Reklama

"Na zawsze Melomani". Tak hartował się zakazany polski jazz

W polskich kinach studyjnych można zobaczyć film "Na zawsze Melomani", o zespole jazzowym, który powstał ponad 73 lata temu w Łodzi, a grali w nim m.in. Krzysztof Komeda i Jerzy "Duduś" Matuszkiewicz - powiedział Polskiej Agencji Prasowej scenarzysta i producent filmu Igor Mertyn.

W polskich kinach studyjnych można zobaczyć film "Na zawsze Melomani", o zespole jazzowym, który powstał ponad 73 lata temu w Łodzi, a grali w nim m.in. Krzysztof Komeda i Jerzy "Duduś" Matuszkiewicz - powiedział Polskiej Agencji Prasowej scenarzysta i producent filmu Igor Mertyn.
Jednym z Melomanów był Krzysztof Komeda /Marek Karewicz /AKPA

Film dokumentalny "Na zawsze Melomani" opowiada historię zespołu jazzowego, który na przełomie 1949 i 1950 r. utworzyli w Łodzi m.in. Jerzy "Duduś" Matuszkiewicz, Andrzej "Idon" Wojciechowski, Andrzej Trzaskowski, Witold "Dentox" Sobociński, Witold Kujawski i Krzysztof Komeda.

Jego twórcy wykorzystali materiały archiwalne i wypowiedzi Andrzeja "Idona" Wojciechowskiego, Jana "Ptaszyna" Wróblewskiego, Wojciecha Karolaka, Michała Urbaniaka, Przemka Dyakowskiego, a także wielu innych artystów. W zaproszeniach na pokazy w Polsce w kinach studyjnych umieszczono informację o dosyć oryginalnym początku Melomanów: "Wszystko zaczęło się od paczki z płytami jazzowymi, która ze Stanów Zjednoczonych, przez Szwajcarię, przypadkiem dotarła do łódzkiego oddziału YMCA. A mogła trafić gdzie indziej".

Reklama

Reżyserem dokumentu jest Rafał Mierzejewski, scenarzystą i producentem Igor Mertyn, autorem zdjęć Edgar Griszczuk, a za montaż filmu odpowiadał Wojciech Zieliński.

"'Na zawsze Melomani' to mój debiut pełnometrażowy jako scenarzysty i producenta" - powiedział PAP Igor Mertyn. "Opowiada historię zespołu Melomani, który powstał w Łodzi w 1949 r. Trudno dziś to sobie wyobrazić, ponieważ nazwiska jego członków młodemu widzowi mówią znacznie mniej, ale pokoleniu starszych na pewno dużo" - dodał.

Zespół grał w czasach, gdy w Polsce jazz był zakazany, czyli w latach 1949-1956.

"Wówczas koncertowano albo w mieszkaniach prywatnych, albo na zamkniętych koncertach. W innych krajach komunistycznych za granie jazzu szło się do więzienia, np. w Związku Sowieckim lub w Czechosłowacji. W ówczesnej NRD grano tylko marsze wojskowe i nie znano innej muzyki" - mówił scenarzysta. "Wtedy też, mimo niesprzyjających warunków, tworzyła się nie tylko polska szkoła jazzu, ale także filmu i plakatu" - powiedział.

"Po odwilży władze komunistyczne zgodziły się w 1956 r. na pierwszy Międzynarodowy Festiwal Muzyki Jazzowej w Sopocie" - przypomniał Mertyn. "Do nadmorskiego kurortu przyjechało wówczas około 20 tys. fanów muzyki jazzowej. Rok wcześniej, gdy odbywał się festiwal młodzieży na stadionie w Warszawie, przez tydzień trwały próby i przygotowania łącznie z selekcją i organizacją publiczności" - zaznaczył producent.

Film "Na zawsze Melomani" kręcony był głównie w Łodzi, bo zespół powstał w siedzibie YMCA przy ul. Moniuszki. Tam realizowano część zdjęć. Ważnym miejscem dla Melomanów był też inny łódzki adres - Kilińskiego 43, gdzie w mieszkaniu rodziców Witolda Sobocińskiego muzycy mieli pierwsze próby. Melomani regularnie grywali koncerty. Wystąpili m.in. w jednej z pierwszych etiud Romana Polańskiego "Rozbijemy zabawę".

"Film 'Na zawsze Melomani' to trochę nostalgiczna opowieść o Łodzi, wtedy mieście kultury jazzowej i filmowej, którego już nie ma i zdaje się nie powróci, chyba że coś się nie zmieni w kształtowaniu polityki kulturalnej miasta" - powiedział PAP Mertyn.

"Film został świetnie przyjęty przez publiczność. Ktoś powiedział na spotkaniu z nami, że dzięki filmowi przypomnieliśmy mu złote czasy jazzu, które znał tylko z opowieści rodziców" - dodał producent. "Bardzo spontaniczne z niesamowitą energią było spotkanie z publicznością po projekcji na festiwalu 'Dwa brzegi' w Kazimierzu Dolnym" - przekazał.

Po filmie "Na zawsze Melomani" Igor Merty pozostał wierny tematyce związanej z dawnym polskim Hollywood.

"Skończyłem właśnie film 'Przypadek filmowej Łodzi', który niebawem będzie miał emisję w TVP" - powiedział. "To opowieść o Łodzi oczami osób kultury z różnych dziedzin: filmu, muzyki, plastyki, ale też muzealnika, badacza historii kinematografii, publicystów. Opowieść, której punktem wyjścia jest 'wygnanie' z Łodzi Franka Gherego i Davida Lyncha przez polityków, głównie PO i SLD" - wyjaśnił scenarzysta.

"Szykuję także film dokumentalny pełnometrażowy o drugiej fali punk rocka, a więc okresie transformacji w Polsce. I zupełna niespodzianka, z Rafałem Bryllem przygotowujemy film fabularny, familijny" - podsumował Igor Mertyn.


PAP/INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy