Reklama

Manu Chao w Warszawie

W czwartek, 23 maja, na swój pierwszy koncert w Polsce, przyjechał 41-letni legendarny hiszpańsko-francuski wokalista Manu Chao. Przed występem urodzony w Paryżu artysta, syn hiszpańskiego pisarza Ramona Chao, były lider słynnej formacji Mano Negra, spotkał się z dziennikarzami na konferencji prasowej.

Manu Chao przez ponad godzinę odpowiadał na pytania licznie zebranych przedstawicieli mediów. Na początku zapytano go, czy będąc teraz w Berlinie wziąłby udział w demonstracjach przeciwników amerykańskiego prezydenta George'a Busha, który właśnie przyjechał do stolicy Niemiec. Muzyk, znany ze swych sympatii dla ruchu antyglobalistów, odparł, że owszem, pewnie wyszedłby na ulice.

Reklama

- Bush to jeden z najbardziej nieodpowiedzialnych ludzi na świecie. Dzieli on świat i ludzi na "demokratów" i terrorystów, czyli jest się z nim, albo przeciwko niemu. W takiej sytuacji swoje miejsce widzę po stronie "terrorystów" - odpowiedział.

Pytania dziennikarzy dotyczyły też jego ostatniej płyty "Proxima Estacion: Esperanza", o jej - jak to określił jeden z nich - pozytywną energię, siłę. Zdziwiony nieco tym pytaniem muzyk odparł, że dla niego ma ona raczej smutny charakter.

Dziennikarze dopytywali się także, dlaczego tak późno odwiedza Polskę. Manu Chao z rozbrajającą szczerością odpowiedział, że jest tak wiele miejsc na świecie, które chciałby odwiedzić, że niestety zrobiła się kolejka i Europa Wschodnia musiała trochę poczekać. Ale swoje tournee po tej części świata (m.in. Moskwa, St. Petersburg, Ryga, Warszawa, Praga, Budapeszt, Sofia) traktuje jako swego rodzaju rekonesans, okazję do nawiązania kontaktów.

Na pytanie co robi, gdy nie pracuje w studiu i nie występuje, odparł, że głównie śpi, ale tak na poważnie to studio nosi w plecaku i stara się pracować prawie przez cały czas, zawsze, gdy wpadnie mu coś do głowy.

Manu Chao nie chciał za to odpowiedzieć na pytanie, jaką organizację społeczną wspiera teraz finansowo - uznał bowiem, że jest to jego prywatna sprawa. Dodał jednak, że bardzo podziwia ruch zapatystów w Meksyku i jest z nim związany.

Na koniec artystę zapytano, jak jego gitara trafiła na płytę znanego francuskiego zespołu Noir Desir.

- Spotkaliśmy się na korytarzu w studiu nagraniowym. Zapytałem ich, czy nie mają przypadkiem czegoś do palenia. Mieli. Zrobili mi skręta i stąd wzięła się nasza 10-minutowa współpraca - odpowiedział Manu Chao.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: pytania | Warszawa | koncert w Polsce | Manu Chao

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje