Reklama

Gitarzysta Great White nie żyje

Potwierdziły się informacje, że jedną z 97 ofiar pożaru, jaki wybuchł podczas koncertu grupy Great White w klubie w West Warwick, w amerykańskim stanie Rhode Island, jest gitarzysta Ty Longley. Pozostali członkowie grupy nie odnieśli poważniejszych wydarzeń.

Pożar wybuchł w klubie "The Station" w czwartek, 20 lutego, około godz. 23 miejscowego czasu, podczas koncertu Great White. W pierwszym utworze grupa użyła sztucznych ogni, od których niespodziewanie zaczął palić się sufit. Początkowo publiczność była przekonana, iż jest to element występu, dlatego długo nikt nie uciekał z sali.

Reklama

W ciągu trzech minut ogień zajął cały klub. Władze szacują, że na widowni było około 300 osób.

"Niektórzy ulegli poparzeniu lub zaczadzili się, inni zostali stratowani, kiedy usiłowali wydostać się w klubu - poinformował przedstawiciel straży pożarnej Charlie Hall.

Ed McPherson, prawnik Great White, twierdzi, że zespół otrzymał pozwolenie na wykorzystanie podczas koncertu sztucznych ogni. Właściciele "The Station" mówią natomiast, że nie mieli pojęcia o tym, że zespół planuje skorzystać podczas występu z efektów pirotechnicznych, pomimo, że w klubie tej wielkości jest to nielegalne.

Great White największą popularnością cieszyli się w latach 80. i na początku lat 90. Wtedy też zespół występował nawet na stadionach mieszczących 60 tys. ludzi.

Ty Longley miał 31 lat.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Great White | gitarzyści | gitarzysta | nie żyje | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje