Reklama

Reklama

Charlie Watts nie żyje. Co dalej z The Rolling Stones?

Perkusista The Rolling Stones – Charlie Watts – zmarł w wieku 80 lat. Piotr Metz i Hirek Wrona ocenili, co dalej może stać się z zespołem.

The Rolling Stones w 2018 r. - od lewej: Ronnie Wood, Mick Jagger, Keith Richards i Charlie Watts

"Z wielkim smutkiem zawiadamiamy o śmierci ukochanego Charliego Wattsa. Zmarł w spokoju otoczony rodziną w jednym z londyńskich szpitali" - czytamy w oświadczeniu.

W komunikacie Watts został nazwany jednym z najlepszych perkusistów pokolenia oraz wspaniałym ojcem, mężem i dziadkiem.

Przypomnijmy, że na początku sierpnia Charlie Watts przeszedł w Londynie pilną operację. "The Sun" informowało, że została wykonana ona po tym, jak muzyk przeszedł rutynową kontrolę lekarską.

Z powodu hospitalizacji muzyk ogłosił, że nie weźmie udziału w nadchodzącej trasie The Rolling Stones. Zastąpił go Steve Jordan, na co nalegał sam Watts. Perkusista w tym czasie miał udać się na kilkutygodniową rekonwalescencję.

Reklama

Polscy dziennikarze muzyczni - Piotr Metz i Hirek Wrona - w rozmowie z TVN24 wyjaśnili, co teraz może stać się z legendarnym zespołem. 

"Jedną stroną medalu są ich zobowiązania kontraktowe, które prawdopodobnie muszą wypełnić. Drugą to, czy zespół będzie chciał bez Charliego Wattsa kontynuować karierę. Plany były rzeczywiście wielkie: obchody 60. rocznicy, nowa płyta. Być może zespół zdecyduje się zrobić to jako hołd dla swojego zmarłego kolegi" - skomentował Metz.

"Wydaje mi się, że będą istnieć chociażby dlatego, że rozpoczyna się niebawem trasa koncertowa. Wszystkie dokumenty są podpisane" - stwierdził z kolei Hirek Wrona, dodając, że na najbliższą trasę Watts już wcześniej wyznaczył swojego następcę. "Stonesi będą istnieli, dopóki jeszcze ktokolwiek z tego zespołu będzie żył" - ocenił.

Metz wspomniał także o miłości Wattsa do jazzu. "Granie z Rolling Stonesami było dla niego treścią życia, ale wydawał się być zawsze troszeczkę ponad to, z tym swoim uśmiechem przyklejonym do twarzy w czasie koncertów" - mówił. 

"Trochę odstający od tego, co zwykliśmy nazywać 'sex, drugs and rock and roll'. Nawet jeżeli chodzi o ubiór, troszeczkę odstawał od tego rockandrollowego image'u Rolling Stonesów. Był bardzo często wybierany na zaszczytne angielskie listy najlepiej ubranych ludzi" - dodał dziennikarz.

Przypomniał też pewną anegdotę, która "nawet jeżeli nie do końca jest prawdziwa, charakteryzuje go jako człowieka znakomicie": "kiedyś, w latach 80. zadzwonił do niego do pokoju hotelowego lekko wstawiony Mick Jagger, pytając: 'a gdzież jest mój perkusista?'. Charlie Watts ubrał się w swój najlepszy garnitur, zawiązał krawat, wyczyścił buty, poszedł do pokoju Jaggera, przyłożył mu otwartą dłonią i powiedział: 'to ty jesteś moim wokalistą, nigdy tak więcej nie mów'. I wrócił do siebie".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje