Reklama

Reklama

Harry Styles nabył rezydencję obarczoną dramatyczną historią? "Opustoszałe truchło"

Od pewnego czasu krążą plotki, że Harry Styles i jego życiowa partnerka, Olivia Wilde, zamierzają zamieszkać razem w Wielkiej Brytanii. Jak wskazują najnowsze doniesienia, para prawdopodobnie znalazła już wymarzone lokum. Piosenkarz nabył ponoć dom w rejonie South West England, o którym opowiadał jeden z odcinków programu "Wielkie projekty". Dramatyczne losy dotychczasowego właściciela nieruchomości sprawiły, że zdaniem widzów był to "najsmutniejszy odcinek w historii".

Od pewnego czasu krążą plotki, że Harry Styles i jego życiowa partnerka, Olivia Wilde, zamierzają zamieszkać razem w Wielkiej Brytanii. Jak wskazują najnowsze doniesienia, para prawdopodobnie znalazła już wymarzone lokum. Piosenkarz nabył ponoć dom w rejonie South West England, o którym opowiadał jeden z odcinków programu "Wielkie projekty". Dramatyczne losy dotychczasowego właściciela nieruchomości sprawiły, że zdaniem widzów był to "najsmutniejszy odcinek w historii".
Harry Styles ma fanów na całym świecie /Jim Dyson/Redferns /Getty Images

Wygląda na to, że Harry StylesOlivia Wilde wkroczyli w nowy etap związku. Niedawno media donosiły, że zakochani planują wkrótce zamieszkać razem w Wielkiej Brytanii. Te plany stały się zresztą zarzewiem konfliktu aktorki i jej byłego partnera Jasona Sudeikisa, z którym gwiazda toczy obecnie zaciętą walkę o opiekę nad dwójką dzieci. 

Problemy najwyraźniej nie zniechęciły Wilde i Stylesa do poszukiwań wymarzonego lokum. Jak informuje "The Daily Star", słynny piosenkarz takowe już znalazł. Autor hitu "As It Was" nabył ponoć imponujący dom w rejonie South West England. Wielkim atutem nieruchomości, która znajduje się na szczycie klifu, jest wyjątkowo malownicza okolica. Posiadłość usytuowana jest w nadmorskiej części hrabstwa Devon.

Reklama

"Wieść szybko się rozeszła w naszej wiosce. Harry Styles rzekomo kupił u nas dom. Nie wiem, czy to tylko plotki, ale ludzie mówią o tym na okrągło" - donosi jeden z okolicznych mieszkańców. "Słyszałem, że Harry dołączy do naszej społeczności. Jeśli to prawda, jest bardzo mile widziany" - dodał inny miejscowy.

Nieruchomość, o której mowa, należała jak dotąd do producenta muzycznego Edwarda Shorta. Mężczyzna postanowił przekształcić wybudowany w latach 50. rodzinny dom w inspirowaną latarnią morską posiadłość utrzymaną w stylistyce art deco. Short wystawił swój dom na sprzedaż w lipcu zeszłego roku licząc na to, że znajdzie kupca, który zapłaci zań 4 mln funtów. Styles wyłożył ponoć drugie tyle.

Dotychczasowy właściciel był bohaterem jednego z odcinków popularnego na wyspach programu "Wielkie projekty". Gospodarz show, projektant i znawca architektury Kevin McCloud, odwiedzał w nim śmiałków, którzy zdecydowali się zbudować domy według ambitnych, a nierzadko mocno kontrowersyjnych, projektów. W październiku 2019 roku McCloud złożył wizytę Shortowi. Odbiorcy mogli zapoznać się z dramatyczną historią producenta, który na renowację mieszkania przeznaczył miliony funtów, a i tak nie zdołał ukończyć prac. McCloud określił Chesil Cliff House mianem "opustoszałego truchła". "Wygląda raczej jak wielopoziomowy parking aniżeli raj godny milionera" - skwitował.

Problemy z budową, rosnące długi, a wreszcie wybuch pandemii obróciły życiowe marzenie Shorta w proch. W międzyczasie rozstał się ze swoją żoną po 20 latach małżeństwa. Historia właściciela nieruchomości poruszyła widzów programu "Wielkie projekty". Ich zdaniem odcinek poświęcony nieudanej inwestycji, jaką jest dom na klifie, był "najsmutniejszym odcinkiem w historii". A jednak został wystawiony na sprzedaż, mimo że nie posiada kuchni, łazienki, podłogi ani oświetlenia. Właściciel wyraził nadzieję, że sprzedaż rezydencji pomoże mu przynajmniej częściowo spłacić ogromny dług w wysokości 7 milionów funtów.

Czy Styles rzeczywiście wybawi go z opresji? Jeden z agentów nieruchomości twierdzi, że plotki o nabyciu willi przez piosenkarza nie mają nic wspólnego z prawdą. "Dom jest wciąż do kupienia" - zapewnił w rozmowie z prasą. Shortowi pozostaje więc mieć nadzieję, że wkrótce znajdzie się inny chętny. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL