Reklama

Reklama

Nicki Minaj i kłótnia o szczepionki. Wybiera się do Białego Domu

Kontrowersyjne wpisy na temat szczepionek na koronawirusa, które Nicki Minaj opublikowała niedawno na Twitterze, podzieliły jej fanów. I wywołały stanowczą reakcję ekspertów, którzy potępili lansowane przez nią teorie spiskowe. Wypowiedzi gwiazdy zwróciły też uwagę doradców prezydenta USA, którzy zaprosili ją ponoć do Białym Domu, by rozwiać jej wątpliwości dotyczące szczepień.

Nicki Minaj rozpętała burzę wpisami o szczepieniu na koronawirusa

Zaproszenie do Białego Domu to pokłosie serii wpisów na temat szczepionek przeciwko koronawirusowi, które Minaj opublikowała na Twitterze. W jednym z nich raperka opowiedziała o swoim kuzynie z Trynidadu, który obawia się przyjęcia szczepionki, gdyż jego przyjaciel, rzekomo przez szczepienie, stał się bezpłodny. 

Kontrowersyjne posty Minaj spotkały się ze stanowczą reakcją ekspertów, w tym czołowego amerykańskiego epidemiologa i głównego doradcy medycznego Białego Domu, dr Anthony'ego Fauciego

"Nie ma żadnych dowodów na poparcie jej tezy. Nie chcę jej obwiniać, ale uważam, że powinna zastanowić się dwa razy, zanim upubliczni informację, pozostającą w całkowitej sprzeczności z aktualną wiedzą naukową" - powiedział o Minaj w rozmowie z CNN.

Reklama

Podobnego zdania jest dr Leana Wen, lekarka medycyny ratunkowej i profesorka wykładająca na George Washington University. "Szczepionka przeciwko COVID-19 nie powoduje niepłodności - ani u mężczyzn, ani u kobiet. Wiemy natomiast, że zarażenie się koronawirusem może negatywnie wpłynąć na męski układ rozrodczy. Warto to podkreślić: problemy z płodnością wywołuje choroba, nie szczepionka" - wyjaśniła w rozmowie z "People".

Nie tylko eksperci przejęli się tym, jakie skutki mogą przynieść głoszone przez Minaj bzdury. Poważnie przejęli się tym też doradcy prezydenta Bidena. I - jak twierdzi raperka - postanowili się z nią spotkać. Gwiazda, która zaliczana jest do najbardziej wpływowych postaci amerykańskiego show-biznesu, ogłosiła na Twitterze, iż dostała zaproszenie do Białego Domu, by wraz ze specjalistami - m.in. wspomnianym dr Faucim oraz naczelnym lekarzem rządu USA - przedyskutować kwestie związane z bezpieczeństwem szczepionek na koronawirusa. 

"Myślę, że to krok we właściwym kierunku. Tak, pójdę tam. Będę ubrana cała na różowo, jak Legalna Blondynka, by wiedzieli, że nie żartuję. Będę zadawała pytania w imieniu ludzi, których wyśmiano za to, że są po prostu ludźmi" - zapowiedziała triumfalnie Minaj.

Całą sprawę inaczej jednak opisują urzędnicy Białego Domu, którzy skomentowali rewelacje raperki w rozmowie z "NBC News". Według nich spotkanie z gwiazdą nie jest planowane. "Tak, jak miało to miejsce w przypadku innych osób, zaproponowaliśmy Nicki Minaj rozmowę telefoniczną z jednym z naszych lekarzy, który odpowiedziałby na nurtujące ją pytania" - wyjaśnili. 

Po tej wypowiedzi urzędników wielu internautów oskarżyło Minaj o kłamstwo, ona sama nadal jednak utrzymuje, że zaproszenie dostała i wkrótce z niego skorzysta. Do stawianych jej zarzutów odniosła się w emocjonalnym nagraniu, które zamieściła na Instagramie.

"Pozwólcie, że o coś was zapytam. Biorąc pod uwagę, że znacie mnie jakieś 10, 12, 13 lat, czy naprawdę uważacie, że byłabym w stanie kłamać na temat zaproszenia do cholernego Białego Domu? To personalne ataki, które mają na celu zniszczenie mojej reputacji. Powiem wam jedno: 80 proc. artystów ma w kwestii szczepionek takie samo zdanie, jak ja, ale boi się o tym mówić" - stwierdziła w filmiku Minaj.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy