Reklama

Kim Porter nie żyje. Diddy w rozpaczy

Trzy dni po śmierci swojej byłej partnerki Kim Porter, milczenie przerwał raper Sean "Diddy" Combs.

Diddy i Kim Porter nawet po rozstaniu zostali przyjaciółmi

Kim Porter zmarła w swoim domu w Toluca Lake w pobliżu Los Angeles.

Reklama

"Ze smutkiem potwierdzam informację o odejściu Kim Porter. Proszę o uszanowanie prywatności jej rodziny w tym czasie" - przekazał rzecznik 47-latki w serwisie Page Six.

Kim położyła się w łóżku wcześniej, bo w ostatnich dniach źle się czuła. Kiedy następnego dnia rodzina przyszła ją obudzić, to już nie żyła.

Prawdopodobnie przyczyną śmierci było nagłe zatrzymanie akcji serca; Kim w ostatnich dniach źle się czuła.

Porter była partnerką Diddy'ego w latach 1994-2007. W tym związku z raperem urodziła 12-letnie obecnie bliźniaczki Jessie James i D'Lilę oraz 20-letniego syna Christiana.

Sean Combs w niedzielę (18 listopada) powrócił na Instagrama, publikując tam hołd dla swojej byłej partnerki.

"Przez ostatnie trzy dni próbowałem obudzić się z tego koszmaru. Ale nie udało się. Nie wiem, co będę robił bez ciebie, kochanie. Tęsknię za tobą tak ogromnie. Dzisiaj oddam ci hołd, próbując znaleźć słowa wyjaśniające nasz niewytłumaczalny związek. Byliśmy więcej niż najlepszymi przyjaciółmi, byliśmy więcej niż bratnimi duszami" - napisał Diddy.

Po rozstaniu Diddy i Kim pozostali przyjaciółmi, spotykając się nie tylko w sytuacjach oficjalnych, ale również prywatnie.

Modelka w latach 1989-90 była żoną producenta Ala B. Sure'a!, z którym ma syna Quincy'ego.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kim Porter | Diddy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje