Reklama

Reklama

Partner Ewy Demarczyk oburzony. "Boli mnie to, co widzę"

Od śmierci Ewy Demarczyk minęły ponad dwa lata, a na grobie wokalistki w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie nadal leży tymczasowa płyta. "Dość często chodzę na jej grób i boli mnie to, co widzę, ale nic z tym nie mogę zrobić. Mimo że spędziliśmy razem czterdzieści lat, w świetle polskiego prawa jestem obcą osobą" - mówi Paweł Rynkiewicz, wieloletni partner piosenkarki.

Od śmierci Ewy Demarczyk minęły ponad dwa lata, a na grobie wokalistki w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie nadal leży tymczasowa płyta. "Dość często chodzę na jej grób i boli mnie to, co widzę, ale nic z tym nie mogę zrobić. Mimo że spędziliśmy razem czterdzieści lat, w świetle polskiego prawa jestem obcą osobą" - mówi Paweł Rynkiewicz, wieloletni partner piosenkarki.
Paweł Rynkiewicz na pogrzebie Ewy Demarczyk /Beata Zawrzel /Reporter

"Jedyną spadkobierczynią Ewy Demarczyk jest jej siostra Lucyna. Miejsce w Alei Zasłużonych przyznało miasto, ale dysponentem jest rodzina, w tym układzie siostra. Nawet gdyby miasto chciało upamiętnić artystkę i postawić jej pomnik, nie może tego zrobić bez jej zgody" - mówi Paweł Rynkiewicz w rozmowie z Plejadą.

Wokalistka ze swoim partnerem spędziła połowę swojego życia. Zmarła tuż przed planowanym ślubem.

"Nigdy nie rozmawiałem z Ewą na temat tego, jak miałby wyglądać jej grób, ale znając ją i rozmawiając przy różnych innych uroczystościach pogrzebowych, wiem, że zależałoby jej na zwykłym nagrobku, w formie sarkofagu. Żadnych ozdóbek, udziwnień czy wystawnych rzeźb. Żyła skromnie i tak też chciała być pochowana. Nigdy nie miała zapędów megalomańskich" - podkreśla Rynkiewicz.

Reklama

Ewa Demarczyk - Czarny Anioł polskiej piosenki

Ewa Demarczyk jest jedną z najbardziej kojarzonych z Krakowem artystek. Była niezwykle ceniona nie tylko w Polsce, ale też zagranicą.

Pierwszy występ wokalistki w Piwnicy pod Baranami odbył się 24 czerwca 1962 r. Przed Demarczyk "na scenę wpada Piotr Skrzynecki. Łamiącym się (ze wzruszenia?) głosem wykrzykuje: 'Proszę państwa, proszę państwa! Miałem powiedzieć dobry wieczór, ale nie mogę. Nie mogę, proszę państwa, bo już czekam na to, co zaraz się wydarzy. Proszę państwa, przed wami wspaniała młoda śpiewaczka, która was zachwyci'" - opisują debiut Demarczyk Angelika Kuźniak i Ewelina Karpacz-Oboładze w biografii "Czarny anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk".

Demarczyk występuje w sukience, którą uszyła jej mama, akompaniuje jej Zygmunt Konieczny. Wykonują "Rebekę" Andrzeja Własta. Demarczyk staje się "biedną Rebeką, która w zamyśleniu czeka na swojego wymarzonego i wytęsknionego". Następnie śpiewa "Puchowy śniegu tren" (A. Włast) i "Czarne anioły".

W 1963 r. w wieku 22 lat Demarczyk debiutuje na festiwalu w Opolu. Zostaje ogłoszona najlepszą piosenkarką. Śpiewa "Karuzelę z Madonnami" (sprawdź!) do słów Mirona Białoszewskiego z muzyką Zygmunta Koniecznego oraz "Czarne anioły".

Kilka miesięcy później na festiwalu w Sopocie (1964) Demarczyk interpretuje "Grande Valse Brillante" (sprawdź!Juliana Tuwima i zajmuje II miejsce w eliminacjach polskich. Otrzymuje nagrodę dziennikarzy. Słucha jej Bruno Coquatrix, dyrektor paryskiej Olympii - słynnej sali koncertowej, w której występowały takie gwiazdy, jak Édith Piaf, Mireille Mathieu, Charles Aznavour. Zaprasza Demarczyk na występ. Pierwszy raz w Olympii artystka wystąpi jeszcze w tym samym roku.

Ostatni koncert Demarczyk z zespołem odbywa się 8 listopada 1999 roku w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Sala żegna ją owacją na stojąco. W lutym następnego roku artystka rozwiązuje zespół. Od tamtego czasu spotyka się z przyjaciółmi coraz rzadziej, stopniowo wycofuje się z życia.

W 1998 r., Edward Miszczak we wspomnianej rozmowie próbuje wyciągnąć z artystki, czemu już wtedy zrezygnowała z życia publicznego. "Ja muszę mieć jakąś część swojego życia - które i tak cały czas od bardzo dawna przebiega na zewnątrz i do oglądania - muszę mieć dla siebie i tego będę bronić absolutnie. Natomiast jeżeli chodzi o dziennikarzy, ja się wycofałam z rozmów. Kiedyś przed wielu laty rozmawiałam, zawsze wychodziło z tego coś strasznego" - wyjaśnia.

Skarży się, że ścigają ją paparazzi, robią jej zdjęcia z ukrycia, a potem publikują je z podpisem "tak dzisiaj wygląda gwiazda". "Dlaczego oni nie przychodzą rozmawiać o tej poezji, o tej muzyce, o tych spektaklach?" - pyta. "Mało tego, są totalnie nieprzygotowani, nic nie wiedzą. Znaczy chodzi tylko o to z kim byłam, gdzie byłam, co robiłam, jak robiłam... To jest moje. Ja nie jestem na sprzedaż" - podkreśliła.

Już po 2000 r. dostała Złoty Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis", Fryderyka za całokształt działalności, Nagrodę Specjalną Polskich Nagrań Złoty Kogut, Nagrodę Specjalną Programu 1 TVP S.A. dla wybitnej postaci polskiej kultury i Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za całokształt twórczości.

Zmarła 14 sierpnia 2020 r. Miała 79 lat. Spoczęła w Alei Zasłużonych na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

"Ja jestem do dyspozycji absolutnie do końca, do dyspozycji publiczności od momentu, kiedy wchodzę na scenę i gaśnie światło, zaczynają się dźwięki. A poza sceną nie. Czy (...) śpiewanie i to, co ja proponuję, najlepiej jak potrafię, ludziom ze sceny, to jest za mało, żeby kochać?" - pytała Ewa Demarczyk.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Ewa Demarczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy