Reklama

Reklama

Piers Morgan bezlitosny dla Adele: "Rozpieszczona primadonna"

Pod koniec zeszłego tygodnia Adele miała po raz pierwszy zaprezentować przed dużą publicznością materiał ze swojej najnowszej płyty. Wyczekiwane przez fanów koncerty w Las Vegas zostały jednak w ostatniej chwili odwołane. Oficjalnym powodem była choroba towarzyszących piosenkarce muzyków, ale potem media podały, że Adele odwołała koncerty, bo organizator nie spełnił jej wymagań. Decyzję gwiazdy skomentował teraz kontrowersyjny dziennikarz Piers Morgan. Nie zostawił na autorce hitu "Hello" suchej nitki.

Adele odwołała nadchodzące koncerty

21 stycznia miała wystartować szumnie zapowiadana rezydentura Adele w Los Angeles, w ramach której brytyjska gwiazda zaplanowała serię weekendowych koncertów. Plany artystki legły jednak w gruzach ze względu na pandemię oraz bliżej nieokreślone problemy techniczne. 

O konieczności odwołania nadchodzących występów poinformowała ona fanów w emocjonalnym nagraniu zamieszczonym na Instagramie. "Bardzo was przepraszam, ale mój program nie jest gotowy. Próbowaliśmy dosłownie wszystkiego, aby zdążyć na czas, ale opóźnienia w dostawach i COVID-19 zniszczyły nasze plany. Połowa mojego zespołu zaraziła się koronawirusem i nadal choruje. Przygotowanie show okazało się nieosiągalne, a nie mogę pokazać wam tego, co jak dotąd udało się zorganizować. Jestem potwornie zmęczona. Wybaczcie, że informuję o tym w ostatniej chwili. Nie spaliśmy ponad 30 godzin, próbując to rozgryźć, ale skończył nam się czas" - powiedziała gwiazda zalewając się łzami.

Reklama

Tłumaczenia Adele nie przekonały Piersa Morgana. Znany ze swojej niechęci do Meghan Markle były prezenter "Good Morning Britain" w tekście opublikowanym na stronie internetowej dziennika "The Sun" stwierdził, że Adele zawiodła rzeszę swoich wiernych fanów, zachowując się niczym rozkapryszona diwa.

"Ludzie wierzyli w nią, bo była zwyczajną dziewczyną z klasy robotniczej, która traktowała ich jak równych sobie. A teraz przekształciła się w kolejną obrzydliwie bogatą, rozpieszczoną, uprzywilejowaną primadonnę, która nie widzi niczego złego w odwołaniu serii koncertów w ostatniej chwili, tylko dlatego, że nie dostała wszystkiego, czego zażądała. Ostatni raz była widziana kilka tygodni temu w brytyjskiej telewizji, gdy słuchała przyprawiających o mdłości komplementów celebrytów, potwierdziła, że jej wybujałe ego wypisuje czeki, których fani nigdy nie zdołają spieniężyć. Prawdę mówiąc, uważam, że to hańba" - napisał Morgan.

W dalszej części swej tyrady dziennikarz przekonywał, że piosenkarka, która za każdy występ miała zainkasować rekordowe pół miliona funtów, powinna wywiązać się ze złożonej fanom obietnicy, nawet jeśli organizacja show nie była dopięta na ostatni guzik. "Skoro Freddie Mercury mógł ukończyć album, gdy dosłownie umierał, myślę, że Adele była w stanie odnaleźć wewnętrzną siłę, by przytulić 500 tysięcy funtów za noc i zaśpiewać kilka piosenek, mimo że scenografia nie była idealna. Żadne łzy i lamenty nie zmienią tego rozczarowującego faktu" - stwierdził ironicznie Morgan.

Prezenter już wcześniej wypowiadał się krytycznie na temat piosenkarki, potępiając ją za to, że w jednym z utworów z nowej płyty opisała cierpienia swojego syna z powodu rozwodu rodziców. "Dzielenie się z całym światem bólem swojego dziecka, tylko po to, by wypromować album, jest haniebną formą hipokryzji" - grzmiał w artykule zamieszczonym na łamach "Daily Mail".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy