Reklama

Reklama

Film o Marku Grechucie

Komplet widzów obejrzał w czwartek, 21 października, wieczorem film "Gdziekolwiek będę" poświęcony Markowi Grechucie. Pokaz - z udziałem reżysera Piotra Poraj-Poleskiego i żony artysty, Danuty Grechuty - zorganizowało Muzeum Polskiej Piosenki w Opolu.

"Z reżyserem trochę się ścieraliśmy, bo każdy miał swoją wizję, a telewizja też ma swoje wymogi. Ja chciałam bardziej uwypuklić ten czas, kiedy żyliśmy radośnie. Film wyszedł troszkę smutny, ale widzę, że się bardzo podoba, budzi emocje, i mogę się tylko z tego cieszyć" - powiedziała Danuta Grechuta.

"Archiwalia telewizji są na tyle ciekawe i bogate, że ciężko byłoby popsuć ten film. Wiele zależało tu od gości - Jana Kantego Pawluśkiewicza, Grzegorza Turnaua, Andrzeja Sikorowskiego i samej pani Danuty, której bardzo dziękuję, że powierzyła mi ten film" - podkreślił Piotr Poraj-Poleski.

Reklama

Danuta Grechuta przypomniała kulisy powstania jednego z największych przebojów jej męża - "Dni, których nie znamy".

"To było podczas burzliwej rozmowy, kiedy Marek zatracał sens życia. To normalne u artysty i żeby go z tej depresji wyrwać, ułożyła mi się taka metafora. Ja o niej zapomniałam, a Marek zapamiętał. I to była osnowa tej piosenki" - wspominała Danuta Grechuta.

Pytana o to, co najbardziej ujęło ją w jej mężu, odpowiedziała, że najprostsze cechy jego charakteru.

"Marek ujął mnie przede wszystkim jako człowiek. Zaimponował mi cechami charakteru, które są potrzebne na co dzień - łagodnością i wyrozumiałością, chociaż sam jej też dużo potrzebował. Umieliśmy się nią nawzajem obdarzać i chyba dlatego przeżyliśmy 36 lat bez rozstań" - oceniła wdowa po artyście.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne