Reklama

Reklama

Ewa Krawczyk krytycznie o Trubadurach. "Nie sprawdzili się"

Ewa Krawczyk, żona zmarłego Krzysztofa Krawczyka, ostro skrytykowała członków zespołu Trubadurzy. Stwierdziła, że nigdy nie mogła liczyć na ich pomoc.

Krzysztof Krawczyk i Ewa Krawczyk

W nowej, rozszerzonej wersji książki "Krzysztof Krawczyk. Życie jak wino" Ewa Krawczyk zdecydowała się wyjawić kilka sekretów.

Wyznała m.in. że Krawczyk przez lata zmagał się również z chorobą Parkinsona. "Chciałabym napisać o początkach choroby Krzysia. Bo to był długi proces. Postaram się zrobić to łagodnie, żebyście, kochani moi, nie płakali, bo ja do dzisiaj wylewam wiadra łez. 

Choroba Krzysia zaczęła się już 20 lat temu drżeniem głowy. Był to początek Parkinsona. Zwróciłam lekarzom uwagę, ale jakoś nikt nie zareagował. Lata mijały, a choroba robiła postępy" - pisała.

"Krzyś ostatnie lata już musiał siedzieć na stołku, bo bardzo bolało go biodro. Mieliśmy taką cichą umowę, że jak będzie ręka lub głowa się trząść, to ja do niego podchodziłam i poprawiałam niby chusteczkę na szyi i on już wiedział, że musi kontrolować drżenia" - wspominała dalej. 

Reklama

Dodała również, że przez problemy zdrowotne wokalisty wiele razy zdarzyło mu się upaść na podłogę. "Nigdy nie dałam rady go podnieść, jak się przewrócił, więc przyjaciele domu szybko jechali i razem przenosiliśmy go do łóżka. Ja, czekając na pomoc, podkładałam mu poduszki, przykrywałam i byłam obok przez cały czas. Kiedyś jak spadł z łóżka, to Robert, asystent i kierowca Krzysia, jechał do nas 30 min, bo nikogo nie było pod ręką" - tłumaczyła.

Jak opisywała dalej, członkowie zespołu Trubadurzy, z którymi Krawczyk występował przez dziesięć lat, nie powinni nazywać się jego przyjaciółmi. Zapowiedziała, że wyda książkę, w której dokładnie opisze te relacje. 

"Opowiem, kto naprawdę się sprawdził w naszym życiu jako przyjaciel. Na pewno nie byli to Trubadurzy. Żaden z nich. Może tym, który najbardziej się interesował, był Ryszard Poznakowski, bo on chciał dla nas dobrze. To szczery i dobry człowiek. Do dziś służy mi radą i pomocą. Dziękuję, Rysiu! To on po Andrzeju [Kosmali - przyp. red.] jako drugi dostał ode mnie telefon po śmierci Krzysia"  - napisała wdowa po muzyku. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje