolejne, jeszcze poważniejsze oskarżenia. Ricky Martin otrzymał sądowy zakaz zbliżania się do swojego byłego kochanka, nad którym rzekomo się znęcał. Muzyk zaprzecza, że stosował przemoc. "Jesteśmy przekonani, że gdy fakty ujrzą światło dzienne, zostanie on natychmiast oczyszczony z zarzutów" - stwierdził rzecznik Martina.

Słynny latynoski piosenkarz ma poważne problemy. Niedawno został pozwany przez byłą menadżerkę za to, że nie wypłacił jej należnego wynagrodzenia. Teraz pojawiły się kolejne, jeszcze poważniejsze oskarżenia. Ricky Martin otrzymał sądowy zakaz zbliżania się do swojego byłego kochanka, nad którym rzekomo się znęcał. Muzyk zaprzecza, że stosował przemoc. "Jesteśmy przekonani, że gdy fakty ujrzą światło dzienne, zostanie on natychmiast oczyszczony z zarzutów" - stwierdził rzecznik Martina.
Ricky Martin będzie miał poważne problemy? /Laurent KOFFEL/Gamma-Rapho /Getty Images

Nad Rickym Martinem zgromadziły się czarne chmury. Kilka dni temu świat obiegła informacja o pozwie, jaki wniosła przeciwko piosenkarzowi jego była menadżerka. Rebecca Drucker utrzymuje, iż nie otrzymała należnego jej wynagrodzenia, a spowodowane tym straty wyceniła na 3 mln dolarów. Jak wynika z udostępnionych przez magazyn "Billboard" dokumentów sądowych, kobieta oskarża byłego klienta o manipulację i próbę wymuszenia nań podpisania umowy o zachowaniu poufności. "Pan Martin celowo i złośliwie odmówił wypłacenia Rebecce milionów dolarów prowizji, które jest jej winien" - komentują jej prawnicy.

Reklama

W pozwie Drucker ujawniła ponadto, że gdy gwiazdor zwrócił się do niej po pomoc w 2020 roku, "jego życie prywatne i zawodowe było totalnym bałaganem". Twierdzi ona, że to dzięki niej autor hitu "Livin' La Vida Loca" zdołał uniknąć kryzysu wizerunkowego. Pod adresem Martina wysunięto bowiem wówczas bliżej nieokreślone "zarzuty, które zakończyłyby jego karierę". Dawna menadżerka skontaktowała go więc z zespołem "najlepszych i najbardziej wykwalifikowanych" prawników, dzięki czemu udało się sprawę zatuszować.

Tym razem Martin nie miał tyle szczęścia. Jak wynika z informacji udostępnionych prasie przez portorykańskie organy ściągania, gwiazdor otrzymał zakaz zbliżania się do pewnego mężczyzny, nad którym miał się znęcać fizycznie i psychicznie. Media spekulują, że najprawdopodobniej jest to były kochanek piosenkarza. 

Portorykańska gazeta "El Vocero" donosi, iż spotykali się przez ponad pół roku, a ich znajomość zakończyła się dwa miesiące temu. Personalia oskarżyciela gwiazdora zostały utajnione, gdyż sprawa podlega ustawie o zapobieganiu i interwencji w przypadku przemocy domowej. Domniemana ofiara Martina twierdzi, że artysta nękał ją telefonami i pojawiał się bez zapowiedzi pod jej domem. Pikanterii sprawie dodaje fakt, iż artysta od 2017 roku jest w związku małżeńskim z Jwanem Yosefem, z którym wychowuje czwórkę dzieci.

"Zarzuty przeciwko Ricky'emu Martinowi, które doprowadziły do wydania zakazu zbliżania, są całkowicie fałszywe i sfabrykowane. Jesteśmy przekonani, że gdy fakty ujrzą światło dzienne, zostanie on natychmiast oczyszczony z zarzutów" - skomentował lakonicznie sprawę w oświadczeniu rzecznik piosenkarza. 

Sam gwiazdor odniósł się do oskarżeń o przemoc i nękanie w udostępnionym na Twitterze poście. Stwierdził kategorycznie, że jest niewinny. "Wydany przeciwko mnie zakaz jest oparty na fałszywych zarzutach. Odpowiem na nie przed sądem w zgodzie z prawdą i z godnością, która mnie charakteryzuje. Nie mogę ujawniać żadnych szczegółów na temat toczącej się sprawy. Jestem wdzięczny za niezliczone wiadomości z wyrazami solidarności i ogrom wsparcia" - napisał muzyk.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL